Kontrowersyjny świadek i łapówka dla prokuratora. Ujawniamy kulisy śledztwa ws. zabójstwa kobiety
Niespełna 10 lat temu w kamienicy na warszawskiej Pradze doszło do tragedii. 75-letnia Anna O. została oblana kwasem siarkowym. Zmarła ponad miesiąc później w szpitalu. Policja i prokuratura nie potrafiły przez cztery lata ustalić sprawcę tego brutalnego ataku. W końcu pojawił się świadek, dzięki któremu doszło do zatrzymań. Jego wiarygodność stanęła jednak pod znakiem zapytania.
Jest 24 marca 2014 roku. 75-letnia Anna O. po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy chce wyprowadzić psa na spacer. W ostatnim czasie robiła to jej sąsiadka Magdalena Gerwatowska, bo O. miała złamaną rękę. Około godziny 21:30 kobieta wsiada z psem do windy na szóstym piętrze budynku. Nie jedzie długo, bo piętro niżej winda zatrzymuje się. Otwierają się drzwi i mężczyzna z plastikowym kubeczkiem nagle wylewa jego zawartość na twarz Anny O. Szybko zbiega po schodach i ucieka z budynku. Kobieta zaczyna przeraźliwie krzyczeć. Pierwszej pomocy udziela jej Magdalena Gerwatowska. Sąsiadka zauważa, że kurtka kobiety zaczyna się topić. Szybko obmywa jej twarz dużą ilością zimnej wody. Anna O. płacze i w kółko zadaje jedno pytanie: dlaczego ktoś mi to zrobił?!
Gerwatowska dzwoni po policję i pogotowie. Policjanci bezmyślnie wsiadają do windy, która ocieka pozostałościami kwasu siarkowego. Jeden z nich w końcu zauważa, że topi mu się fragment munduru. Wchodzą do mieszkania Gerwatowskiej i widząc cierpiącą Annę O. bagatelizują sytuację. Nie mogą porozumieć się z poszkodowaną przekazują sąsiadce, żeby O. zgłosiła się później na policję i złożyła zawiadomienie. Po czym wychodzą z mieszkania nie zabezpieczając nawet windy, która cały czas ocieka kwasem. Widząc to, Gerwatowska sama blokuje drzwi, aby unieruchomić windę
Pogotowie zabiera Annę O. do szpitala na Szaserów w Warszawie. Jej stan jest krytyczny. Policjanci w kolejnych dniach chcą ją przesłuchać. Jest jedynym świadkiem zdarzenia. Nie pozwala jednak na to jej stan zdrowia. Po ponad miesiącu kobieta umiera z powodu powikłań po oblaniu kwasem.
Oblać kwasem miał sąsiad
Jedynym tropem dla śledczych były informacje od sąsiadki Magdaleny Gerwatowskiej. Według kobiety, za atakiem kwasem siarkowym miał stać Maciej M., a celem miała być ona a nie Anna O. Mężczyzna dwa lata wcześniej wprowadził się do jednej z lokatorek kamienicy - Agnieszki K. Od tego momentu w mieszkaniu dochodziło do kłótni z byłym partnerem kobiety Adamem P.., który chciał odwiedzać swoje dziecko. Nie zgadzał się na to Maciej M.
Konflikt o dziecko przeniósł się na salę sądową. Adam P. poprosił Magdalenę Gerwatowską, aby zeznawała w sądzie na jego korzyść. Kobieta nie wahała się długo, bo aktywnie wspierała mężczyznę w walce o dziecko. Zeznawać zgodziła się również Anna O., która z racji sąsiedztwa znała sprawę i również popierała Adama P.
Tuż przed jedną z rozpraw Maciej M. miał grozić Magdalenie Gerwatowskiej śmiercią. Świadkiem tego była Anna O. Kobieta zawiadomiła policję, bo to nie był pierwszy raz, kiedy M. miał jej grozić. Na początku 2014 roku do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Maciejowi M. w związku z groźbami wobec Gerwatowskiej.
Te ustalenia pozwoliły policji przypuszczać, że za atakiem może Maciej M. Mężczyzna został przesłuchany, ale nie przedstawiono mu zarzutów. M. przedstawił alibi, a jego wizerunek nie odpowiadał osobie, którą zarejestrował monitoring budynku tuż po zdarzeniu. Śledztwo stanęło w martwym punkcie. Śledczy nie mieli pomysłu, jak ustalić kto oblał kwasem 75-letnią Annę O. Prokuratura umorzyła sprawę ze względu na niewykrycie sprawców.
Przełom w śledztwie po czterech latach
Na początku 2018 roku policjanci z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji zatrzymali trzy osoby związane z brutalnym atakiem na 75-letnią warszawiankę. Wśród zatrzymanych byli wspomniany wcześniej Maciej M., Piotr G. i Adam J. Wszyscy usłyszeli zarzuty dotyczące zabójstwa Anny O. Maciej M. miał być zleceniodawcą, Piotr G. wykonawcą a Adam J. miał pomagać w dokonaniu tego czynu. Prokurator podkreślał, że zatrzymani byli w przeszłości wielokrotnie karani, co miało uprawdopodobnić dokonanie przez nich zabójstwa Anny O.
Co takiego wydarzyło się w śledztwie po czterech latach od tragedii, że udało się prokuraturze postawić zarzuty w tej sprawie?
Początkowo śledczy nie chcieli zdradzać szczegółów operacji. Prokurator prowadzący sprawę zdradził jednak, w wywiadzie dla telewizji TVN, że do przełomu doszło dzięki zeznaniu świadka. Jak powiedział dziennikarzom, było “dość lakoniczne i syntetyczne, ale bogate w treść i okoliczności”. Prokurator zapewniał, że zeznania, jak i sam świadek, okazały się wiarygodne. Czy na pewno? Dotarliśmy do akt ze śledztwa w tej sprawie.
Głównym dowodem prokuratury były zeznania byłej partnerki oskarżonego Adama J., Karoliny K. W listopadzie 2018 roku, cztery lata po oblaniu kwasem 75-letniej Anny O., w warszawskim Wydziale do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw powstała notatka z rozpytania Karoliny K. Co takiego policjantom powiedziała Karolina K.? Dlaczego zrobiła to dopiero po czterech latach od tragedii?
- Było dla mnie wielkim wyzwaniem, żeby ujawnić okoliczności, w jakich Karolina K. pojawiła się w śledztwie. Dziś mogę powiedzieć, że Karolina K. okazała się informatorem jednego z policjantów. Tajnym informatorem - mówić mecenas Henryk Szulejewski, obrońca Macieja M.
Karolina K. przekazała śledczym, że mężczyźni chcieli zastraszyć sąsiadkę Macieja M., co potwierdzało wcześniejsze ustalenia policji. Następnie zrelacjonowała, jak miała wyglądać akcja oblania kobiety kwasem. Co ważne, kobieta nie była bezpośrednim świadkiem wydarzeń. O okolicznościach wiedziała, bo wszystko opowiedzieć miał jej Adam J. kiedy jeszcze byli razem ze sobą.
Wątpliwości, co do wiarygodności Karoliny K.
Według relacji kobiety, Adam J. wraz z Piotrem G., który tego dnia wyszedł na przepustkę z więzienia, mieli pojechać na warszawską Pragę samochodem marki bmw. G. miał czekać na swoją ofiarę, a następnie rzucić się na nią, przez chwilę dusić, żeby w końcu oblać ją kwasem siarkowym. Bardzo ważnym fragmentem rozmowy z policjantami jest ten dotyczący samego ataku na kobietę. Karolina K. powiedziała policjantom, że Piotr G. miał przez chwilę dusić ofiarę. Takiej sytuacji nie zarejestrował jednak monitoring. Widać na nim jedynie, jak mężczyzna oblewa kobietę, po czym ucieka. Niedługo później Karolina K. została przesłuchana w prokuraturze. Jej zeznanie różni się od tego, co powiedziała policjantom. Nie ma już informacji, że G. miał dusić kobietę.
Przesłuchiwana przez prokuratora Karolina K. powiedziała, że w dzień kiedy doszło do oblania kobiety kwasem, Adam J. wrócił bardzo późno do domu w “śmierdzących ubraniach”. Następnego dnia kazał jej spalić odzież. Opinia biegłego z zakresu pożarnictwa nie potwierdziła jednak zeznań Karoliny K.
- W garażu nie było śladów spalania ubrań. To wynika z opinii biegłego z zakresu pożarnictwa. Żaden obiektywny dowód kryminalistyczny nie potwierdził relacji Karoliny K., która skłamała, co do tego, że spalała ubrania - mówi mecenas Szulejewski.
To nie koniec wątpliwości, co do wiarygodności świadka. Karolina K. była uzależniona od narkotyków i alkoholu, leczyła się w specjalistycznych ośrodkach. Kilka lat siedziała w więzieniu. Przed pójściem na policję wielokrotnie wysyłała wiadomości do swojego ówczesnego partnera Adama J., które zawierały groźby. W swoim telefonie posiadała zdjęcie jednego z oskarżonych, prawdopodobnie pochodzące z kartoteki policji lub Służby Więziennej, służące do szantażowania J. W groźbach powoływała się na znajomości z policjantami. Jeden z sąsiadów Adama J. zeznał, że Karolina K. pewnego razu na spacerze powiedziała, że załatwi Piotra G., bo buntuje przeciwko niej Adama. Z kolei inny świadek, Iwona M., zeznała, że K. również groziła jej w SMSach, że wsadzi ją do więzienia.
- Karolina K. była wielokrotnie karana, w tym za przestępstwo rozboju, czy za posiadanie narkotyków. Miała kuratora sądowego, który wnioskował o odwieszenie jej kary. W 2018 roku wylądowała w Szpitalu Miejskim w Wołominie prawdopodobnie po próbie samobójczej. W wywiadzie lekarskim podała, że od około dwóch lat spożywa od 400 do 500 miligramów wódki dziennie - mówi Szulejewski.
“Doszło do tego, że się zakochałam”
Biegły psycholog stwierdził, że zeznania Karoliny K. zawierały “element odwetowy”, który mógł wpływać zniekształcająco na opis zdarzeń. Zalecił, aby zeznania świadka skonfrontować z innymi dowodami. Sama Karolina K. przyznała, że gdyby nie rozstała się z Adamem J. to być może nie poszłaby na policję. Związek z mężczyzną był dla niej korzystny finansowo.
- Jeszcze doszło do tego, że się zakochałam - powiedziała psychologowi Karolina K.
Prokuratura zleciła jednak kolejną opinię dotycząca zeznań Karoliny K. Biegła uznała, że problemy z narkotykami oraz alkoholem nie miały wpływu na zeznania świadka. A chęć zemsty na Adamie J., co było jedną z motywacji złożenia zeznań w tej sprawie, była “zrozumiała psychologicznie”. Karolina K. została przebadana również na wariografie.
“Badana reagowała w sposób, który zwykle obserwuje się u osób odpowiadających szczerze. Można powiedzieć, że rezultat ten pozostaje spójny z przeświadczeniem Karoliny K. na temat przebiegu krytycznego zdarzenia, udziału w nim podejrzanych oraz deklarowanym sposobem pozyskania tych informacji” - czytamy w opinii kryminalistycznej z zakresu badań poligraficznych.
Z rezultatem tego badania, a przede wszystkim sposobem jego przeprowadzenia, nie zgadza się obrońca oskarżonego Macieja M.
- Uważam, że to badanie pokazuje kolejną kompromitację organów ścigania. Jak się prześledzi część wywiadu, w której Karolina K. odpowiadała na pytania, to się okazuje, że biegły dostarczał jej w pytaniach szereg informacji dotyczących sprawy - argumentuje mecenas Szulejewski.
Śmierć Karoliny K., łapówka dla prokuratora. W tle “Królowa Życia”
Ostatecznie prokuratura opierając się głównie na zeznaniach Karoliny K. wysłała do sądu akt oskarżenia w sprawie zabójstwa Anny O. Sędzia ani obrońcy oskarżonych nie mieli okazji zweryfikować zeznań Karoliny K. na sali sądowej. Kobieta zmarła kilka miesięcy przed rozpoczęciem procesu. Przyczyną śmierci było nagłe zatrzymanie krążenia w przebiegu zaawansowanej marskości wątroby. Sekcja zwłok nie wykazała, aby do zgonu Karoliny K. miały doprowadzić osoby trzecie. Kobieta wówczas przebywała pod policyjną ochroną.
Pierwsza rozprawa miała odbyć się w lipcu 2020 roku. Została jednak odroczona, bo na jaw wyszły zaskakujące informacje. Prokurator Andrzej Z. który prowadził postępowanie w sprawie zabójstwa Anny O. został oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowych i utrudnianie własnego śledztwa. Z ustaleń Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej wynikało, że prokurator przyjął m.in. milion złotych łapówki od Joanny P. znanej z programu telewizyjnego “Królowe Życia”. W zamian za to miał wypuścić z aresztu jej męża, Adama J., który usłyszał zarzuty w sprawie zabójstwa Anny O.
Z tego powodu proces został przeniesiony z Warszawy do Płocka. Zanim to nastąpiło sędzia wyraziła wątpliwości, co do przeprowadzonego postępowania przygotowawczego przez prokuratora Andrzeja Z. Oceniła, że akt oskarżenia oparty jest na poszlakach i zeznaniu nieżyjącego już świadka.
Ostatecznie oskarżony o korupcję i utrudnianie własnego śledztwa Andrzej Z. opuścił areszt a jego sprawa została umorzona. Sąd stwierdził, że zezwolenie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego na ściganie prokuratora "nie było skuteczne". To jednak nie koniec kłopotów Andrzeja Z.
- Prokurator jest zawieszony w czynnościach służbowych. W toku jest jeszcze jedno postępowanie gdzie Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej wystąpił do sądu dyscyplinarnego o uchylenie immunitetu. Mamy decyzję na razie sądu pierwszej instancji, gdzie jest zgoda na uchylenie immunitetu, ale jeszcze czekamy na decyzję sądu odwoławczego - mówi rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej Łukasz Łapczyński.
Prokurator Andrzej Z. przyznaje się do błędów
W styczniu 2021 roku w płockim sądzie ruszył proces w sprawie zabójstwa Anny O. Oskarżeni Maciej M., Piotr G. i Adam J. nie przyznali się do winy. Prokurator Andrzej Z., któremu odebrano śledztwo zeznawał jako świadek. Na sali sądowej powiedział, że materiał dowodowy, jakim dysponował był słaby, a zeznania Karoliny K. nie były dla niego w pełni wiarygodne. Po czasie dostrzegł, że kobieta podała podczas przesłuchania fałszywe informacje. W sprawie pojawiły się opinie biegłych, które były odmienne i zawierały błędy rzeczowe.
- Teoretycznie są w sprawie cztery opinie i każda jest inna, i są trzy zeznania pani Karoliny K., które są odmienne od siebie i to w sposób istotny - zeznał przed sądem prokurator Andrzej Z.
Prokurator przyznał się, że w śledztwie popełnił kilka poważnych błędów. Twierdził, że oskarżenia dotyczące przyjęcia przez niego korzyści majątkowych i utrudnianie własnego śledztwa nie były trafione. Żałował, że nie mógł zakończyć śledztwa, które według niego w dużej mierze było… dobrze prowadzone.
- Kilkadziesiąt lat zajmuję się prawem karnym, ale nawet moja wyobraźnia nie sięga czegoś takiego, żeby można było w śledztwie popełnić tego rodzaju błędy i zniekształcenia - mówi mecenas Henryk Szulejewski, były prokurator.
W sprawie zabójstwa Anny O. odbyło się kilkadziesiąt rozpraw. Proces trwał prawie dwa lata. Obrońca Macieja M. mecenas Henryk Szulejewski szukał pomocy w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która prowadzi program “Niewinność”. Prawnicy i eksperci analizują sprawy, w których mogło dojść do pomyłki sądowej.
- Interesowała nas nie tylko kwestia ewentualnej niewinności, ale także to, że tak długo stosowany jest w przypadku Macieja M. areszt tymczasowy. To jest najsurowszy środek zapobiegawczy, jaki jest możliwy do stosowania w Polsce i jest to on w naszym kraju nadużywany - mówi dr Piotr Kładoczny, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i członek zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Dr Kładoczny jest autorem opinii HFPC, która została przesłana do płockiego sądu. Napisał w niej, że obawa sądu, że Maciej M. będzie bezprawnie utrudniał postępowanie jest “abstrakcyjna”.
- Nie ma cienia dowodów, że on by to robił. Na tym właśnie polega abstrakcyjność rozumowania sądu, który domniemywa za wcześniejszym podejrzeniem prokuratury, że skoro mu grozi surowa kara, to może utrudniać postępowanie - tłumaczy ekspert.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wskazuje w swoich orzeczeniach, że sąd powinien podejmować decyzję na podstawie dowodów a nie obawy. - Ta obawa nie może być abstrakcyjna, za nią muszą przemawiać dowody - wyjaśnia dr Piotr Kładoczny.
Sąd: Materiał dowodowy jest wystarczający
W październiku 2022 roku Sąd Okręgowy w Płocku skazał Macieja M. na karę 15 lat pozbawienia wolności za zlecenie oblania kwasem sąsiadki. Piotr G. usłyszał wyrok 10 lat więzienia za przyjęcie zlecenia i oblanie kobiety. Adam J. za pomoc w dokonaniu tego czynu spędzi za kratkami rok mniej. Mężczyźni mają też zapłacić łącznie 450 tys. zł tytułem zadośćuczynienia, w tym 300 tys. zł na rzecz córki ofiary.
Sędzia wydając decyzję przyznał, że był to proces wyjątkowy o charakterze poszlakowym. Podkreślił jednak, że materiał dowodowy był "wystarczający, aby wydać rozstrzygnięcie". Tym samym uznał, że zeznania nieżyjącego już świadka, Karoliny K., były wiarygodne.
- Mam wielkie wątpliwości, co do wiarygodności świadka. Po pierwsze, jego zeznania są z “drugiej ręki”, czyli sam niczego nie widział. Po drugie, nie sposób ich zweryfikować przed sądem, bo świadek już nie żyje. To jest troszeczkę mało, bo każdy na takiej podstawie może być skazany. Jeżeli takie dowody są wystarczające, to właściwie domniemanie niewinności jest super iluzoryczne - ocenia dr Piotr Kładoczny, wykładowca w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego
Sąd zmienił ostatecznie kwalifikację czynu w przypadku Piotra G. na spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a w przypadku Macieja M. oraz Adama J. na podżeganie do tego. Wyrok jest nieprawomocny. Obrońcy zapowiadają odwołać się od wyroku, gdy tylko zapoznają się z pisemnym uzasadnieniem decyzji sądu. Apelację zamierza złożyć również prokuratura, która domaga się ukarania sprawców za zabójstwo, a nie spowodowanie uszczerbku na zdrowiu, jak ostatecznie zdecydował sąd.
O tej sprawie posłuchasz także w podcaście Radia ZET “Materiał dowodowy”.
"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET