Tak działa system alertów w kraju UE. „Nie zdarzają się takie sytuacje jak na Podkarpaciu”
Alerty wysyłane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w związku z operowaniem rosyjskich wojsk tuż za polską granicą, w ostatnich tygodniach wzbudziły w naszym kraju spore emocje. Państwowy system ostrzegania funkcjonuje także m.in. na Węgrzech, ale tam, choć także graniczą z Ukrainą i teoretycznie mogą być narażeni na eskalację działań wojennych, temat ostrzeżeń czy w ogóle zagrożenia ze strony Rosji, nie jest tak powszechny jak w Polsce.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaka aplikacja odpowiada za ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem na Węgrzech.
- Jak działa aplikacja i w jaki sposób z niej korzystać.
- Dlaczego Węgrzy nie czują takiego zagrożenia jak Polacy.
Alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które przez lata kojarzyły się głównie z ostrzeżeniami dotyczącymi intensywnych opadów, wysokich temperatur czy silnego wiatru, z powodu wojny w Ukrainie i rosyjskich ataków blisko polskiej granicy, nabrały ostatnimi czasy zupełnie innego znacznie groźniejszego wymiaru.
Cały czas także toczy się dyskusja dotycząca ich treści i częstotliwości, która szczególnie województwach na wschodzie naszego kraju, budzi bardzo duże emocje.
Węgrzy postawili na aplikację
Choć wysyłane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa alerty są rozwiązaniem budzącym wiele emocji, to jednak co do zasady panuje konsensus, iż system ostrzeżeń jest potrzebny i w wielu przypadkach działa bardzo dobrze, czego zazdrościli nam chociażby Niemcy, gdzie w czasie powodzi w 2024 roku brakowało wcześniejszych komunikatów, ostrzegających mieszkańców zagrożonych zalaniem terenów.
Swój system powiadomień mają również Węgrzy, którzy jednak postawili na aplikację VÉSZ, co można przetłumaczyć jako „nagły wypadek”. Jak mówi analityczka Hanna Szymerska, aplikacja jest bezpłatna i funkcjonuje zarówno na iOs jak i na androidzie.
- Aplikacja informuje o sytuacjach kryzysowych i awaryjnych, takich jak pożary, powodzie, upały, złe warunki pogodowe czy wypadki drogowe. Może dostosować się do lokalizacji użytkownika, ale można również samemu przypisać się do komitatu (jednostka administracyjna pierwszego rzędu w podziale administracyjnym Węgier – red.). Ma funkcję czytania komunikatów i opcję wysokiego kontrastu, może się wyświetlać jako „powiadomienia" albo ostrzeżenie na mapie. Ma trzy funkcje: informacje, ostrzeżenia, alarmy – tłumaczy Szymerska.
Choć nie ma publicznych danych dotyczących liczby pobrań, wiadomo, że zarówno na Androidzie, jak i na iOs, liczba pobrań znalazła się w kategorii +100 tysięcy. W porównaniu z masowymi alertami RCB to jednak niewiele.
Nie czują zagrożenia
W Polsce kwestia alertów RCB, związanych z operowaniem wojsk rosyjskich blisko granicy, wywołała spore kontrowersje. Mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny narzekali, że nie do końca wiedzieli, co robić, a enigmatyczne komunikaty wywoływały poczucie zagrożenia, które zresztą przez kilka dni towarzyszyło Polakom.
Jak mówi Szymerska na Węgrzech, choć również graniczą z Ukrainą, nie ma takiego poczucia zagrożenia ani dyskusji o alertach. – Węgry to nie są państwa bałtyckie, nie graniczą z Rosją. Nie zdarzają się także takie sytuacje jak na Podkarpaciu czy na rzece Narew, są po prostu dalej od frontu. Na Węgrzech w ostatnich miesiącach działo się sporo, pojawił się temat rozliczeń, zaczęły się zmiany w prawodawstwie i w krajobrazie politycznym. Oczywiście pojawiał się temat Rosji, czy to w kontekście krytyki Viktora Orbana czy w związku z napięciem między byłym już premierem a Wołodymyrem Zełenskim. W tym temacie wypowiadał się także Peter Magyar, który mówił o tym, że nikt nie ma prawa szantażować Węgrów, ani Rosja, ani Ukraina – przypomina.
Zdaniem analityczki na Węgrzech, choć są ludzie, którzy dyskutują o wojnie w mediach społecznościowych, nie ma takiego klimatu zagrożenia, jak u nas. – Węgrzy oczywiście nierzadko mają obawy, ale nie jest to raczej panika związana z obawą przed eskalacją wojny na ich terytorium. W ogóle częściej o lęku przed wojną mówiło się za czasów Fideszu, który twierdził, że chce uchronić kraj przed wciągnięciem w konflikt. Obecnie pierwsze skrzypce gra polityka krajowa, a kilka tygodni temu także kwestia wysychania Dunaju z powodu panującej na Węgrzech suszy – dodaje Hanna Szymerska w rozmowie z RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET