Bomba na lotnisku, rozległ się alarm. "Ukryta pod podszewką walizki"
Na lotnisku Lehigh Valley w Allentown w Pensylwanii służby odnalazły ładunek wybuchowy. Bomba była ukryta w nadanym bagażu, a jego właściciel zniknął z miejsca zdarzenia. Część lotniska została zamknięta. Kilka godzin później policja zatrzymała 40-letniego mężczyznę.
40-letni mężczyzna nadał bagaż na lot do Sanford na Florydzie. Kontrola na lotnisku Lehigh Valley w Allentown wykazała jednak, że w środku znajduje się ładunek wybuchowy. Wspomniany pasażer nie udał się na lot. Kamery zarejestrowały jak opuszcza terminal.
Bombę znaleziono podczas standardowej kontroli. - FBI i lokalni technicy zajmujący się bombami ustalili, że przedmiot rzeczywiście był żywym urządzeniem wybuchowym - potwierdził rzecznik Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Transportu.
Bomba na lotnisku, rozległ się alarm
Ładunek został ukryty pod podszewką walizki. Były to dwa zapalniki oraz proszek ukryte w woskowanym papierze. "Podejrzewa się, że proszek był mieszanką prochu błyskawicznego i ciemnego prochu, które są używane w fajerwerkach" - napisano w komunikacie.
Specjaliści nie mają wątpliwości, że mogło dojść do eksplozji. Umieszczone w walizce materiały są podatne na wybuch pod wpływem działania ciepła i tarcia.
W trakcie badania bagażu zamknięta została część lotniska, rozległ się także alarm. Najpierw przez głośniki poproszono, aby właściciel walizki zgłosił się do ochrony. Niebawem ustalono, że opuścił on lotnisko.
40-latek został zatrzymany kilka godzin później w swoim domu. Motywy jego działania nie są znane. Sprawą zajmuje się już sąd.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET