„Król północy” przejmuje stery. Kim jest Andy Burnham, przyszły premier Wlk. Brytanii?
Andy Burnham, były burmistrz Manchesteru, ma zastąpić niepopularnego Keira Starmera na stanowisku przewodniczącego Partii Pracy i premiera Wielkiej Brytanii. Kim jest prawdopodobny przyszły szef rządu Jej Królewskiej Mości, jakie ma osiągnięcia i plany? I dlaczego uznawany jest za ostatnią nadzieję brytyjskiej lewicy?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie doświadczenie posiada Andy Burnham w polityce samorządowej i krajowej.
- Dlaczego Andy Burnham jest uznawany za charyzmatycznego lidera.
- Jakie wyzwania stoją przed Andym Burnhamem jako przyszłym premierem.
- Które działania Burnhama mogą pomóc w odzyskaniu elektoratu północnej Anglii.
Keir Starmer ogłosił w poniedziałek rezygnację ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii. Jego następcą zostanie najprawdopodobniej Andy Burnham – charyzmatyczny były burmistrz Manchesteru, świeżo upieczony poseł (wygrał wybory uzupełniające w okręgu Makerfield), najpopularniejszy obecnie polityk Partii Pracy, której najważniejsze figury już udzieliły mu poparcia. Kim jest 56-latek, który przez niemal dekadę zarządzał jedną z największych angielskich metropolii i który ma uratować dla Labourzystów drugą kadencję? Jego portret przybliża w rozmowie z RadioZET.pl Zuzanna Ptaszyńska, doktorantka na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Andy Burnham - kim jest przyszły premier Wielkiej Brytanii?
Wiadomo, że Burnham wywodzi się z raczej niezamożnej rodziny. Matka była recepcjonistką, a ojciec inżynierem telekomunikacji. Przyszły premier i jego bracia to pierwsze osoby w rodzinie, które poszły na studia – on sam ukończył z dobrymi wynikami anglistykę na Cambridge. Do Partii Pracy zapisał się jako nastolatek, potem był działaczem, asystował posłom, pracował w związku zawodowym w sektorze zdrowia, a na początku XXI wieku został deputowanym do Izby Gmin. W Pałacu Westminsterskim spędził 16 lat, dochodząc do stanowisk ministra kultury i sportu oraz szefa resortu zdrowia za kadencji ostatniego przed Starmerem lewicowego premiera, czyli Gordona Browna. Jednak, jak zauważa Ptaszyńska, fakt, iż Burnham od prawie 10 lat funkcjonował poza londyńskim epicentrum polityki, działa na jego korzyść.
– Jego głównym atutem jest to, że łączy w sobie zarówno świeżość - bo od wielu lat nie jest kojarzony w ogóle z Westminsterem - z doświadczeniem politycznym z tych wszystkich lat. Czyli de facto dwie, nierzadko wykluczające się, ale w tym wypadku świetnie się dopełniające, kwestie – mówi. Ważne są też jego osiągnięcia na polu samorządowym. Ekspertka wymienia tu przede wszystkim transport, na czele ze stworzeniem podległego magistratowi Miejskiego Systemu Transportu Publicznego, porównywalnego z londyńskim. – Czyli praktycznie odzyskanie przez miasto sieci autobusowej, skonsolidowanie z innymi środkami transportu, wspólny bilet, maksymalna opłata za przejazdy itp. – wylicza.
Do tego dochodzi walka z kryzysem bezdomności, inwestycje i nacisk na wsparcie socjalne. Dodatkowo mieszkańcy jego regionu pamiętają konfrontacje Burnhama z ówczesnym premierem Borisem Johnsonem z czasów pandemii COVID-19. – Chodziło o obostrzenia w trakcie lockdownów. Zyskał przydomek „króla północy”, takiego lwa, który przeciwstawia się polityce rządu. On zresztą w ogóle walczył, by miasta i regiony mogły zachować jak największą autonomię względem stolicy – tłumaczy rozmówczyni RadioZET.pl.
Burnham vs. Farage. Nowy premier to ostatnia nadzieja lewicy?
Jej zdaniem Burnham jest „idealnie wypośrodkowanym” kandydatem na nowego premiera. - Ma niekwestionowane doświadczenie polityczne, nie jest zupełnym nowicjuszem, ale z drugiej strony zdążył nabrać dystansu wobec polityki centralnej. A przede wszystkim nie kojarzy się z ostatnimi kryzysami czy nieefektywnością rządów Starmera – podkreśla Ptaszyńska. Zauważa, że przyszły lider Wyspiarzy jest postacią charyzmatyczną, świetnie wypadającą w mediach i na wiecach politycznych. – Ma bardzo silną markę osobistą, choć obawiam się, że może ona być wyraźniejsza niż jego poglądy. On generalnie nie prezentuje żadnego unikatowego punktu widzenia na wiele spraw – dodaje.
To, co różni go od dotychczasowego przywódcy, to fakt, iż w przeciwieństwie do technokratycznego centrysty Starmera Burnham sytuuje się raczej na prawym skrzydle Partii Pracy. Będzie więc miał za zadanie skonsolidować różne frakcje wewnątrz dość mocno podzielonego ugrupowania. Sam Starmer zresztą bał się jego popularności i pierwotnie sprzeciwiał się jego kandydaturze w Makerfield. Zmienił zdanie dopiero, gdy sam zaczął tracić poparcie w partii, a także po majowych wyborach lokalnych, w których najwyższy wynik uzyskała skrajnie prawicowa Reform Nigela Farage’a. – Starmer uznał, że w tej sytuacji popularny, miejscowy polityk „napędzi” laburzystom głosów. I faktycznie, w Makerfield Burnham dostał 55 proc., przy 35 proc. dla kandydata Reform – zauważa Ptaszyńska.
Ugrupowanie Farage’a to zresztą ważny kontekst dla całej operacji wymiany na szczytach brytyjskiej władzy. Reform od miesięcy przoduje w sondażach, a niektóre z nich – z uwagi na specyficzną, większościową ordynację wyborczą – dają tej partii nawet samodzielną większość w Izbie Gmin. Dodatkowo ugrupowanie „łowi” przede wszystkim w regionach, które przez lata uchodziły za „czerwone” – robotniczych, położonych w północnej Anglii. I to właśnie Burnham ma pomóc w odzyskaniu tego elektoratu. Ma w tym pomóc jego charyzma oraz fakt, że dla tamtejszych wyborców będzie bardziej wiarygodny niż Starmer.
– Osobiście był zwolennikiem pozostania w Unii Europejskiej, ale oczywiście nie mógł w ostatniej kampanii pokazywać jakoś wyraźnie swojego euroentuzjazmu. Północ Anglii, ta postindustrialna, w 2016 roku w dużej mierze głosowała za brexitem. Stąd strategia Labourzystów, by postawić na czele partii i państwa „człowieka z ludu”, „człowieka stamtąd”. Bo te przesunięcia w elektoracie to nie jest taka prosta sprawa. Reform UK podebrało wielu wyborców niekoniecznie Torysom, ale paradoksalnie właśnie Labourzystom. To trochę tak, jakby – tworząc roboczą analogię do polskiej sceny politycznej – Konfederacja zabierała poparcie nie PiS, tylko Koalicji Obywatelskiej – wyjaśnia ekspertka z UW.
Migracja - kluczowy problem Wielkiej Brytanii
I od razu podaje konkretny przykład problemu, z którym Burnham niemal natychmiast będzie musiał się zmierzyć: migrację. Jak wspominał zresztą, także w rozmowie z RadioZET.pl, dr Przemysław Biskup, jest to kwestia, która rozsadza kraj jako pozostałość po nieudanych działaniach rządu Johnsona. To on w taki sposób ustawił limity zarobków dla imigrantów ekonomicznych, że de facto podwyższył wskaźnik imigracji nawet czterokrotnie.
– Burnham jest zwolennikiem kontrolowanej migracji. Przyrost naturalny Anglii obecnie się zmniejsza i opiera głównie na reprodukcji migracyjnej. Czyli migracja jest potrzebna, by podtrzymać wydolność miast, także tych, które wydają się najbardziej jej przeciwne. Przyszły premier popiera np. pragmatyczną migrację, opartą na pracownikach wykwalifikowanych. Chce uprościć procedury azylowe, bo teraz są one bardzo długie, często takie osoby pozostają w zawieszeniu, przebywają w ośrodkach, a decyzje są odwlekane w nieskończoność. Burnham na pewno nie nikogo odgórnie odsyłać do Azji czy Afryki, ale mocno kontrolować kanały nieudokumentowanej migracji, z czym zresztą Starmer zupełnie sobie nie radził. Jedyne, co potrafił wyegzekwować, to obietnicę Xi Jinpinga, że Chiny nie będą produkować silników do łodzi, którymi imigranci przepływali kanał La Manche. Jakby to miało rozwiązać ten problem – mówi Ptaszyńska. Podsumowuje, że to oczywiście tylko jedno z wyzwań czekających Burnhama.
– Gospodarka kuleje, tak samo jak powszechna służba zdrowia – przyznaje. Czyli de facto żaden większy problem, z którym mierzył się Keir Starmer, nie wyparowuje z dniem, w którym jego następca stanie na czele rządu. Burnham wzbudza jednak wśród wielu Brytyjczyków ogromne nadzieje – chyba jako jedyny polityk tej opcji politycznej. I jedyny, w którym widzą oni szansę na uniknięcie w perspektywie kilku lat rządów skrajnej prawicy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET