`

Z nieba do piekła w dwa lata. Anatomia klęski Keira Starmera jako premiera Wlk. Brytanii

5 min. czytania
26.06.2026 06:30
Obserwuj nas na Google

Zdobył największą od dekad większość w parlamencie, choć na jego partię głosowała zaledwie jedna trzecia Brytyjczyków. Obiecywał zwiększenie wydatków socjalnych, choć ostatecznie zaczął je ciąć. Nie miał osobowości charyzmatycznego lidera, a ostateczny cios zadał mu jeden z najwierniejszych ministrów. Jak to się stało, że Keir Starmer w dwa lata roztrwonił potencjał ze zwycięstwa wyborach i musiał odejść ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii?

Starmer
fot. Ebrahim Noroozi/Associated Press/East News

W poniedziałek doszło do politycznego trzęsienia ziemi na Wyspach Brytyjskich. Keir Starmer ogłosił, że rezygnuje z funkcji premiera Wielkiej Brytanii oraz szefa Partii Pracy. To efekt trwającego od kilku miesięcy buntu w jego ugrupowaniu, spowodowanego m.in. słabymi wynikami w sondażach. Piastujący swój urząd od dwóch lat polityk pozostanie szefem rządu do czasu, aż laburzyści wybiorą nowego lidera, który przejmie od niego przywództwo. Z wysokim prawdopodobieństwem można powiedzieć, że będzie to Andy Burnham – popularny burmistrz Manchesteru, który właśnie wygrał wybory uzupełniające do Izby Gmin w jednym z okręgów, co otwiera mu drogę do przejęcia władzy w najbliższych dniach.

Jakie były przyczyny politycznego upadku Starmera, który jeszcze dwa lata temu obejmował tekę premiera, opromieniony zwycięstwem swojej formacji w wyborach parlamentarnych, odebraniem po 14 latach władzy konserwatystom i zdobyciem ponad 400 mandatów w parlamencie? Co zawiodło, że po zaledwie 24 miesiącach znaczna część obywateli – nawet własnych wyborców – ma go dość i nie wierzy w jego wizję państwa? A może wizji tej nigdy nie było? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi dr Przemysław Biskup – analityk w programie UE Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej.

Keir Starmer składa dymisję. Ekspert: konsekwencja tego, jak wygrał

– „Klęska Starmera to konsekwencja sposobu osiągnięcia jego zwycięstwa i wyniku w wyborach sprzed dwóch lat. Zdobył 63 proc. miejsc w parlamencie, mając do dyspozycji 34 proc. głosów w skali kraju, przy historycznie niskiej frekwencji, co oznacza, że w żadnym momencie nie miał tak silnego społecznego poparcia, jak mogło się wydawać. Ono było relatywnie słabe i płytkie. Skala jego sukcesu wynika głównie z głosowania przeciwko rządzącym od 14 lat konserwatystom” – wyjaśnia ekspert.

Zwraca przy tym uwagę na jeszcze jedną kwestię, czyli dużą liczbę tzw. okręgów marginalnych, w których kandydaci Partii Pracy wygrali niewielką przewagą. – Większość parlamentarna zbudowana na bardzo małym udziale głosów oznacza, że mamy dużo okręgów, w których posłowie narażeni są na to, że w kolejnych wyborach stracą swój mandat. To rodzi podatność na naciski, a w efekcie bardzo utrudnia korektę kursu rządu, który był przez ostatnie 1,5 roku skutecznie podgryzany zarówno z lewej, jak i z prawej strony – tłumaczy analityk PISM.

„Zamierzona miałkość programowa” i cios od lojalnego ministra

Jako kolejny czynnik, który wpłynął na klęskę Starmera, dr Biskup wymienia „zamierzoną miałkość programową”. - Manifest wyborczy Partii Pracy z 2024 roku obiecywał wszystko wszystkim. Żadnego podnoszenia podatków, ale za to zwiększanie wydatków budżetowych itp. Z mojej perspektywy już dwa lata temu było naturalne, że to się tak skończy – twierdzi. Jego zdaniem tego typu program jest niemożliwy do wdrożenia. – W momencie, gdy przychodzi nieuchronne rozczarowanie wyborców, wszystkie kwestie, które dały mu zwycięstwo, nagle stały się jego największymi obciążeniami – dodaje.

Redakcja poleca

Jednym z gwoździ do trumny premiera było również niedawne (przed dwoma tygodniami) odejście ze stanowiska ministra obrony Wielkiej Brytanii Johna Healeya, uznawanego dotychczas za niezwykle lojalnego wobec Starmera. Healey opublikował w mediach społecznościowych otwarty list do szefa rządu, w którym uzasadniał swoją dymisję brakiem środków na obronność. Ponieważ Starmer wcześniej obiecał zwiększenie wydatków socjalnych, a jednocześnie nie zamierzał podnosić podatków, wiadomo było, że pieniędzy na któryś z tych celów zabraknie.

A gdyby premier jednak zdecydował się podwyższyć podatki? – Nie byłby w stanie ich podnieść do poziomu, z którego udałoby się pokryć wspomniane wydatki. One już są rekordowo wysokie, a np. dług państwowy również był wyjątkowo wysoki już w czasie pandemii COVID-19, więc wiadomo był, że np. nie można w takiej sytuacji zwiększyć jeszcze emisji tego długu – przekonuje badacz.

Podaje też przykład decyzji rządu z ostatnich miesięcy, która w ogóle nie była planowana, a wywołała tragiczne skutki i dużą frustrację wśród wyborców. - Szukając oszczędności, skasowano dopłaty do ogrzewania zimowego dla osób najstarszych. A pamiętajmy, że Starmer zapowiadał wcześnie zwiększenie wydatków socjalnych. A tu zaczęto ciąć i to coś, co większość Brytyjczyków uznawała za zupełnie podstawowe świadczenie. W efekcie tej zimy mieliśmy na Wyspach przypadki poważnych problemów zdrowotnych, a nawet śmierci z powodu wychłodzenia – relacjonuje rozmówca RadioZET.pl.

Brak charyzmy. Zagranica? Biskup: sprawnie, ale do czasu

Do porażki Starmera przyczyniły się także jego cechy osobowościowe i relatywnie niewielkie doświadczenie polityczne. - On przyszedł do polityki na bardzo późnym etapie życia, nie rozumie zbyt dobrze jej mechanizmów ani w ogóle polityki jako rywalizacji. Jest też bardzo drewniany w komunikacji, nie ma charyzmy ani naturalnego talentu w tym obszarze. No i nie był w stanie zorganizować sobie dobrego zaplecza - wymienia dr Biskup. Analityk zwraca uwagę, że do pewnego momentu Starmer radził sobie nieźle na arenie międzynarodowej.

Redakcja poleca

- Miało to co prawda ograniczone znaczenie, ale póki robił to sprawnie, było to doceniane. Natomiast ostatecznie podminowała go na tym polu słabość w polityce wewnętrznej. Np. na niedawny szczyt G7 do Francji pojechał chwilę po dymisji ministra obrony, który oświadczył przecież, że premier nie dowozi postulatu zwiększenia wydatków na obronność. A wiemy przecież, jakie jest podejście Donalda Trumpa i jego administracji do państwa sojuszniczych, które nie wywiązują się ze swoich zobowiązań względem NATO - zaznacza dr Biskup. Teraz wiemy już, że na lipcowy szczyt Sojuszu w tureckiej Ankarze nie pojedzie Starmer, lecz jego następca. Ekspert przewiduje jednak, że Andy Burnham wcale nie będzie miał łatwo.

– Wszystkie systemowe i finansowe uwarunkowania nie zmienią się wraz z nowym premier. On rozpocznie swoje urzędowania i będzie miał do rozwiązania dokładnie te same problemy, co poprzednich. Jedyne, co odróżnia jego sytuację od położenia, w którym znajdował się Starmer, jest osobowość. Burnham ma lepsze wyczucie, lepiej komunikuje swoje decyzje, lepiej odnajduje się zarówno w relacjach międzyludzkich, jak i w polityce rozumianej jako rywalizacja czy kampania. Jest ostatnią nadzieją laburzystów, chociaż nadzieja to nie jest strategia polityczna  – podsumowuje dr Biskup.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET