W Hiszpanii czekają na najgorsze. To mogła być śmiertelna pułapka
- Przez 4 dni byliśmy sami, z zalanymi mieszkaniami i rozwalonymi domami. Nasza policja nie ma pontonów ani helikopterów – mówiła w rozmowie z reporterem Radia ZET Maciejem Bąkiem mieszkanka jednego z miasteczek, dotkniętych powodzią. Udało się wypompować wodę z podziemnego parkingu w centrum handlowym Bonaire koło Aldai, który mógł być śmiertelną pułapką dla wielu ludzi i teraz w Hiszpanii wszyscy czekają na pierwsze wieści od ratowników.
Powódź w Hiszpanii. "Przez 4 dni byliśmy sami”
Cyklon Dana od wtorku pustoszył Hiszpanię. W kraju doszło do ogromnej powodzi. Żywioł najwięcej szkód wyrządził w Andaluzji na południu kraju, Walencji na wschodzie oraz Kastylii La-Mancha w centralnej części kraju, szczególnie dotykając prowincję Albacete. Niestety, cały czas rośnie też bilans ofiar śmiertelnych.
Jak relacjonuje będący na miejscu reporter Radia ZET Maciej Bąk, w centrum handlowym Bonaire koło Aldai wyspecjalizowana jednostka UME sprawdza parking podziemny, który mógł okazać się śmiertelną pułapką dla bardzo wielu osób. Dopiero po kilku dniach udało się wypompować z niego wodę. Niestety, w hiszpańskich mediach mówi się, że bilans ofiar śmiertelnych może po przegadaniu parkingu znacznie się zwiększyć.
Do zalanych terenów zaczynają docierać żołnierze. Jak przekazał reporter Radia ZET, w Chivie jest już wojsko. Przyjechało w niedzielę. - Przez 4 dni byliśmy sami, z zalanymi mieszkaniami i rozwalonymi domami. Nasza policja nie ma pontonów ani helikopterów – opowiada w rozmowie z Maciejem Bąkiem dziewczyna, której sąsiadka zginęła po tym jak woda wdarła się do niej przez drzwi.
Mieszkańcy wściekli na rządzących
Niestety, wygląda na to, że system ostrzegania na terenach dotkniętych kataklizmem praktycznie do niczego się nie przydał. W telefonach specjalny rządowy alarm co prawda włączył się, ale już po tym jak pierwsze miasteczka znalazły się pod wodą. - To było ostrzeżenie na zasadzie: "za minutę znajdziesz się pod wodą" albo "już jesteś pod wodą". Przyszło bardzo późno, przez to wiele osób nie miało już czasu na decyzję - relacjonowała w rozmowie z Radiem ZET jedna z mieszkanek.
Ofiarą gniewu mieszkańców został premier Hiszpanii Pedro Sanchez oraz król Filip VI. Rozwścieczeni Hiszpanie rzucali w kierunku rządzących błotem, a nawet kamieniami. Do internetu trafiły nagranie z miejsca zdarzenia. Zdemolowane zostało także auto premiera, którego notowania na zalanych terenach są bardzo niskie.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET