Kazachstan po zamieszkach. Prezydent kraju: musimy zabić "terrorystów"

PAP
2 min. czytania
07.01.2022 22:16
Obserwuj nas na Google

Żadnych rozmów z terrorystami, musimy ich zabić - oświadczył prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew. Wcześniej wydał rozkaz strzelania bez ostrzeżenia do "terrorystów", jak nazywa uczestników antyrządowych rozruchów. W Kazachstanie stacjonują już wojska rosyjska i sojusznicze w ramach interwencji OUBZ.

Kazachstan w środę pogrążył się w chaosie, kiedy po antyrządowych protestach rozpoczęły się zamieszki. W ogniu stanęły budynki administracji publicznej, plądrowano sklepy i doszło do starć ze funkcjonariuszami służb. 

Sytuacja w Ałmaty, największym mieście Kazachstanu, pozostaje w piątek trudna. Media, powołując się na świadków, informują, że w centrum nadal dochodzi do strzelaniny i wciąż trwają grabieże. W mieście zamknięto dojazd na plac Republiki, który był w ostatnim czasie centrum protestów. Korespondenci kazachskiego oddziału Radia Swoboda widzieli w okolicy placu ciała co najmniej trzech osób.

Redakcja poleca

Chaos w Kazachstanie. Prezydent polecił strzelać do "terrorystów"

Trwa grabienie supermarketu Magnum w centrum targowym Aport na skraju miasta. Wolontariusze z pałkami stoją przy tym centrum handlowym, próbując zapobiec kradzieżom. Ostrzegają ludzi, że rzeczy, które wynoszą, nie są ich własnością, ale – jak donosi Radio Swoboda – nikt ich nie słucha.

Korespondenci informują o ogromnych kolejkach na stacjach benzynowych i przed bankomatami. W sklepach brakuje chleba. Niektórzy mieszkańcy mówią, że nie mają już gotówki i jeśli sytuacja się nie zmieni, zaczną głodować. Transport publiczny w mieście przestał działać, a lotnisko jest zamknięte dla cudzoziemców. Kazachskie MSW podało w piątek, że podczas operacji w kraju zabito 26 osób, które – jak zapewnia resort – były uzbrojone, a zatrzymano prawie 4 tys. osób. Poinformowano o śmierci 18 funkcjonariuszy resortów siłowych.

Prezydent Kasym-Żomart Tokajew w przemówieniu do narodu oznajmił w piątek, że Almaty zostało zaatakowane „przez 20 tys. bojowników”, w tym rzekomo przeszkolonych za granicą. Dodał, że kazał strzelać do „terrorystów” bez ostrzeżenia. Oskarżył przy tym „tak zwane niezależne media i zagranicznych działaczy, dalekich od rdzennych interesów naszego wielokulturowego narodu” o przyczynienie się do tragedii w jego kraju.

Tokajew na Twitterze po angielsku w ostrych słowach odniósł się do uczestników starć. "Bili i zabijali policjantów oraz młodych żołnierzy, podpalali budynki administracyjne, plądrowali prywatne posesje i sklepy, zabijali świeckich obywateli, gwałcili młode kobiety. W mojej opinii: żadnych rozmów z terrorystami, musimy ich zabić" - napisał.

W niedzielę w Kazachstanie wybuchły gwałtowne protesty, które były początkowo skierowane przeciwko wzrostowi cen paliw, a potem przybrały charakter polityczny. Podczas demonstracji wykrzykiwano hasła przeciwko poprzedniemu prezydentowi, 81-letniemu Nursułtanowi Nazarbajewowi, od którego według protestujących Tokajew przejął obowiązki szefa państwa tylko formalnie.

W czwartek rozpoczęto wysyłanie do Kazachstanu na prośbę Tokajewa wojsk kierowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Tokajew wezwał je na pomoc w związku z "zewnętrzną agresją", jak nazwał protesty. Swoje wojska wysłała Rosja, Tadżykistan, Białoruś, Kirgistan i Armenia.

RadioZET.pl/PAP - Małgorzata Wyrzykowska

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET