`

„NFZ szuka, gdzie można zabrać pieniądze”. Nowe zasady uderzą w przychodnie POZ

6 min. czytania
21.08.2026 11:43
Obserwuj nas na Google

NFZ chce rozliczać przychodnie z jakości, ale zdaniem lekarzy rodzinnych nowe zasady prowadzą do absurdów, które uderzą w budżety placówek i ostatecznie - w pacjentów. - Celem tego rozwiązania w ogóle nie jest jakość, tylko oszczędzenie pieniędzy – ocenia w rozmowie z Radiem ZET Tomasz Zieliński, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Mężczyzna w kapeluszu z laską stoi w korytarzu z krzesłami i zamkniętymi drzwiami.
fot. Shutterstock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Za co NFZ chce obniżać finansowanie przychodni POZ.
  • Jakie wskaźniki jakości NFZ chce wprowadzić w przychodniach POZ.
  • Jak nowe zasady finansowania POZ mogą wpłynąć na pacjentów.

Słabszy wynik to mniej pieniędzy. NFZ chce „karać” przychodnie POZ

Narodowy Fundusz Zdrowia przygotował nowe zasady oceny jakości w podstawowej opiece zdrowotnej. Przychodnie mają być oceniane m.in. za udział teleporad i wizyt domowych oraz zgłaszalność pacjentów na badania profilaktyczne. Słaby wynik w części tych obszarów może oznaczać mniej pieniędzy z NFZ.

Problem w tym, że - jak wskazują lekarze rodzinni - nie wszystko, za co Fundusz chce finansowo „karać” przychodnie, zależy od ich pracy. Pacjent przecież może nie zgłosić się na badanie mimo zachęt ze strony przychodni, dostęp do diagnostyki w jego regionie może być ograniczony, a zapotrzebowanie na wizyty domowe zależy m.in. od wieku i stanu zdrowia osób pozostających pod opieką POZ - tłumaczą lekarze.

Projekt przewiduje w sumie osiem wskaźników. Część będzie jedynie monitorowana, inne mają wpływać na finansowanie. Do końca września ma obowiązywać okres przejściowy, a od października słabe wyniki mogą już oznaczać dla przychodni mniej pieniędzy.

Propozycja wywołała sprzeciw środowiska POZ. Krytykuje ją Federacja Porozumienie Zielonogórskie, a zastrzeżenia w konsultacjach zgłosiło również Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Redakcja poleca

Pacjent nie chce się badać, finansowo odpowie przychodnia

Największe kontrowersje dotyczą profilaktyki. Aż cztery z ośmiu wskaźników odnoszą się do zgłaszalności pacjentów do programów profilaktycznych. W trzech przypadkach - raka piersi, raka szyjki macicy i raka jelita grubego - bardzo niski wynik może przełożyć się na niższe finansowanie POZ.

Lekarze wskazują tu na pierwszy absurd: przychodnia może przypominać o badaniach i zachęcać do profilaktyki, ale nie może zmusić pacjenta do udziału w programie. Co więcej, problem może wystąpić nawet wtedy, gdy badanie zostało wykonane, ale system NFZ go nie widzi.

Tomasz Zieliński, specjalista medycyny rodzinnej i wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, w rozmowie z Radiem ZET podaje przykład własnej przychodni.

- Według danych NFZ mam około 4 proc. wykonanych badań w programie profilaktyki raka szyjki macicy. Tymczasem rzeczywisty odsetek przebadanych pacjentek jest wielokrotnie wyższy. Pacjentka przychodzi do mnie, pokazuje wynik cytologii, ja widzę go w dokumentacji, ale nie mogę wprowadzić go do systemu, na podstawie którego wyliczany jest wskaźnik. Z punktu widzenia tych statystyk badania więc nie ma - mówi. 

Zdaniem lekarza, zanim wyniki profilaktyki zostaną powiązane z finansowaniem POZ, NFZ powinien więc zadbać o to, by system uwzględniał wszystkie wykonane badania - także te realizowane poza programami profilaktycznymi. Podobny problem może dotyczyć np. kolonoskopii - pacjent może zostać przebadany, ale nie poprawi to automatycznie wyniku przychodni dotyczącego udziału w programie.

NFZ ustawia próg nisko. Lekarze: to nie rozwiązuje problemu

Fundusz nie zamierza obniżać finansowania każdej przychodni, która ma słabe wyniki profilaktyki. Próg został ustawiony bardzo nisko. W przypadku programów profilaktyki raka piersi, raka szyjki macicy i raka jelita grubego współczynnik 0,95 ma być stosowany, jeśli zgłaszalność w danym POZ nie przekroczy połowy wyniku województwa z najniższą zgłaszalnością. Mechanizm ma więc obejmować placówki osiągające wyniki znajdujące się na samym dole stawki. Zdaniem lekarzy nie usuwa to jednak podstawowej wady wskaźnika: wynik może zależeć od tego, gdzie znajduje się przychodnia i jaki dostęp do badań mają jej pacjenci.

- Jeżeli w jednym miejscu jest bardzo dużo punktów, w których można wykonać mammografię czy kolonoskopię, pacjentowi łatwiej z nich skorzystać. W innym województwie takich miejsc może być znacznie mniej. W efekcie tam, gdzie dostępność świadczeń jest gorsza, jeszcze dodatkowo ukarany może zostać POZ - wskazuje Tomasz Zieliński.

Federacja zwraca uwagę, że lekarz rodzinny nie ma wpływu ani na liczbę pracowni wykonujących badania w regionie, ani na czas oczekiwania. W efekcie wskaźnik mający mierzyć jakość pracy POZ może częściowo pokazywać coś zupełnie innego - dostępność diagnostyki w danym miejscu.

Mammografia kobiet obniży pieniądze na wszystkich pacjentów?

Na kolejny problem zwróciło uwagę Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia. Organizacja również zgłosiła zastrzeżenia do projektu w ramach konsultacji. PPOZ wskazuje, że wskaźnik może dotyczyć tylko określonej grupy pacjentów, natomiast finansowe konsekwencje jego niespełnienia mogą objąć całą populację pozostającą pod opieką przychodni.

Przykładem jest profilaktyka raka piersi. Jeżeli zbyt mało uprawnionych kobiet zgłosi się do programu, niższy współczynnik może odbić się na finansowaniu świadczeń udzielanych przez POZ także pozostałym pacjentom, w tym mężczyznom i dzieciom. PPOZ uważa, że ewentualne konsekwencje powinny dotyczyć wyłącznie populacji objętej konkretnym wskaźnikiem.

Redakcja poleca

Ile wizyt domowych oznacza „dobrą” przychodnię?

Na profilaktyce lista kontrowersji się nie kończy. NFZ chce brać pod uwagę także udział wizyt domowych oraz teleporad. Zdaniem Federacji Porozumienie Zielonogórskie próba mechanicznego oceniania przychodni na tej podstawie może prowadzić do kolejnych absurdów. Zapotrzebowanie na wizyty domowe zależy przecież od tego, kim są pacjenci. Inaczej wygląda praca przychodni opiekującej się dużą grupą osób starszych, niesamodzielnych i przewlekle chorych, a inaczej POZ na osiedlu zamieszkanym przede wszystkim przez młode rodziny. Sama liczba wizyt domowych nie odpowiada więc na pytanie, która z nich zapewnia lepszą opiekę.

Szczególnie wyraźnie widać to na terenach wiejskich. Wyjazd do pacjenta mieszkającego kilkadziesiąt kilometrów od przychodni może oznaczać kilka godzin poza gabinetem. W tym czasie lekarz nie przyjmuje innych chorych. Federacja argumentuje więc, że o wizycie domowej powinny decydować wskazania medyczne, a nie konieczność poprawienia statystyki.

Podobne zastrzeżenia dotyczą teleporad. Młodsi pacjenci mogą chętniej korzystać z kontaktu zdalnego, starsi częściej potrzebować wizyty osobistej. Zdaniem lekarzy dobra opieka powinna odpowiadać na potrzeby konkretnej populacji, a nie na oczekiwany odsetek określonego rodzaju porad.

Kij jest, marchewki nie ma 

Jest jeszcze jedna rzecz, która szczególnie drażni środowisko POZ: za bardzo dobry wynik NFZ nie przewidział dodatkowych pieniędzy. Za niespełnienie części wskaźników może natomiast zapłacić mniej.

Zwróciło na to uwagę także PPOZ. Organizacja wskazuje, że projekt nie przewiduje ani jednego podwyższonego współczynnika za osiągnięcie optymalnych wyników, zawiera natomiast współczynniki obniżające finansowanie. Zdaniem PPOZ taka konstrukcja rodzi wrażenie, że zmianom mogą przyświecać cele oszczędnościowe, a nie wspieranie najlepszych praktyk. Jeszcze ostrzej ocenia to Tomasz Zieliński z Porozumienia Zielonogórskiego. 

- Moim zdaniem celem tego rozwiązania w ogóle nie jest jakość, tylko oszczędzenie pieniędzy. NFZ brakuje pieniędzy, więc szuka, gdzie można je zabrać - mówi w rozmowie z Radiem ZET.

Lekarze podkreślają jednocześnie, że nie chcą rezygnacji z mierzenia jakości. Kwestionują sposób, w jaki Fundusz chce to robić. Zieliński wskazuje, że można oceniać rzeczywiste efekty opieki, np. stopień wyrównania cukrzycy u pacjentów czy liczbę zaostrzeń astmy.

Nie przegap

Mniej pieniędzy, tyle samo pacjentów. „Gdzieś trzeba będzie oszczędzić”

Spór o współczynniki nie dotyczy wyłącznie finansów przychodni. Stawka kapitacyjna służy finansowaniu opieki nad osobami zapisanymi do danego POZ. Jeżeli zostanie obniżona, placówka nadal będzie odpowiadać za tę samą populację, ale otrzyma mniej pieniędzy. Federacja ostrzega, że najmocniej może to uderzyć w placówki działające w trudniejszych warunkach, m.in. mające starszą i bardziej obciążoną chorobami populację czy funkcjonujące na terenach ze słabszym dostępem do diagnostyki. Zieliński wskazuje, że przy mniejszym finansowaniu możliwości szukania oszczędności są ograniczone.

- Jeżeli przychodnia dostanie mniej pieniędzy, musi gdzieś znaleźć oszczędności. W POZ nie mamy wielu miejsc, w których można ciąć koszty. W praktyce może to oznaczać ograniczenie liczby wykonywanych badań, godzin pracy personelu albo rezygnację z inwestycji, np. zakupu nowego sprzętu - mówi.

Porozumienie Zielonogórskie domaga się wycofania mechanizmu sankcji finansowych opartych na parametrach, na które POZ nie ma pełnego wpływu, i ponownego przeanalizowania katalogu wskaźników. Lekarze chcą również odwrócenia logiki systemu: zamiast odbierać pieniądze za słabszy wynik, NFZ powinien ich zdaniem finansowo premiować przychodnie osiągające dobre rezultaty.

- Jeżeli powiemy placówce: jeśli będziesz dobrze pracować, w przyszłym roku dostaniesz premię, to jest to zachęta do poprawy. Jeżeli po prostu zabierzemy jej pieniądze, trzeba zapytać, czy cokolwiek stanie się dzięki temu lepsze dla pacjenta - podsumowuje wiceprezes. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET