"Po co nam ten dzwonek?" Szkoły wyłączają hałas

10 min. czytania
21.10.2024 06:02
Obserwuj nas na Google

Do gabinetu dyrektorki wbiegają uczniowie i od progu oznajmiają: "jak dzwoni dzwonek, hałas jest większy niż ten, który generuje piła spalinowa! Po co nam on?”. Decyzja była błyskawiczna. Najpierw wyłączono dzwonki na przerwę, potem w ogóle je zlikwidowano. Nigdy nie żałowano. I coraz więcej szkół idzie tym śladem.

Szkoła
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Przy wejściu do XI LO w Łodzi na tablicy korkowej wisi harmonogram trwania zajęć lekcyjnych. Według niego rozpoczęła się właśnie przerwa przed trzecią lekcją. Jest godzina 9 rano. Uczniowie siadają na ławkach wzdłuż korytarza, część zachęcona jeszcze słoneczną pogodą wychodzi na dwór. Kolejne drzwi otwierają się i następna grupa wolnym krokiem wychodzi na przerwę. - Właśnie tak mówimy, że idziemy na przerwę, albo na lekcję, a nie że dzwoni dzwonek – mówi Magdalena Siejka, dyrektorka XI LO w Łodzi. Bo dzwonków w łódzkim liceum nie ma i nigdy nie było.

Wyciszyć się

Coraz więcej szkół decyduje się na takie rozwiązanie i widzą w tym same plusy. Dyrektorka XI LO wylicza je jednym tchem. Po pierwsze jest ciszej, przez co uczniowie i nauczyciele nie męczą się tak, zwłaszcza ci z nadwrażliwością słuchową. - Zanim zostałam dyrektorką, pracowałam w liceum jako pedagog. Nieraz uczniowie przychodzili do mnie do gabinetu, żeby się wyciszyć, bo na korytarzu na przerwie było dla nich za głośno – wspomina. Po drugie w szkołach przybywa dzieci w spektrum autyzmu – dźwięk takiego dzwonka sprawia im wręcz ból. Po trzecie uczy to dyscypliny i organizacji czasu, bo samemu trzeba się pilnować.

- Nawzajem się pilnujemy – mówi Marcelina, uczennica XI LO. Przyznaje, że gdy przyszła tu do szkoły i wychowawczyni poinformowała, że nie ma dzwonków, była mocno zaskoczona. Wybierając liceum, nie wiedziała, że wprowadzono tu takie rozwiązanie. Ale szybko przyzwyczaiła się do nowego trybu. Teraz wręcz trudno jej sobie wyobrazić powrót do nauki według dzwonków. - Jest o wiele spokojniej. Nie ma tyle hałasu w jednym momencie, że każdy zrywa się i wybiega z sali – opowiada.

Zgadza się z tym jej kolega z klasy, Olek. - Nikt się raczej nie spóźnia. Jak się widzi, że pozostali idą do sali, to idzie się za nimi – dodaje. Żartuje też, że dzięki temu można w trakcie lekcji zerkać na telefon, żeby kontrolować godzinę. Chociaż oczywiście w salach są zegary. Tak samo jak cała instalacja do dzwonka, ale ta wykorzystywana jest tylko w razie próbnego alarmu przeciwpożarowego. Dzięki temu młodzież reaguje wtedy sprawniej, bo nie słyszy tego dźwięku co 45 minut.

Redakcja poleca

Dzwonek w szkole stresuje

Zamiast dzwonka uczniowie na swój sposób przypominają nauczycielom o końcu lekcji. - Zaczyna się ruch. Tu zeszyt już zamknięty, tu długopis odłożony – opowiada Jagoda Banaszczyk, matematyczka w XI LO. Nigdy nie zauważyła problemów ze spóźnianiem się klas, chociaż na początku były takie obawy.

Na pomysł szkoły bez dzwonków wpadł Bogusław Olejniczak, pierwszy dyrektor XI LO. Mimo podzielonych głosów nie zrezygnował z niego i wraz z otworzeniem liceum, a było to stosunkowo niedawno, bo w 2018 roku, wprowadził go w życie. - Nikt nie narzekał z tego powodu. Nie musiałem interweniować i powtarzać: przychodzicie za późno. A ile w ten sposób udało się nauczyć! Rezygnacja z takiego małego elementu dała młodym ludziom lekcje obowiązkowości, punktualności, odpowiedzialności - opowiadał w rozmowie z RadioZET.pl.

Banaszczyk przyznaje, że dla nauczycieli brak dzwonka też jest wygodnym rozwiązaniem. - Jak delikatnie się spóźniam, to mówię, że na moim zegarku jeszcze nie ma godziny lekcji – śmieje się. Przede wszystkim jednak, jak zaznacza, dzwonek ją stresował. Takie skutki hałasu potwierdzają choćby badania przeprowadzone przez Future Classroom Lab w Brukseli pod koniec 2023 roku, w którym uczestniczyło prawie 2 tysiące nauczycieli szkół średnich z 18 krajów europejskich, w tym Polski. Według nich hałas o wysokim natężeniu powoduje wzrost poziomu stresu, który może prowadzić do impulsywności i trudności w kontrolowaniu emocji, a to z kolei zwiększa ryzyko konfliktów w szkole.

- Gdy słyszałam dzwonek, od razu podrywałam się. Teraz wychodzi to naturalnie. Nie biegniemy wszyscy na złamanie karku w jednym czasie. Nie ma takiego pobudzenia – mówi matematyczka. Zwłaszcza teraz, gdy w liceum jest 20 oddziałów. Przez dwa lata w wyniku nakładających się reform edukacji do szkół ponadpodstawowych zdawało po 1,5 rocznika. Przez to w liceach czy technikach zrobiło się tłoczno i głośno.

W budynku XI LO zanim uzbierały się wszystkie roczniki po otwarciu liceum, było względnie spokojnie i cicho. Kadra i uczniowie przyzwyczaili się do takiego stanu, więc mocno odczuli nagły skok liczby klas. - Jak jesteśmy na korytarzu, jest nas bardzo dużo. Gdyby do coraz większej liczby uczniów doszły jeszcze dzwonki, byłoby to nie do ogarnięcia – stwierdza Banaszczyk. Na początku pracy w XI LO jednocześnie uczyła jeszcze w podstawówce ze standardowymi dzwonkami. Ma więc porównanie i jednoznacznie może odpowiedzieć: bez dzwonków jest znacznie lepiej.

- W sumie już nawet nie pamiętam, jak to jest z nimi – mówi. Przypomina sobie jedynie, gdy odbiera swoją córkę z podstawówki. - Tam i bez dzwonków jest o wiele głośniej, bo młodsze dzieci krzyczą, piszczą. Gdy do tego dochodzi jeszcze dźwięk dzwonka, aż bolą uszy – przyznaje.

Hałas większy niż piła spalinowa

Dlatego nie tylko licea decydują się na takie rozwiązanie. W podstawówce, w której pracowała wcześniej dyrektorka XI LO, zrezygnowano np. z dzwonków na przerwę. W Gdańsku projekt „Szkoła bez dzwonków” wdrożono już w 29 szkołach, kolejne rozważają jego wprowadzenie. - U nas od dobrych kilkunastu lat nie mamy dzwonków. Już nawet nie pamiętam od kiedy. Taki stan jak teraz jest dla nas zupełnie normalny – mówi Bożena Będzińska-Wosik, dyrektorka SP nr 81 w Łodzi. Dzwonki zlikwidowano tu na prośbę uczniów, którzy swego czasu brali udział w projekcie edukacyjnym na temat hałasu i jego szkodliwości dla człowieka. W ramach badań mierzyli poziom decybeli w szkole. - Do dziś pamiętam, jak wbiegli do mnie do gabinetu i powiedzieli: "pani dyrektor, jak dzwoni dzwonek, hałas jest większy niż ten, który generuje piła spalinowa!" - wspomina Będzińska-Wosik.

Redakcja poleca

Szkolna kadra już wcześniej zaobserwowała, że dzwonek szczególnie źle wpływał na najmłodsze dzieci z klas 1-3, w których uczyło się sporo dzieci z zaburzeniami sensorycznymi. - Na dźwięk dzwonka zatykały sobie uszy, krzyczały. Bardzo źle na niego reagowały – opowiada dyrektorka. Poza tym w najmłodszych klasach wychowawca sam reguluje czas trwania zajęć, lekcje prowadzone są w blokach, więc dzwonek, który dzwonił dla starszych uczniów, młodszych tylko dekoncentrował.

Mimo takich obserwacji dyrekcja nie odważyła się zlikwidować dzwonków. Dopiero gdy dzieci po pomiarach wprost spytały: „po co nam ten dzwonek?”, decyzja była błyskawiczna. - Najpierw postanowiliśmy zlikwidować dzwonek na przerwę, ale zaledwie po kilku dniach podjęliśmy decyzję o jego likwidacji w ogóle - opowiada dyrektorka SP nr 81, do dziś dumna z tego, że inicjatywa wyszła od dzieci.

Uczniowie z samorządu uczniowskiego przygotowali specjalne rozkłady lekcji, napisali od kiedy do kiedy jest przerwa, a szkoła zakupiła większą liczbę zegarów. - To też skutkowało i skutkuje do dziś tym, że nasi uczniowie znają się na zegarku. Specjalnie wybraliśmy tarczowe zegary, więc chciał nie chciał, musiały się szybko nauczyć, bo wiedziały, że jest to użyteczna umiejętność – mówi. Zaznacza, że brak dzwonka absolutnie nie jest problemem. Problemem był dzwonek. Zwłaszcza, że w szkole uczy się sporo dzieci z orzeczeniami i trudnościami w nauce, którym dzwonek nie sprzyja. - Dobrze to określają niektórzy uczniowie: przecież nie jesteśmy psami Pawłowa, żeby reagować na takie sygnały – cytuje Będzińska-Wosik.

Agresja, zmęczenie, rozdrażnienie

Chcąc nie chcąc, za każdym razem reagujemy na nie i to raczej niekorzystanie. Jak tłumaczy dr Monika Cieszyńska-Semenowicz z Zakładu Toksykologii Środowiska z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, bierze się to z przeszłości, gdy głośne dźwięki ostrzegały przed niebezpieczeństwem. - Pod wpływem takiego alarmu napinają się nam wszystkie mięśnie, bo organizm szykuje się do ucieczki – wyjaśnia. Przez lata człowiek nie wyzbył się tego odruchu i wbrew pozorom głośny dźwięk wciąż pobudza organizm do działania. - A jak się przestraszymy, pobudzimy, to musimy potem dojść do siebie, odpocząć, stąd niektórzy odczuwają spore zmęczenie po lekcjach przerywanych dzwonkami - tłumaczy.

Redakcja poleca

Do listy negatywów badaczka z Gdańska dopisałaby jeszcze agresję. - Znam historię chłopaka, który bez specjalnej przyczyny zaczął zachowywać się agresywnie. Długo szukano powodu. Okazało się, że zbiegło się to z momentem, w którym zaczął słuchać głośnej muzyki – opowiada dr Cieszyńska-Semenowicz. Do impulsowego hałasu, jak np. głośnej muzyki czy alarmu, nasze ucho nie jest się w stanie od razu przystosować. Stąd np. po wysłuchaniu koncertu słyszymy szum w uszach. Potem słuch najczęściej odzyskuje homeostazę, chociaż zdarzają się uszkodzenia słuchu przez pojedynczy bardzo głośny dźwięk. Jednocześnie, jak przypomina badaczka, długi czas narażenia na nawet nieco cichszy hałas (ok. 60 decybeli), też może uszkadzać albo pogarszać słuch.

Hałas, który generuje dzwonek, wynosi zazwyczaj ok. 90 decybeli. Może on wydawać się chwilowy, ale jego negatywny wpływ jest długotrwały. - Głośny dźwięk, trwający nawet zaledwie 10 sekund, może wywoływać stres, niepokój, a także zwiększać zmęczenie. W takich warunkach dzieci stają się bardziej rozdrażnione, co wpływa na ich zdolność do koncentracji i efektywnego uczenia się - wyjaśnia Mikołaj Jarosz, architekt, ekspert specjalizujący się w akustyce wnętrz, prezes Stowarzyszenia Komfort Ciszy.

Przekonuje, że oczekiwanie na dzwonek może być wręcz traumatyczne. - To napięcie często prowadzi do tików nerwowych i utrudnia skupienie się na lekcjach, ponieważ maluchy z niepokojem czekają na dźwięk, który powoduje u nich fizyczny dyskomfort. W skrajnych przypadkach, u niektórych uczniów, dzwonek może nawet wywołać napady padaczkowe, znane jako padaczka audiogenna – podkreśla Jarosz.

Hałas koło nas

Dlatego dyrektorka SP nr 81 i jej kadra absolutnie nigdy nie miała pomysłu, by do dzwonków wrócić. - Nigdy w życiu byśmy się nie przyzwyczaili – mówi. Nawet niedawno przy okazji Dnia Edukacji Narodowej wśród nauczycieli wrócił temat dzwonków. - Spotkaliśmy naszych absolwentów, którzy dostali się właśnie do XI LO. Ich koledzy i koleżanki mówili, że nie mogą się przyzwyczaić do tego, że nie ma tam dzwonków, a oni byli zdziwieni, bo nie wyobrażali sobie z kolei funkcjonowania z dzwonkami - mówi dyrektorka podstawówki.

Jak przyznaje dr Cieszyńska-Semenowicz, do pewnych dźwięków i hałasu człowiek oczywiście może się przyzwyczaić, jak do wszystkiego. Sama tego doświadczyła, gdy przez kilka miesięcy w 2001 roku mieszkała w Chicago w pobliżu O'Hare, czyli jednego z największych lotnisk na świecie. Na początku nie mogła znieść hałasu, potem nie zwracała już uwagi na lądujące czy startujące samoloty. Gdy po ataku na World Trade Center zamknęli lotnisko, czuła się nieswojo, była poddenerwowana, bo zrobiło się nagle cicho. - Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo ten hałas koło mnie był – wspomina.

- Ale w drugą stronę – z ciszy na hałas - jest trudniej się przestawić – zwraca uwagę Maciej, licealista z XI LO, który kończył podstawówkę bez dzwonków. Ich brak w liceum nie był więc dla niego zaskoczeniem. - Ale nasi absolwenci, którzy trafiają do szkół z dzwonkami, mają z tym ogromny problem – dodaje Będzińska-Wosik.

Tydzień i zrobiło się głośno

Doświadczyła tego Iga, licealistka z Krakowa. W czasie tygodnia zdrowia psychicznego w szkole wyłączono dzwonki z myślą o uczniach z nadwrażliwością czy różnymi trudnościami w nauce. Starano się też nie krzyczeć na przerwach, wyjątkowo dbano o ciszę. - Było super – wspomina Iga. Przeszkadzało jej jedynie to, że nauczyciele nie pamiętali, kiedy mają skończyć lekcję. Trzeba było im przypominać i zwracać uwagę, żeby wypuścili klasę. Niestety, nauczyciele ani uczniowie na dobre nie nauczyli się nowego systemu – tydzień zdrowia psychicznego minął, dzwonki wróciły. - Uderzyło mnie to, jak zrobiło się strasznie głośno – mówi Iga.

Zauważyła zresztą, że część uczniów, żeby odgrodzić się od hałasu, chodzi na przerwie w słuchawkach. Iga szuka ciszy po lekcjach. - W domu nie mam ochoty już się do nikogo odzywać. Wystarczy mi, że w szkole na przerwie muszę się przekrzykiwać ze znajomymi – mówi. W mieszkaniu, gdy się uczy, musi być też grobowa cisza, inaczej nie zapamiętuje.

Choć Ewa Wachowicz, wicedyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Łodzi, ma i takich uczniów, którzy proszą ją, żeby pisać klasówkę albo rozwiązywać zadania z matematyki w słuchawkach, w których gra im muzyka, bo inaczej nie potrafią się skoncentrować. - W domu odrabiają lekcje przy muzyce i tak się przyzwyczaili – tłumaczy Wachowicz. Przyznaje, że nieraz przystaje na ich prośby.

Sami sobie to robimy

- Takie reakcje to osobnicze właściwości. Dla jednych najmniejszy szum będzie problemem, innych nie rusza grający telewizor, włączony odkurz i pralka - stwierdza badaczka z GUMED-u. W zupełnej ciszy trudno byłoby długo wytrzymać. Dr Cieszyńska-Semenowicz wraca tu do historii naukowca z USA, który opracował idealnie wygłuszone pomieszczenie. - Maksymalnie wytrzymano tam 45 minut. W absolutnej ciszy, w której człowiek zaczyna słyszeć swój oddech, bicie serca, też nie jesteśmy w stanie długo przebywać. Jakieś dźwięki zawsze nam towarzyszyły – mówi.

Z pewnością jednak kiedyś inaczej żyliśmy pod względem dźwięku, choć dr Cieszyńskiej-Semenowicz trudno orzec, czy dziś ze względu na zamiany, jakie zaszły w świecie, rozwój cywilizacji i powszechny hałas, jesteśmy bardziej narażeni na problemy ze słuchem. - Na pewno smutne jest to, że dziś ludzie często sami sobie to robią – mówi o ogłuszaniu się, późniejszych problemach ze słuchem, ale też w nauce.

- Badania, które wielokrotnie przeprowadzaliśmy wraz z firmą Ecophon, wskazują, że w polskich szkołach poziom hałasu utrudnia koncentrację i zmniejsza zdolności poznawcze dzieci. Dla porównania w szkołach fińskich, które są uznawane za jedne z najlepszych na świecie, poziom hałasu jest znacznie niższy, co przekłada się na lepsze wyniki edukacyjne – podkreśla Jarosz. Jego zdaniem redukcja hałasu mogłaby znacznie poprawić wyniki polskich uczniów, dzięki czemu przeskoczenie Finlandii w rankingach edukacyjnych byłoby możliwe.

Dlatego jeśli jest szansa na zmniejszenie hałasu w szkole, jak mówi dyrektorka XI LO w Łodzi, to trzeba to zrobić. - W tym wypadku akurat taka zmiana nic nas nie kosztuje, a znacznie poprawia warunki pracy i nauki – dodaje.

W tym samym momencie korytarze w liceum pustoszeją. Drzwi do klas jedne za drugim zamykają się. Wszyscy jak na zawołanie idą na swoje miejsca. Minęła 9.10. Zaczyna się trzecia godzina lekcyjna. - Mamy zbyt dużo hałasu na co dzień. Dzwonki na pewno u nas nie wrócą – zapewnia Magdalena Siejka.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET