`

Matka skrytykowała przedszkole syna w sieci. 4-latka wyrzucono z placówki

3 min. czytania
13.04.2025 11:49
Obserwuj nas na Google

Matka przedszkolaka z Wrocławia zamieściła w sieci krytyczny wpis na temat prywatnej placówki, do której uczęszcza jej dziecko. Po jakimś czasie  jej syna wyrzucono z przedszkola. Zdaniem właścicielki placówki "rodzice dziecka ich oczerniali". 

Dziecko w przedszkolu
fot. Marek BAZAK/East News - zdj. ilustracyjne
  • Matka 4-latka zamieściła negatywny wpis o Najprzedszkolu przy ul. Wołowskiej we Wrocławiu 
  • Po czasie kobieta dostała wypowiedzenie umowy, zapowiada, że sprawę skieruje do sądu 
  • Z kolei przedstawicielka przedszkola twierdzi, że rozwiązanie umowy było spowodowane "atakowaniem placówki" przez rodziców

Wrocław. Dziecko wyrzucone z przedszkola, bo matka skrytykowała placówkę?

"Stosunek dyrekcji do rodziców fatalny - brak chęci rozmowy, dialogu, uwzględniania próśb i sugestii, zastanie kogoś z kierownictwa na miejscu graniczy z cudem, wiadomości e-mail są zbywane i bagatelizowane" - taką opinię o prywatnej placówce zamieściła w sieci matka 4-latka. W rozmowie z lokalnym portalem TuWroclaw.com kobieta wyjaśniała, że słowa te nie są bezpodstawne, bo dzieci wielokrotnie były narażane na niebezpieczeństwo; wychodziły same z sali i szukały rodziców. - Ze względu na rotację pracowników nauczycielki nie znały imion dzieci i nie wiedziały, kto i czy w ogóle po nie przyszedł - dodała. Jednocześnie matka 4-latka zaznaczyła, że szanuje nauczycielki i ich pracę, problem jest jednak ze sposobem zarządzania placówką. 

-  To były krytyczne słowa, ale sądziłam, że ktoś z przedszkola po tym wpisie skontaktuje się ze mną i nastąpi poprawa. Zamiast tego dostałam przedsądowe wezwanie do zaprzestania szykanowania placówki - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" matka przedszkolaka, który został wyrzucony z placówki. - Pismo dostałam od prawnika reprezentującego przedszkole, nikt z dyrekcji dalej się ze mną nie skontaktował - dodała. Wrocławianka, jak sama stwierdziła, starała się, by jej opinia była konstruktywna i wyważona, nikogo w niej nie obraziła. Mimo to po ok. miesiącu dostała z Najprzedszkola przy ul. Wołowskiej we Wrocławiu wypowiedzenie umowy. 

Okazuje się jednak, że w opiniach Google komentarzy krytycznych od rodziców jest więcej. "Współpraca z rodzicami nie istnieje. Na każdą propozycję lub uwagę (możliwość tylko przez aplikację) dostaje się sztuczną odpowiedź, ogólniki, sztampowe zdania jak wycięte z podręcznika. Rozmowa twarzą w twarz z dyrektorem nic nie zmienia. Jako że nie jest rejestrowana, pięć minut później wszystkiego się wypiera i robi odwrotnie" - czytamy. Kolejna osoba napisała: "Jest mi po prostu bardzo przykro, co tam się wyrabia". 

Przyczyną rozwiązania umowy był "atak na placówkę"

Do sprawy odniosła się również Klaudyna Cichocka-Volkov, właścicielka Najprzedszkola. - Musieliśmy rozwiązać umowę, by nie tracić energii na spór z rodzicami jednego chłopca. Mamy 110 dzieci pod opieką. Naszym obowiązkiem jest zadbać o nie wszystkie, także o ich kondycję psychiczną - zaznaczyła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". - Dziecko wszystko odczuwa. Jeżeli rodzic ma w sobie tyle żalu do placówki i mówi o tym ciągle w domu, to źle wpływa na dziecko. Obowiązkiem rodziców jest zadbać o to, aby ich dziecko było w miejscu, gdzie się dobrze czuje i oni się dobrze czują. Oni w naszym przedszkolu nie czuli się dobrze. Po wypowiedzeniu umowy mąż tej pani próbował wymusić na nas zmianę decyzji, powołując się na swoje wpływy. Groził zniszczeniem reputacji przedszkola oraz sądem. Strach z takim rodzicem pracować, bo nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy - dodała. 

Redakcja poleca

Z kolei portal TuWroclaw.com skontaktował się z dyrekcją prywatnego przedszkola, jednak ta odmówiła komentarza, prosząc o kontakt z prawnikiem. "Przyczyną rozwiązania umowy były obiektywnie bezprawne i szkodliwe działania polegające na podżeganiu znajomych do atakowania placówki oraz oczywisty brak zaufania i woli współpracy niezbędnych do kontynuowania umowy, której przedmiotem jest opieka nad dzieckiem. Sytuacja przestała być rzeczową i konstruktywną krytyką, lecz stała się zorganizowaną nagonką na przedszkole czyli tzw. hejtem" - napisano w przesłanym przez adwokata oświadczeniu. Matka 4-latka zapowiada, że skieruje sprawę do sądu, a przedstawicielka przedszkola zapowiada kroki "adekwatne do stwierdzonych naruszeń i konieczne z uwagi na brak zgody przedszkola na metody działania".

Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza/TuWroclaw.com

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET