To wyzwania dla nowego papieża. "Trzeba odpowiedzieć na dwa niezrozumiałe gesty Franciszka"

6 min. czytania
08.05.2025 17:55
Obserwuj nas na Google

- Nie jesteśmy w momencie, kiedy należy się nami opiekować i mówić, że wszystko będzie dobrze. Jesteśmy w momencie kryzysu i warto powiedzieć wprost, co do tego kryzysu doprowadziło i jakie są drogi wyjścia z niego - o kierunkach zmian w Kościele i wyzwaniach, przed jakimi stanie nowy papież, w rozmowie z RadioZET.pl mówi prof. Remigiusz Ciesielski, religioznawca.

Kościół
fot. Karol Porwich/East News

Aleksandra Pucułek: 8 maja kardynałowie wybrali nowego papieża. Przed jakimi wyzwaniami stoi teraz Kościół?

Prof. Remigiusz Ciesielski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, religioznawca: - Najważniejsza dla Kościoła jest teraz jasna odpowiedź na pytanie, co robić z pogłębiającą się laicyzacją i sekularyzacją na świecie. Trzeba pokazać, że religia nie jest związana jedynie z dramatami, z którymi sobie nie radzimy jak choroba czy wojna, ale jest przestrzenią codziennego funkcjonowania społecznego. Wyzwaniem będzie stworzenie Kościoła, który jest potrzebny w codzienności, a nie w dramacie i od święta. Poza tym należy przypomnieć, że Kościół nie jest jedynie przestrzenią pomocy charytatywnej, bo w ten sposób w odbiorze społecznym zaczyna być postrzegany. Działalność charytatywna wynika z misji Kościoła, nie jest jego głównym celem. Kościół nie jest od rozwiązywania problemów, z którymi nie radzi sobie świat.

Pokazać Kościół potrzebny w codzienności, a nie tylko przy okazji problemów, dramatów i od święta. Jak to zrobić?

- Wrócić do początków Kościoła, czyli do budowania wspólnot. Jesteśmy w momencie, o którym wspominał papież Benedykt XVI, czyli powrotu Kościoła do małych wspólnot, które będą na nowo odczytywały, czym jest Kościół. Joseph Ratzinger widział w nich możliwość odrodzenia się Kościoła. W Polsce tego procesu chyba jeszcze nie dostrzegamy.

Już niektóre parafie są łączone, bo brakuje księży. Wierni muszą więc w większym stopniu angażować się w działanie takiej wspólnoty i brać na siebie odpowiedzialność za jej funkcjonowanie. Mamy też diakonat stały, czyli posługę mężczyzn, którzy mogą być żonaci i wykonywać wiele obowiązków księży.

- Ale tutaj bardziej chodzi o stworzenie nowej aktywności duchowieństwa - księdza, który działa jak misjonarz, czyli ma miejsce, w którym stacjonuje, ale obejmuje opieką jeszcze inne, mniejsze kościoły. Być może będą potrzebne miejsca, w których będzie mieszkała większa liczba księży specjalizujących się w konkretnych działaniach duszpasterskich. Np. jeden będzie potrafił lepiej uczyć modlitwy, inny rozmawiać z chorymi, jeszcze inny będzie miał doświadczenie w pracy z osobami zmagającymi się z kłopotami o charakterze psychologicznym. Kościół będzie wtedy bardziej skuteczny w swojej misji, a co najważniejsze zniknie pojęcie duchownego jako osoby samotnej.

Redakcja poleca

Zdaję sobie sprawę z tego, że ani wierni, ani duchowieństwo diecezjalne w pełni nie są na to przygotowani. Jesteśmy przyzwyczajeni do księdza, który jest mój, bo np. zawsze z nim rozmawiam, u niego się spowiadam. W zamian zyskamy jednak przyzwyczajenie do funkcjonowania danej wspólnoty. Nie dostrzegam braku duchowieństwa w Polsce, raczej dostrzegam potrzebę przedefiniowania sposobu codziennego funkcjonowania duchownych.

Małe wspólnoty - właśnie taki kierunek powinien obrać dziś Kościół?

- Tak, jest to jedna z propozycji mogąca pozwolić na odnowienie obrazu Kościoła, który jest w kryzysie w świadomości społecznej.

Patrząc na obecne czasy, jakiego papieża potrzebuje teraz Kościół?

- Odważnego, który odczyta, co oznacza ostatnie zdanie z autobiografii papieża Franciszka, w której mówi on o odwadze czułości. Jeżeli nowy papież swoją wrażliwością będzie otaczał zarówno wiernych, jak i to na czym osadzony jest Kościół, czyli fundamenty wiary, to nie będzie gorzej niż jest. Jeżeli którąś z tych dróg porzuci, czy to drogę trudnego przekazu wymogów chrześcijańskich czy otwarcia się na wszystkie problemy, którymi żyje współczesny świat, to prędzej czy później pogłębimy ten kryzys.

Nie wybieramy papieża, który jest następcą poprzednika, tylko wybieramy zawsze następcę św. Piotra. To jest gwarancja ciągłości Kościoła. Jeżeli będziemy myśleć o tym, że nowy papież to człowiek, który kontynuuje linię papieża Franciszka czy Benedykta XVI, to zamkniemy się w opisie Kościoła jako instytucji o charakterze społeczno-politycznym, a tak w Kościele nie powinno być.

W kontekście nowego papieża pojawiają się takie hasła jak: kompromis, spokój, dyplomacja. Według niektórych powinny one przyświecać kolejnemu pontyfikatowi. To dobre hasła ? Bo mamy ewidentny kryzys w Kościele.

- Mamy kryzys i w Kościele, i z Kościołem. Kościół przegapił moment, kiedy zaczęliśmy być bardzo indywidualistyczni w przeżywaniu świata, tzn. odczytujemy świat przez siebie, czy jest on dla nas dobry, czy zły. Patrzymy tylko na to, jak my się czujemy w świecie. Kościół jest od tego, aby wskazywać - i to akurat dobrze pokazał papież Franciszek - że to drugi człowiek jest dla mnie zadaniem, a nie ja jestem zadaniem dla drugiego człowieka. Tylko tak możemy zbudować wspólnotę, bo pomagamy sobie nie ze względu na to, aby być dobrze postrzeganym społecznie, ale ze względu na to, że Kościół jest ufundowany na Chrystusie, a ten kazał patrzeć z uważnością na innych.

Redakcja poleca

Papież Franciszek według niektórych uruchomił procesy, których już nie da się zatrzymać. To tematy dotyczące osób homoseksualnych w Kościele, rozwodników. To będzie postępowało, czy jednak zależy od nowego papieża?

- Byłoby bardzo dziwnym nagle zamknąć oczy na pytania, które zadał papież Franciszek. Na nie trzeba odpowiedzieć, ale zanim się na nie odpowie, trzeba odpowiedzieć na dwa niezrozumiałe gesty papieża Franciszka. Po pierwsze aktywność w obronie Pachamamy. To koncepcja bezpośrednio związana z tradycyjną kulturą społeczności indiańskiej z Amazonii. Nie ma ona rodowodów chrześcijańskich, tymczasem figurki symbolizujące ten kult w trakcie synodu dla Amazonii umieszczono w kościele. Papież też obserwował w Ogrodach Watykańskich ceremonię z udziałem tych figurek.

Drugi gest to podpisanie deklaracji z Abu Zabi, która zakładała, że wszystkie kościoły są sobą równe, że Bóg chce różnorodności religijnej. To by oznaczało, że z woli Boga część osób w niego wierzy, a część nie lub wyznaje inne kulty. Trudno to jednoznacznie interpretować, dlatego Kościół musi teraz wytłumaczyć, co oznaczają te fundamentalne kroki, które podjął papież Franciszek. Trzeba powiedzieć o nich głośno i je wyjaśnić. Ja nie potrafię ich zinterpretować.

A jakiego papieża chciałby polski Kościół?

- Najlepszy byłby papież uwierający nasze przyzwyczajenia, żeby to nie był papież naszych marzeń, tylko wymagań. Papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie kazał „wstać z kanapy”. Teraz potrzebny jest papież, który powie, po co wstawać z tej kanapy.

Czy wybór papieża i to, kto nim jest, naprawdę ma znaczenie dla wiernych w odległej małej miejscowości w Polsce, dla zwykłego Jana Kowalskiego?

- Tak, dla każdego Jana Kowalskiego, który uczestniczy świadomie w mszy, a więc słyszy imię papieża wymawiane w trakcie modlitwy eucharystycznej, powinno mieć znaczenie, kto stoi na czele jego Kościoła. To imię musi wybrzmieć bardzo wyraźnie, żeby słysząc je, wierny widział konkretną osobę.

„Po naszym papieżu płakałam, teraz po tym nie płaczę, bo to nie nasz”. Takie słowa usłyszałam po śmierci papieża Franciszka.

- Ta refleksja jest bardzo ważna, bo pokazuje, jak Kościół prezentuje papieża, jak jest on podawany w nauce Kościoła. Na pewno każdego papieża Polacy będą odbierać w relacji do dobrego Jana Pawła II, który był z naszej krwi, z naszych kości. W naszych głowach zostało ciepłe wspomnienie Jana Pawła II z kremówkami, ale trudna, wymagająca od nas pielgrzymka z 1991 roku, kiedy papież surowo oceniał realizację 10 przykazań w społeczeństwie polskim, została skutecznie zapomniana.

Redakcja poleca

Lubimy być głaskani, dlatego mówiłem o papieżu, który ma być dla nas trudny, bo tylko trudny papież będzie od nas wymagał. Nie jesteśmy w momencie, kiedy należy się nami opiekować i mówić, że wszystko będzie dobrze. Jesteśmy w momencie kryzysu i warto powiedzieć wprost, co do tego kryzysu doprowadziło i jakie są drogi wyjścia z niego.

Co doprowadziło?

- Wybranie przez Kościół w latach 70. XX wieku sposobu przeżywania religijności, który jest oparty o emocje. Emocje mają to do siebie, że są krótkotrwałe, za chwilę możemy znaleźć je zupełnie gdzie indziej, także poza Kościołem. Łatwo było tworzyć religijność emocjonalną, żeby pokazać, że Kościół jest siłą, że to ogromna wspólnota, ale to, na czym ona została ufundowana, zaczęło nam przeciekać przez palce. I teraz te palce trzeba z powrotem zacisnąć żeby to, co zostało, ochronić i zacząć odbudowywać to, na czym Kościół jest ufundowany. Za bardzo zaczęliśmy wierzyć, że bycie blisko rytuałów, niemalże tworzenie ich, spowoduje przywiązanie do Kościoła. Sacrum potrzebuje przede wszystkim godnej czci, a więc także nieprzekraczania granic, które mogą prowadzić do braku szacunku.

Najbardziej palący problem w Kościele, od którego nowy papież powinien zacząć?

- Najistotniejszym zdaniem nowego papieża będzie troska o jedność Kościoła i o to by wskazać, że jest w nim miejsce dla wszystkich, którzy chcą podjąć wyzwanie bycia chrześcijaninem. Trzeba zgromadzić ich wszystkich na nowo i dać każdemu szansę, bo z pewnością nie wszyscy zostali dotąd wysłuchani.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET