Zamiast wezwać pomoc, nagrywali morderstwo na UW. “Jakby działo się to gdzieś za szybą”
- Ludzie upatrują w tego typu sytuacjach sensacji i niezdrowej ekscytacji złem. Jakby to, co widzimy i nagrywamy, nas nie dotyczyło. Jakby działo się gdzieś za szybą, z dala od nas - komentuje w rozmowie z RadioZET.pl zachowanie świadków morderstwa na Uniwersytecie Warszawskim psycholog śledcza Justyna Poznańska. Z ustaleń służb wynika, że wiele osób, zamiast interweniować, czy powiadomić służby, nagrywała tragiczne wydarzenia.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak zachowywali się świadkowie morderstwa na Uniwersytecie Warszawskim?
- Dlaczego ludzie zamiast interweniować i dzwonić na policję nagrywają filmy ze zdarzenia?
- Jakie mechanizmy psychologiczne powodują takie sytuacje?
- Masę osób, które były świadkami tego zdarzenia, nie podejmowało interwencji, wręcz odnotowaliśmy też takie dziwne zachowania, że część osób kręciła sobie filmy, nagrywając całe zdarzenie - komentował tragiczne wydarzenia na Uniwersytecie Warszawskim Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy ministra spraw wewnętrznych i administracji.
Film z morderstwa na UW w sieci
Zapytaliśmy ekspertów, dlaczego świadkowie morderstwa zamiast wezwać pomoc lub powstrzymać agresora, decydowali się nagrywać filmy dokumentujące dramatyczne sceny. - Mamy do czynienia z pewnym odwrażliwianiem, czyli tzw. desensytyzacją. Ilość przemocy dawkowana przez media skutecznie nas tego uczy. Ludzie upatrują w tego typu sytuacjach sensacji, a zatracają naturalny instynkt do działania pomocowego, bądź ucieczkowego - wyjaśnia psycholog śledcza Justyna Poznańska.
Psycholog dr Paulina Szymańska z Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że reakcji na dramatyczne wydarzenia może być bardzo wiele. Wpływ mają na nie również okoliczności, w jakich obserwuje się sytuację. Im więcej jest świadków, tym mniejsza odpowiedzialność za interwencję.
- Nie zadzwonimy po pomoc, nie zwrócimy uwagi, nie staniemy w obronie, bo wydaje nam się, że zrobi to na pewno ktoś inny. Obserwujemy też zachowania pozostałych osób i kopiujemy je. Jeśli widzimy, że kolega czy koleżanka nagrywa, to my też to robimy, nie analizując do końca konsekwencji własnego działania - mówi Szymańska.
Psycholog: “Im bardziej wstrząsający materiał, tym większe wrażenie na innych”
Jak tłumaczył podczas konferencji prasowej rzecznik MSWiA, “naturalną” reakcją w sytuacji, gdy widzimy, że ktoś popełnia przestępstwo, jest powstrzymanie agresora lub telefon na policję. Według dr Pauliny Szymańskiej nie zawsze tak musi być. - Czasami instynktownie wycofujemy się, czy "zamrażamy", nie będąc tym samym w stanie zareagować w żaden sposób. Zdarzenie, które budzi w nas duży lęk, odcina nam racjonalne myślenie i to, co po fakcie wydaje się oczywiste, np. telefon na policję, w sytuacji zagrożenia takie nie jest - wyjaśnia.
Drastyczne zdjęcia i filmy z miejsca zbrodni trafiły do internetu. To nie pierwszy raz, kiedy takie treści zostały upublicznione. W mediach społecznościowych pojawił się niepokojący trend polegający na prześciganiu się w udostępnianiu coraz to bardziej szokujących treści. - Często można zaobserwować, że im bardziej oryginalny, nietypowy czy wręcz wstrząsający materiał wrzucasz do sieci, tym robi on większe wrażenie na innych - wyjaśnia Poznańska.
Opublikowanie w sieci drastycznych materiałów nie tylko może przysporzyć autorowi więcej atencji, ale również poprawić jego samoocenę. - Możemy przy okazji, niejako narcystycznie, „pochwalić się”, w czym uczestniczyliśmy i czego byliśmy naocznymi świadkami. Jest to przerażające, lecz niestety dzieje się każdego dnia - tłumaczy psycholog śledcza.
Zgadza się z nią dr Paulina Szymańska, ale zauważa, że jest jeszcze inny powód, dla którego świadkowie zamiast powstrzymać napastnika fizycznie lub werbalnie, publikują w internecie zdjęcia czy filmy z miejsca zdarzenia. - Boimy się zareagować, bo boimy się, że nam może się coś stać. Paradoksalnie część badaczy wspomina o tym, że nagrywanie czy wysłanie ostrzeżenia do osób z grupy studenckiej może być postrzegane jako jakaś forma pomocy sobie czy innym, choć nie bezpośrednio zaatakowanej osobie - mówi psycholog zajmująca się cyfryzacją życia społecznego.
Wpływ na kontrowersyjne zachowanie świadków tragicznych wydarzeń mogą mieć również zyskujące w ostatnich latach dużą popularność seriale czy podcasty “true crime”. W telewizji, mediach społecznościowych czy na portalach informacyjnych pojawiają się treści wzbudzające negatywne emocje i budujące poczucie zagrożenia. - Spędzamy w sieci coraz więcej czasu, przez co jesteśmy przeciążeni i nabywamy przekonania, że żyjemy w ciągłym zagrożeniu. Dodatkowo obserwując wielokrotnie agresję i przemoc, nieświadomie odwrażliwiamy się. To skutkuje mniejszą empatią, dystansowaniem się i brakiem współczucia - tłumaczy Szymańska.
Justyna Poznańska dodaje, że pojawia się również mechanizm tzw. habituacji. - Czyli przyzwyczajenia w tym wypadku do sensacji, niezdrowej ekscytacji złem. Zupełnie jakby to, co widzimy i nagrywamy, nas nie dotyczyło. Jakby działo się gdzieś za szybą, z dala od nas - twierdzi psycholog śledcza.
Czas wycofać się z mediów społecznościowych?
Jak odwrócić ten niebezpieczny trend? Według naszych rozmówczyń jest kilka sposobów działania, które możemy wdrożyć sami z dnia na dzień. - Jeden z nich to nasz sposób korzystania z technologii. Ograniczamy dostęp do nadmiarowych informacji, dokonujemy selekcji. W kontekście mediów społecznościowych zaczynamy czuć zadowolenie z tego, że się z nich wycofaliśmy - mówi Szymańska, ale jednocześnie zauważa, że w przypadku dzieci sprawa jest utrudniona. Nadal wiele z nich ma dostęp do filmików na YouTube czy gier bez żadnej kontroli.
Drugi sposób jest już bardziej angażujący i wymagający czasu oraz współpracy z innymi ludźmi. - Od najmłodszych lat warto budować u dzieci świadomość własnych emocji i pokazywać, jak sobie z nimi radzić w konstruktywny sposób. Duża w tym rola rodziców oraz szkół, stanowiących wzorzec, ale i mediów promujących określone zachowania - tłumaczy psycholog.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET