Zuchwała kradzież w Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie. Kto wyjął części z „Iskry”

5 min. czytania
12.06.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Prokuratura Rejonowa w Lublinie umorzyła śledztwo w sprawie kradzieży wyposażenia samolotu TS-11 “Iskra” - ustalił portal RadioZET.pl. Śledczym nie udało się odnaleźć sprawcy, ani skradzionych elementów o wartości nawet 200 tys. zł. 

Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie
fot. MAREK ZAJDLER/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego umorzono śledztwo w sprawie kradzieży części z samolotu „Iskra’'. 
  • Co zrobiły organy ścigania w trakcie śledztwa dotyczącego kradzieży.
  • Dlaczego skomplikowane było ustalenie wartości skradzionych części z samolotu.
  • Co planuje zrobić muzeum po kradzieży.

- Pomimo formalnego umorzenia postępowania z uwagi na niewykrycie sprawcy, organy ścigania w przypadku ujawnienia nowych okoliczności lub zabezpieczenia skradzionych elementów na rynku wtórnym, podejmą natychmiastowe działania zmierzające do wznowienia sprawy – informuje portal RadioZET.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie prokurator Marcin Kozak. 

Redakcja poleca

Jak ustaliła prowadząca śledztwo — pod nadzorem prokuratury — Żandarmeria Wojskowa w Dęblinie, do kradzieży doszło między 1 lipca 2024 roku a 15 maja 2025 roku. Sprawa wyszła na jaw dopiero 5 czerwca 2025 roku. Wówczas zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył zastępca burmistrza Dęblina Krzysztof Uznański. “Iskra” jest własnością urzędu miasta. Do muzeum trafiła, na przechowanie, z 41. Bazy Lotnictwa Szkoleniowego w Dęblinie. 

Nie ma części, nie ma złodzieja. “Unikatowa wartość” 

Śledztwo trwało prawie rok. Śledczy przesłuchali w tym czasie kilkudziesięciu świadków, analizowali zapisy monitoringu, sprawdzali miejsce zdarzenia, samolot TS-11, a także przeprowadzili eksperyment procesowy. Sprawcy nie udało się jednak namierzyć.  Udało się odnaleźć tylko jeden z 66 skradzionych elementów maszyny. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, był to agregat, który znajdował się w pomieszczeniu gospodarczym muzeum. Sprzęt miał zdrapany i zamalowany numer samolotu. Prawdopodobnie ktoś chciał utrudnić zidentyfikowanie części. Nie udało mu się, bo elementy wyposażenia samolotu mają jeszcze numer produkcyjny. Dzięki niemu śledczy ustalili, że pochodzi z okradzionej “Iskry”. Nie wiadomo jednak, kto ukradł i schował agregat. 

Według dyrektorki Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie znaleziony przez śledczych element może być „częścią zamienną” do innych samolotów TS-11, znajdujących się w muzeum. 

„Zdarza się, że mamy w swoich zasobach samoloty, których elementy składowe pochodzą z różnych statków powietrznych tego samego typu. Prawdopodobnie ta część trafiła do muzeum dużo wcześniej z innym samolotem TS-11 „Iskra’” – tłumaczy Monika  Żmuda, dyrektorka Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie.  

Prokuratura przekazała jednak portalowi RadioZET.pl , że wspomniana część pochodziła z samolotu TS-11 „Iskra” o numerze bocznym 1607, czyli okradzionej maszyny. Poprosiliśmy dyrektorkę muzeum o odniesienie się do tej informacji. 

„Ta część była odłożona na półce w tekturowym pudełku. Czekała, jako część zamienna, do zamontowania w innych samolotach TS-11 „Iskra” w naszym muzeum” - odpowiada Żmuda, tym samym podtrzymując swoją wcześniejszą wersję.  

Kradzież w muzeum. Ile warte były części do „Iskry”? 

Śledczy sporo czasu poświęcili próbie ustalenia dokładnej wartości elementów wyposażenia samolotu. - Ze względu na wysoce specjalistyczny oraz historyczny charakter skradzionego osprzętu lotniczego, precyzyjne określenie aktualnej wartości rynkowej tych konkretnych 66 elementów wymagało zasięgnięcia wiedzy eksperckiej - przyznaje rzecznik prokuratury Marcin Kozak. 

Organy ścigania zwróciły się o pomoc do wyspecjalizowanych instytucji, m.in. Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu czy Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych w Warszawie, a także firm prywatnych. Specjaliści nie pomogli jednak śledczym. 

Redakcja poleca

- Z uwagi na unikatowość zabezpieczonego historycznie mienia oraz brak bieżących transakcji rynkowych dotyczących tego typu asortymentu, powołane podmioty ze względów metodologicznych nie przedstawiły jednoznacznej wyceny poszczególnych podzespołów - przekazał Kozak. 

Prokuratura nie chciała opóźniać śledztwa i zwiększać jego kosztów, dlatego postanowiła przyjąć wartość szkody określoną w zawiadomieniu zastępcy burmistrza Dęblina, czyli nie więcej niż 200 tys. zł. 

- Elementy, które skradziono, mają wartość unikatową. Dla pasjonatów czy posiadaczy „Iskry” nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, są bardzo wartościowe - tłumaczył nam kilka miesięcy temu burmistrz Dęblina Roman Bytniewski.  

Po kradzieży wrze między magistratem a muzeum  

Do dęblińskiego urzędu miasta nie dotarła jeszcze decyzja prokuratury. - Nie wiem, co się dzieje w tej sprawie. Jak zapoznam się z decyzją prokuratury, to będę mógł coś więcej powiedzieć - odpowiada nam burmistrz Dęblina. 

Sprawa kradzieży elementów „Iskry” wzbudziła sporo emocji w Dęblinie. Gdy zainteresowaliśmy się sprawą w październiku 2025 roku, a więc kilka miesięcy po złożeniu zawiadomienia do prokuratury przez magistrat, relacje między dyrektorką Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie Moniką Żmudą a burmistrzem Romanem Bytniewskim były napięte.  

- Burmistrz, zamiast próbować wyjaśnić sytuację, od razu oskarżył muzeum o kradzież - mówiła nam wówczas Żmuda. 

- Nie wiem, kto okradł „Iskrę”. Mogę jedynie domniemywać, że stało się to w muzeum - deklarował w październiku burmistrz Dęblina. 

Kością niezgody była nie tylko kwestia odpowiedzialności za kradzież, ale także  fakt, że w ogóle do niej doszło. Dyrektor Żmuda miała co do tego spore wątpliwości. - Nie wiemy nawet, co „Iskra” miała mieć w środku, czy sprzęt działał, w jakim był stanie i z którego roku - mówiła dyrektorka MSP w Dęblinie. 

Burmistrz Bytniewski utrzymuje, że samolot trafił do muzeum z kompletnym wyposażeniem. - W momencie kiedy został przetransportowany z muzeum do Wojskowych Zakładów Lotniczych, okazało się, że wnętrze jest opróżnione - twierdził. 

W czasie śledztwa prokuratura ustaliła, że w muzeum „dość nieprofesjonalnie” przenoszono części z jednego do drugiego samolotu, w ramach pomysłu, aby stworzyć „Iskrę" z pełnym wyposażeniem. Według śledczych były też braki w dokumentacji dotyczącej okradzionego samolotu. 

Winnych brak, ale będą nowe kamery 

- Jest mi przykro, że sprawa nie została wyjaśniona, a śledztwo umorzone - komentuje decyzję prokuratury dyrektorka muzeum. 

Monika Żmuda uważa, że wokół  sprawy „powstała atmosfera medialnych spekulacji”, która miała być podsycana przez osoby chcące zaszkodzić muzeum.  „Poprzez formułowanie jednostronnych, i w wielu przypadkach, „wyssanych z palca” informacji. W konsekwencji naruszone zostało dobre imię naszej instytucji, a stawiane publicznie sugestie i oskarżenia odcisnęły się nie tylko na jej wizerunku, lecz także na pracownikach muzeum” - przekazuje nam Żmuda. 

Jednak nie wskazuje na konkretne osoby i działania. Zapewnia jednak, że MSP w Dęblinie „niezmiennie realizuje swoją misję ochrony i popularyzacji dziedzictwa polskiego lotnictwa”. Dyrektorka podkreśla, że muzeum kieruje się „najwyższymi standardami odpowiedzialności za powierzone mu zbiory”. Według szefowej MSP jest to odzwierciedlone w „bardzo dobrych opiniach osób i instytucji z nami (muzeum - red.) współpracujących”. 

Samolot TS-11 \
Fot. MICHAL ADAMOWSKI/REPORTER
Samolot TS-11 \"Iskra\"

Muzeum przeprowadziło też wewnętrzne dochodzenie w sprawie kradzieży. „Zostały przeprowadzone rozmowy z pracownikami. Konsekwencje nie będą wyciągnięte, ponieważ nie mam podstaw do tego typu działań” - informuje Żmuda. 

Zapytaliśmy dyrektorkę muzeum nie tylko o wyciągnięcie konsekwencji, ale również wniosków z tej sprawy. ”Nadal z należytą starannością dbać o powierzone nam mienie i ograniczyć zaufanie w stosunku do osób i podmiotów zewnętrznych, które chcą „po koleżeńsku” przechować u nas swoje obiekty” - odpisuje Monika Żmuda 

Okradziony samolot „Iskra” nie był w zasięgu kamer. Kilka miesięcy po kradzieży dyrektorka  obiecała nowe inwestycje w monitoring, aby muzeum było „jeszcze lepiej zabezpieczone”. „W muzeum realizowana jest duża inwestycja rozbudowy monitoringu wizyjnego” - przekazuje Monika Żmuda. 

„Iskra” symbol Dęblina  

23 kwietnia 2024 roku samolot TS-11 „Iskra” o numerze bocznym 1607 trafił w ręce miasta z 41. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie. 31 lipca 2024 roku przetransportowano samolot z bazy do Muzeum Sił Powietrznych. Tam „Iskra” była przechowywana do 15 maja 2025 roku. W tym czasie doszło do kradzieży jej wyposażenia.  

Jeszcze w czasie toczącego się śledztwa samolot o numerze bocznym 1607 został zwrócony miastu przez Żandarmerię Wojskową. Samolot został przemalowany w Wojskowych Zakładach Lotniczych. Wkrótce ma stanąć na pomniku w Dęblinie. „Iskra” to symbol tego miasta — przez 60 lat służyła w szkoleniu polskich lotników. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET