Na 30 postępowań wszystkie umorzono. Lekarze: lex szarlatan potrzebne na cito
Przykłady pseudomedycznych praktyk opisywanych przez lekarzy i śledczych są przerażające. Pacjenci pod wpływem szarlatanów porzucają leczenie, a do lekarzy wracają, gdy choroba jest już w zaawansowanym stadium. Prezydent proponuje kary więzienia, ale eksperci wskazują, że same sankcje nie wystarczą. Potrzebne są również narzędzia pozwalające szybko zatrzymać niebezpieczne praktyki, zanim ucierpią kolejni pacjenci.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Lex szarlatan: jakie kary przewiduje projekt prezydenta Karola Nawrockiego.
- Dlaczego eksperci domagają się szybkiej interwencji wobec pseudomedyków.
- Jakie rozwiązania postuluje środowisko lekarskie ws. walki z pseudomedycyną.
- Jakie niebezpieczne praktyki na pacjentach opisują lekarze i śledczy.
Za odciąganie pacjentów od leczenia nawet 15 lat więzienia
Karol Nawrocki nie podpisał rządowego lex szarlatan, lecz skierował nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta do Trybunału Konstytucyjnego. Jednocześnie przedstawił własną propozycję zmian w Kodeksie karnym. Projekt przewiduje do 3 lat więzienia za nakłanianie do niepodjęcia albo przerwania zaleconego leczenia lub diagnostyki, jeśli taka decyzja może bezpośrednio zagrozić życiu pacjenta albo spowodować ciężki uszczerbek na zdrowiu. Chodzi o działanie m.in. poprzez podstęp, groźbę, nadużycie zaufania lub wykorzystanie bezradności chorego. Taką samą karą zagrożone byłoby nakłanianie do niebezpiecznych praktyk przedstawianych jako lecznicze lub diagnostyczne, na warunkach określonych w projekcie.
Surowsze sankcje dotyczyłyby m.in. działań wobec dzieci, pacjentów onkologicznych i kobiet w ciąży. Za ciężki uszczerbek na zdrowiu będący następstwem takich czynów groziłoby od roku do 10 lat więzienia, a za śmierć pacjenta - od dwóch do 15 lat. Rzecznik Praw Pacjenta mógłby uzyskać uprawnienia pokrzywdzonego w postępowaniu karnym.
W lex szarlatan RPP miał reagować, zanim pojawią się poszkodowani
Rządowe „lex szarlatan” zakładało inną drogę: rozszerzenie kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta i umożliwienie administracyjnej interwencji wobec pseudomedycznych praktyk. Różnice między tymi rozwiązaniami omawiano podczas konferencji „ZERO tolerancji dla dezinformacji w medycynie!”, zorganizowanej przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie.
- To nie jest zmiana przepisów karnych, tak jak proponuje to prezydent. Pracowaliśmy w ten sposób, żeby stworzyć pewną ścieżkę administracyjną, która ułatwi czy wzmocni ochronę praw pacjenta - zwrócił uwagę Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego Ministerstwa Zdrowia.
Przedstawiciel resortu wskazywał na przewidziane w ustawie ostrzeżenia publiczne, decyzje tymczasowe umożliwiające szybkie wkroczenie RPP oraz jawny rejestr podmiotów prowadzących dezinformację medyczną. Pacjent mógłby dzięki temu uzyskać informację, że oferowana mu metoda nie ma potwierdzenia w wiedzy medycznej.
- Obecnie nie mamy takiego organu, który mógłby w sposób szybki przeciwdziałać praktykom niepopartym dowodami naukowymi już na etapie, kiedy jeszcze nie pojawią się poszkodowani - powiedział.
Warszawska OIL przyjęła skierowanie ustawy do TK z rozczarowaniem, ale zadeklarowała gotowość do prac nad nowymi rozwiązaniami.
- Jeżeli prezydent zapowiada własną inicjatywę ustawodawczą, która ma skutecznie i zgodnie z Konstytucją chronić pacjentów przed takimi praktykami, oczekujemy, że będzie to inicjatywa skonsultowana ze środowiskiem medycznym, konkretna i szybko procedowana. Nie potrzebujemy kolejnych miesięcy debaty, tylko skutecznych narzędzi prawnych - stwierdził w stanowisku izby Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.
Kolejny przepis karny nie rozwiąże wszystkich problemów
Na ograniczenia prawa karnego zwracał także uwagę Jacek Lachowicz z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Przypominał, że już teraz można ścigać oszustwa czy działania zagrażające zdrowiu i życiu. Trudności dotyczą jednak skutecznego wykorzystania przepisów oraz szybkości reakcji.
- Czy stworzenie kolejnego przepisu karnego rzeczywiście to polepszy? To jest pytanie, które my jako resort sobie stawiamy. Nie chodzi o to, żeby mnożyć przepisy, tylko żeby znaleźć takie rozwiązanie, które faktycznie pomoże - mówił podczas panelu.
Problemem jest również transgraniczny charakter internetu. Ustalenie autorów szkodliwych treści i uzyskanie danych od zagranicznych platform bywa trudne. Zdaniem przedstawiciela Ministerstwa Sprawiedliwości część rozwiązań wymaga współpracy na poziomie Unii Europejskiej.
Eksperci wskazywali również, że projekt prezydencki obejmuje samo nakłanianie do niebezpiecznych decyzji, jeśli spełnione są wskazane w nim warunki - nie wymaga więc w każdym przypadku wystąpienia szkody zdrowotnej. Nadal jednak konieczne byłoby wykazanie przesłanek przestępstwa. Uczestnicy konferencji wskazywali na potrzebę uzupełnienia postępowań karnych możliwością szybkiej interwencji administracyjnej.
Wszczęto 30 postępowań i wszystkie umorzono
O swoich doświadczeniach z zawiadamianiem organów ścigania mówił Grzegorz Wrona, Rzecznik Praw Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej.
- W ciągu ostatnich trzech lat podpisałem ponad 30 doniesień do organów ścigania. W tych 30 sprawach prokuratorzy wszczęli postępowania, które następnie umorzono. W pozostałych sprawach prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Czy to oznacza, że mamy się poddać? - pytał.
Przedstawiony przez rzecznika bilans dotyczył składanych przez niego zawiadomień. Podczas tego samego spotkania policja i prokuratura przywoływały również sprawy, w których prowadzone postępowania pozwoliły ustalić podejrzanych i przedstawić zarzuty. Ich przedstawiciele podkreślali jednak, jak czasochłonne bywa gromadzenie dowodów.
Pacjentki zmarły. Śledztwo wymagało badań preparatów
Prokurator Jakub Ciborski z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga opowiedział o pacjentkach onkologicznych, które przerwały terapię po konsultacji z osobą przedstawiającą się jako lekarz, choć nie miała ona takich uprawnień. Kobietom oferowano alternatywną metodę oraz sprowadzane z zagranicy specyfiki, które nie były przeznaczone do leczenia ludzi. Pacjentki wróciły do leczenia po wystąpieniu wznowy i przerzutów. Nie udało się ich uratować.
W postępowaniu konieczne było przebadanie preparatów oraz powołanie interdyscyplinarnego zespołu biegłych. Ciborski wskazywał, że konieczność uzyskania specjalistycznych opinii jest jedną z największych trudności w podobnych sprawach.
- Na opinię czeka się od pół roku do dwóch lat. To jest wiedza na tyle specyficzna, że niektórych spraw nie da się zakończyć bez takiej opinii - mówił.
Gromadzenie dowodów może więc trwać długo, podczas gdy osoba podejrzewana o szkodliwą działalność nadal oferuje swoje usługi.
„Woda z Nilu” i oszustwo na około 40 mln zł
Podinsp. Tomasz Wierzba z Wydziału do Walki z Przestępczością Ekonomiczną Komendy Stołecznej Policji przywołał sprawę obejmującą kilkuset pokrzywdzonych i straty szacowane na około 40 mln zł. Oszuści straszyli głównie seniorów „przetrwańcem” - rzekomą duszą złego człowieka, która miała opętać mieszkańców i zniszczyć im życie.Ochronę miały zapewniać sprzedawane produkty, m.in. „woda z Nilu” i „pióra marabuta”. Sprzedawano również plastry reklamowane jako środki na ból i odchudzanie, w których deklarowany efekt miał wywoływać pieprz cayenne.
W opisanej sprawie zatrzymano 14 osób, którym przedstawiono m.in. zarzuty oszustwa i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Wierzba zaznaczał jednak, że dodatkowe narzędzia administracyjne mogłyby wspierać działania śledczych. - Nakazy natychmiastowego zaprzestania niebezpiecznych praktyk w mojej ocenie mogłyby uzupełnić drogę karną - podkreślał.
Pacjenci porzucają leczenie i wracają z rozsianą chorobą
Przykładów pseudomedycznych praktyk jest znacznie więcej. Jeszcze przed decyzją prezydenta Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie apelowała o podpisanie „lex szarlatan”, przywołując historie pacjentów onkologicznych. Jedna z chorych, kobieta po 60. roku życia, zgłosiła się do gabinetu z zaczerwienieniami skóry i intensywnym zapachem. Jak wyjaśniła lekarzowi, naturopatka zaleciła jej nacieranie ciała tartym imbirem.
W innym przypadku pacjentka z nowotworem jajnika i przerzutami do kilku narządów przyszła na wizytę z córką. Gdy rozmowa dotyczyła zaleconej chemioterapii, córka wywołała awanturę, oskarżając lekarza o próbę zabicia jej matki i wprowadzenia do jej organizmu „Cyklonu B”.
Lekarze opisywali również pacjentki, które już na oddziale wymieniały się linkami do podcastów i webinarów promujących określone diety i odradzających przyjmowanie leków. Wskazywali też na chorych, którzy po usłyszeniu diagnozy rezygnują z zaleconej terapii na rzecz niesprawdzonych metod proponowanych przez pseudomedyków. Na kilka miesięcy tracą kontakt z lekarzami, a wracają dopiero z rozsianą chorobą, gdy możliwości skutecznego leczenia są już bardzo ograniczone.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET