`

"Jesteśmy w bardzo trudnym momencie wojny. Chyba trudniejszym dla Ukrainy"

5 min. czytania
01.03.2023 19:25
Obserwuj nas na Google

- Jesteśmy w bardzo trudnym momencie wojny - mówił w podcaście Radia ZET "Machina Władzy" gen. Mieczysław Bieniek. B. zastępca Dowódcy Strategicznego NATO ds. Transformacji analizował aktualną sytuację na froncie między Rosją a Ukrainą oraz przewidywał, co Kreml może planować wobec Mołdawii. Chwalił również przemówienie, które prezydent USA Joe Biden wygłosił 21 lutego w Warszawie. - Było bardzo mocne, na czasie. Skierowane także do Polski i Polaków - stwierdził wojskowy.

Wojna w Ukrainie
fot. AP Photo/Kostiantyn Liberov/East News, Artur Barbarowski/East News

Mieczysław Bieniek, były zastępca Dowódcy Strategicznego NATO ds. Transformacji i generał Wojska Polskiego w stanie spoczynku, był gościem najnowszego odcinka podcastu Radia ZET "Machina Władzy". Na początku pochwalił niedawne przemówienie Joe Bidena, które prezydent USA wygłosił 21 lutego w Arkadach Kubickiego w Warszawie.

Gen. Bieniek o przemówieniu Bidena: mocne, bardzo na czasie

- To było mocne wystąpienie, bardzo na czasie. Te konkrety, o których niektórzy wspominają, były już ustalane i uzgodnione wcześniej, zarówno podczas spotkań obu prezydentów, jak i rozmów delegacji - powiedział. Przypomniał też, jak istotna politycznie i symbolicznie była wizyta Bidena w Kijowie, do której doszło dzień wcześniej. - Jasno zadeklarował, że Stany Zjednoczone będą wspierać Ukrainę, że będzie kolejne 500 mln dolarów pomocy, że będą nowe dostawy amunicji - kontynuował.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY Z GEN. MIECZYSŁAWEM BIEŃKIEM

- W Warszawie Joe Biden skupił się na przemówieniu, które skierowane było m.in. do Polski i Polaków. Dziękował za nasze olbrzymie serce i za niewiarygodną rzecz, którą jako społeczeństwo zrobiliśmy w pierwszym etapie wojny, czyli za pomoc humanitarną - podkreślił. Jego zdaniem amerykański przywódca mówił o "stabilnych wartościach, takich jak demokracja", a także ostrzegł Rosję, że wsparcie dla Ukrainy się nie skończy.

- Niektórym zabrakło w tym wystąpieniu sposobu na zakończenie wojny. A to przecież oczywiste. Gdyby Ukraina przestała się bronić, już by jej nie było. Wojna mogłaby się skończyć, gdyby to Rosja zaprzestała walk - ocenił gość podcastu. Wspomniał też o zmianie architektury bezpieczeństwa i fakcie, iż do NATO wkrótce mają zostać przyjęte Finlandia i Szwecja. - Stare kraje NATO-wskie, jak Francja czy Niemcy, zaczynają rozumieć, że bezpieczeństwo wschodniej flanki, to bezpieczeństwo całej Europy - dodał.

Mołdawii również grozi atak ze strony Rosji?

Mołdawia to kolejny po Ukrainie kraj, którym "interesuje się" Kreml. Rośnie napięcie we wschodniej części kraju - prorosyjskiej separatystycznej republice Naddniestrza - gdzie Rosjanie oskarżają Ukrainę o prowokacje. Z kolei prorosyjska opozycja organizuje tam "spontaniczne" manifestacje, co jest elementem działań hybrydowych, mających na celu wywołanie chaosu, a w dalszej kolejności obalenie demokratycznych, prozachodnich władz w Kiszyniowie.

Redakcja poleca

Czy w takim razie Mołdawii również grozi atak ze strony Rosji? Bieniek uważa, że tak, ale pod kątem działań hybrydowych, a do inwazji militarnej nie dojdzie, gdyż Rosjanie "na dzień dzisiejszy nie mają do tego siły ani środków". - Niemniej jednak będą stwarzać pozory różnego rodzaju prowokacji pod fałszywą flagą, że niby Ukraińcy chcą wejść, że miejscowa ludność rosyjskojęzyczna jest gnębiona - ostrzegł. 

- Cały ten wachlarz działań hybrydowych, który już dobrze znamy, łącznie z destabilizacją sfery informacyjnej, fake newsami i atakami cybernetycznymi - z tym Mołdawianie muszą się liczyć. Stąd zacieśnienie więzi z państwami zachodnimi - tłumaczył.

"Jesteśmy w bardzo trudnym momencie wojny"

- Jesteśmy obecnie w bardzo trudnym momencie wojny. Trudnym dla obydwu stron, ale trudniejszym chyba dla Ukrainy. Ukraińcy od dwóch miesięcy są zaangażowani w ciężkie walki w rejonie Bachmutu, Zaporoża, Wuhłedarze. Sołedar już chyba niestety został zdobyty przez Rosjan - oznajmił były wiceszef Dowództwa Strategicznego NATO. Zwrócił jednak uwagę, że nasi wschodni sąsiedzi mają - dzięki pomocy z Zachodu - przewagę informacyjną i technologiczną. Otrzymali już m.in. kilkadziesiąt zestawów wyrzutni rakietowych HIMARS, które mogą strzelać na odległość 150 km.

- Słyszymy o uderzeniach w składy amunicji, paliwa, stanowiska dowodzenia. To efekty działania HIMARS-ów. Oni nie strzelają w pojedyncze cele, czołgi czy małe zgrupowania, tylko w obiekty, których zniszczenie uniemożliwia Rosjanom prowadzenie operacji na dużą skalę - zauważył. A dlaczego ten moment wojny może być trudniejszy dla Ukraińców? - Pamiętajmy, że Rosjanie te wojnę na przetrwanie, wyniszczenie, osłabienie infrastruktury mogą prowadzić jeszcze długo. Mają zmobilizowanych jeszcze 120-150 tys. żołnierzy - analizował. 

Redakcja poleca

- Ukraińcy są już nieco zmęczeni, choć oczywiście następowała tam rotacja, oni mają zresztą jeszcze w odwodzie siły gotowe wejść do walki, które - oby tak się stało - mogą zadać jeszcze decydujący cios na wybranym kierunku. Ale sytuacja wciąż jest ciężka, a infrastruktura niszczona - przyznał gen. Bieniek. Jednocześnie jako "cichych bohaterów" określił ukraińskich robotników, elektromonterów i inżynierów, którzy systematycznie naprawiają wszelkie szkody w infrastrukturze, wyrządzane przez rosyjskie ataki.

Czy w takim razie możliwa jest kolejna ukraińska kontrofensywa, jak np. ta pod Charkowem z jesieni ubiegłego roku? - Najważniejsze to złamać natarcie sił rosyjskich. Wtedy można stworzyć warunki do kontruderzenia. Pod Siewierdonieckiem też się długo bronili, a potem nagle uderzyli pod Charkowem, a potem pod Chersoniem. Pamiętajmy, że wojna to nie jedna, a szereg bitew - przypomniał rozmówca podcastu.

Turcja i Węgry "problemem" dla NATO? "Kwestie polityczne"

Finalnym wątkiem rozmowy była postawa Turcji i Węgier. Ankara sprzeciwia się bowiem dołączeniu Szwecji do NATO (oskarżając ją o wspieranie terroryzmu w Kurdystanie), prezydent Recep Erdogan "lawiruje" między Zachodem a Rosją (zgłaszając się m.in. na ochotnika jako mediator w potencjalnych rozmowach pokojowych Moskwa-Kijów). Z kolei Węgrzy z początku blokowali ostrzejsze sankcje wobec Rosji, wciąż zresztą kupują od niej surowce energetyczne.

Czy w takim razie postawa władz obydwu tych państw może stanowić zagrożenie dla jedności i spójności Sojuszu. Zdaniem Bieńka takie obawy są nieco przesadzone. - Służyłem kiedyś w Turcji jako zastępca dowódcy 3. Międzynarodowego Korpusu Armijnego NATO. Erdogan wówczas dochodził tam do władzy. Myślę, że to przede wszystkim problem polityczny i osobowy, związany z nim - tłumaczył. - Co ciekawe, gdy Turcja miała problemy, np. w związku z wojną domową w Syrii czy działaniami Państwa Islamskiego, to Erdogan zwrócił się o pomoc do NATO o wzmocnienie swojej flanki. Rozmieszczono tam wówczas dwie baterie rakiet Patriot - mówił generał.

Redakcja poleca

Przypomniał też, że Turcję czekają w tym roku podwójne wybory, w tym prezydenckie. - Erdogan nie ma najlepszych notowań, a to tragiczne trzęsienie ziemi, które pochłonęło tysiące ofiar, na pewno ich nie poprawiło. Będzie więc teraz pokazywał się swoim wyborcom jako ostatni obrońca islamu - zauważył. Nawiązał w ten sposób do sprzeciwu wobec akcesu Szwecji do Sojuszu i incydentu ze spaleniem Koranu przed turecką ambasadą w Sztokholmie. - Znając Turków chcą po prostu coś wytargować - dodał.

- W przypadku Węgier rzeczywiście możemy mówić o rozczarowaniu ich postawą. To nieprzyjemny zgrzyt. Ale nie chcę tego oceniać z punktu widzenia polityki - stwierdził. Zaznaczył przy tym, że także węgierskim, podobnie jak tureckim dowódcom wojskowym, nie mógłby niczego zarzucić. - Na poziomie militarnym nie widzę żadnych zagrożeń, choć pamiętajmy, że NATO jest także sojuszem politycznym - zaznaczył.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET