Zmiany w lekcjach religii. „Na razie odczuliśmy tylko jedną zmianę"
Dyrektorzy podstawówek i szkół średnich nie zauważyli szczególnej różnicy w organizacji lekcji religii po zmianach, jakie - mimo protestów przedstawicieli Kościoła i katechetów - weszły w życie wraz z początkiem roku szkolnego. Ilu uczniów zostanie na katechezie po wprowadzeniu kolejnych propozycji MEN?
Magdalena Prokaryn-Dynarska, dyrektorka SP nr 1 w Łodzi, zna schemat na pamięć. W klasach 1-3 większość na religię jeszcze chodzi. W klasie czwartej, po komunii, wypisów zaczyna przybywać, a od piątej klasy frekwencja spada czasem o połowę. W klasach siódmych i ósmych średnio jedna czwarta zapisuje się na katechezę. Taka sytuacja utrzymuje się od lat, więc od lat w szkole łączone są oddziały. - Np. teraz mam trzy klasy ósme liczące ponad 70 osób, z czego 17 zapisało się na katechezę. Religię mają więc wspólnie – opowiada dyrektorka.
Chociaż Małgorzata Antonowicz, dyrektorka SP nr 340 w Warszawie, spadek frekwencji na katechezie zauważa głównie wśród najmłodszych dzieci. Pamięta jeszcze, jak 10 lat temu na 20 oddziałów 1-3 nie chodziło kilkanaścioro uczniów, czyli 1 proc. Teraz - 25 proc. najmłodszych uczniów rezygnuje z lekcji religii. - Kiedyś dzieci przestawały chodzić w szóstej klasie. Teraz już w trzecich, więc już tu łączymy katechezę – mówi. W ósmej klasie młodzież na religię chodzi sporadycznie, by w liceum – przynajmniej w niektórych diecezjach – znów zapisać się na religię.
- W pierwszej klasie jest bierzmowanie – wyjaśnia krótko Maciej Rusiecki, dyrektor V LO w Warszawie. Od drugiej klasy frekwencja jednak znów spada tak, że w trzecich klasach np. w V LO są dwie grupy, w czwartych – jedna. - Mamy pięć klas czwartych, czyli ok. 150 osób. Na katechezę chodzi 12 osób – wylicza Rusiecki i zaznacza, taka sytuacja nie zmienia się od kilku lat. - Zmian więc żadnych nie odczuliśmy – mówi.
Zmiany w lekcjach religii w praktyce
Dotychczas jeżeli na katechezę zgłosiło się mniej niż siedmioro dzieci z danej klasy, to przedszkole lub szkoła organizowały lekcje, łącząc klasy, ale z tego samego rocznika. Nowością od września 2024 jest to, że MEN pozwoliło na łączenie chętnych z różnych poziomów i w większej liczbie (jeśli chętnych jest więcej niż 7 z danej klasy). Z tym, że uczniów można łączyć odpowiednio między klasami 1-3 w grupy maksymalnie 25-osobowe i klasami IV-VI oraz VII-VIII w grupy 28-osobowe.
MEN zmieniając przepisy, tłumaczyło, że chce w ten sposób uelastycznić możliwość ułożenia planu lekcji. Przedstawiciele wydziałów katechetycznych uważali z kolei, że nauczanie religii w większych i to międzyklasowych grupach ma charakter dyskryminacji. Dyskusjom nie było końca. Tymczasem szkoły ostatecznie zmian nie zauważyły, bo na razie i tak tworzą grupy na religii rocznikowo. - Nie ma potrzeby łączenia międzyoddziałowego. Jeśli będą jednak względy organizacyjne, to zastosowałbym nowe przepisy i pewnie są takie szkoły – dodaje Rusiecki.
Za przykład można tu podać Zespół Szkół Gastronomicznych w Łodzi. W szkole uczy się 700 uczniów, z czego od września 34 zapisało się na katechezę. Udało się stworzyć trzy grupy: u pierwszoklasistów, drugoklasistów i połączoną z uczniów klas trzecich, czwartych i piątych. Zorganizowania lekcji religii bez możliwości łączenia klas dyrektorka łódzkiego „Gastronomika” Zofia Wrześniewska sobie nie wyobraża. - I tak znalezienie wspólnego terminu na katechezę, kiedy klasy są na praktykach, jest wyczynem – mówi.
Podobnie jak nie wyobraża sobie, by przy takich trudnościach ze zgraniem praktyk zawodowych i innych lekcji religia wypadała w środku zajęć. - To w ogóle nie wchodzi w grę – dodaje Wrześniewska. Kolejny pomysł MEN, który ma wejść w życie od września 2025, czyli konieczność umieszczania lekcji religii na początku lub na końcu zajęć, znów nie jest więc żadną ogromną zmianą i nowością dla wielu szkół. - Jakoś muszę zgrać uczniów z trzech klas ósmych w jedną grupę, więc religię mam na początku albo na końcu lekcji, żeby łatwiej było mi ułożyć plan. Od początku tak jest i nic się nie zmieniło - mówi Prokaryn-Dynarska.
Ani religia, ani etyka
- Plan lekcji i finanse – do tych dwóch powodów zdaniem dyrektorki SP nr 1 w Łodzi sprowadza się najczęściej dyskusja o zmianach w religii. Zwłaszcza, gdy mowa o kolejnej propozycji MEN, według której od września 2025 r. uczniowie mają mieć też religię raz w tygodniu, a nie dwa razy, jak dotychczas. Według resortu edukacji wynika to z potrzeby ujednolicenia wymiaru godzin nauki religii i etyki (etyki jest godzina tygodniowo, religii dwie).
- W trzeciej i czwartej klasie już mamy jedną godzinę katechezy, więc znów dla nas to niewielka zmiana i burza o nic – komentuje Rusiecki. Liceum, tak jak zresztą wiele szkół ponadpodstawowych, które po reformie edukacji mierzyły się z podwójnymi rocznikami i brakiem miejsca, skorzystało z możliwości zmniejszenia wymiaru katechezy za zgodą biskupa diecezjalnego.
Zwolennicy zmniejszenia liczby godzin religii uważają, że poprawi to frekwencję na lekcjach, przeciwnicy – że jeszcze ją pogorszy. - Uczniowie mają religię od pierwszej klasy do ósmej. Przyrody, biologii, czy geografii mają o wiele mniej, bo tylko w starszych klasach i tylko po godzinie tygodniowo – przypomina Prokaryn-Dynarska. - W którą stronę to pójdzie, jak będzie jedna godzina? Nie wiem. Wiem, że dzieci rezygnują dziś zarówno z religii, jak i z etyki, bo nie mają siły. Codziennie mają ileś lekcji, do tego zajęcia dodatkowe. Nie dają rady – mówi Antonowicz. I nie dotyczy to tylko Warszawy.
- Nie chcą chodzić na nic, ani na etykę ani na religię i nie zależy to od liczby godzin – dodaje Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie. Na wschodzie Polski zazwyczaj frekwencja była jedną z najwyższych w kraju na lekcjach religii. Tym bardziej widoczny jest teraz potężny spadek chętnych uczestniczących w katechezie. W VI LO ponad połowa młodzieży wypisała się z lekcji religii i, jak od razu zaznacza dyrektorka, nie jest to związane z łączeniem grup i zmianą przepisów (tu jeśli klasy są łączone, to też w tych samych rocznikach), bo zaczęło się to dwa, trzy lata temu.
Dyrektorka oswoiła się też z tym, że do 18. roku życia uczniowie chodzą na religię, bo wtedy jeszcze decydują o tym rodzice, a dzień po urodzinach, 18-latek czy 18-latka przychodzi do sekretariatu z podaniem o rezygnacji z katechezy. - I nie są to jednostkowe przypadki – zaznacza dyrektorka. Jej zdaniem wszystko sprowadza się do tego, kto i w jaki sposób prowadzi katechezę, a nie ile jest godzin i w jakiej formie.
Pracy dla katechetów mniej?
I właśnie nauczycieli dotyczy przede wszystkim zamieszanie wokół wprowadzanych zmian. Ewentualne zmniejszenie wymiaru godzin religii spowodowałoby mniej godzin czy nawet zwolnienia katechetów. Kamińskiej trudno to zrozumieć, bo przez ostatnie kilka lat mierzyła się wręcz z zupełnie innym problemem. - Nie mogłam znaleźć katechety. Nawet proboszcz z parafii szkoły nie mógł nikogo znaleźć – opowiada. Teraz w VI LO uczy katechetka, która łączy pracę w dwóch szkołach. Dodatkowo ksiądz wziął pół etatu, żeby odciążyć nauczycielkę.
Gorzej w tym wypadku będzie rzeczywiście w podstawówkach. - Mam dwie katechetki. Jedna jest na pełen etat i obstawia klasy 1-3, gdzie frekwencja jeszcze jest wysoka. Druga ma część etatu, ale jest już na emeryturze, więc jestem w komfortowej sytuacji. Ale na pewno w innych szkołach katecheci ucierpią, bo stracą godziny i zatrudnienie – nie ukrywa dyrektorka SP nr 1.
Nie wyklucza tego dyrektorka SP nr 340 w Warszawie. - Jak będzie zmniejszony wymiar katechezy, może być problem – przyznaje Antonowicz. Dodaje jednak, że katecheci pracujący u niej w podstawówce są wieloprzedmiotowcami. Mają uprawnienia do uczenia innych przedmiotów, więc w porę zdali sobie sprawę, że frekwencja na religii spada, bez względu na zmiany przepisów i reformy. - U nas katechetka jest jednocześnie polonistką, więc z godzinami dla niej też nie ma problemu – podaje przykład Wrześniewska.
Rusiecki przyznaje, że nikogo do zmiany nauczanego przedmiotu nie namawia i nie zachęca. - Nie rozumiem tej dyskusji. Tak samo różne zmiany odczuwają inni przedmiotowcy. Teraz likwidowaliśmy HiT i historycy też mają mniej godzin – porównuje Rusiecki. Przypomina, że wciąż dosyć duży procent wśród katechetów stanowią osoby duchowne, których głównym miejscem posługi są kościoły czy zakony. - Przede wszystkim więc osoby świeckie mogłyby uczyć, a osoby duchowne uzupełniałyby ewentualnie braki – mówi i znów podaje przykład V LO, gdzie pełny etat ma katechetka, a ksiądz - kilka godzin. By wprowadzić takie rozwiązanie dla wszystkich szkół, ministerstwo musiałoby się jednaj porozumieć z Kościołem, a na to się nie zapowiada.
Jedna zmiana w lekcjach religii
- Tak naprawdę tylko jedną zmianę na razie odczuliśmy w kwestii religii – mówi Rusiecki. Od roku szkolnego 2024/25 religia nie jest już wliczana do średniej z ocen, nie ma jej też na świadectwie. - Ale religia dalej pozostaje przedmiotem, więc wymaga się oceniania cząstkowego. Można więc mieć same dwójki, ale nie wpłyną one na oceny końcowe, bo na świadectwie będzie napisane tylko: „uczęszczał”, albo „nie uczęszczał”. To jest bubel prawny i niepotrzebna praca katechetów – stwierdza Rusiecki.
Projekt nowelizacji rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach zakładający zmniejszenie liczby godzin religii i konieczność umieszczania jej na końcu lub początku zajęć jest obecnie na etapie opiniowania przez związki zawodowe, organizację pracodawców i Radę Dialogu Społecznego.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET