`

PCOS to teraz PMOS. Ekspertka tłumaczy, co zmienia się w leczeniu pacjentek

4 min. czytania
12.08.2026 13:04
Obserwuj nas na Google

Zespół policystycznych jajników, czyli PCOS, zmienia nazwę na PMOS. Nie chodzi jednak wyłącznie o nowy skrót. Eksperci chcą, by choroba przestała być postrzegana przede wszystkim przez pryzmat jajników i problemów z płodnością. - Pacjentki wymagają długoterminowego monitorowania stanu zdrowia, a nie tylko zaleczania zgłaszanych dolegliwości - podkreśla dr n. med. Dorota Prządka-Rabaniuk z II Kliniki Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Kobieta na badaniu USG, lekarz trzyma głowicę ultrasonograficzną na jej brzuchu.
fot. Shutterstock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego eksperci zmienili nazwę PCOS na PMOS.
  • Z jakimi problemami zmagają się pacjentki z PMOS.
  • Co zmieni się w podejście do leczenia i monitorowania PMOS.

PCOS powinno nazywać się PMOS. Dlaczego eksperci zmienili nazwę? 

Zespół policystycznych jajników (PCOS) jest jednym z najczęstszych zaburzeń endokrynnych u kobiet. Według Światowej Organizacji Zdrowia dotyczy około 10-13 proc. kobiet w wieku rozrodczym. Jednocześnie nawet 70 proc. z nich może pozostawać niezdiagnozowanych.

O zmianie nazwy PCOS dyskutowano od lat. Autorzy publikacji w „The Lancet” zwracają uwagę, że dotychczasowe określenie jest nieprecyzyjne i może wprowadzać w błąd. Kieruje uwagę przede wszystkim na jajniki, podczas gdy choroba ma znacznie szerszy, endokrynny i metaboliczny charakter. Co więcej, nie każda kobieta z tym zaburzeniem ma charakterystyczny obraz policystycznych jajników w badaniu USG.

- U każdej pacjentki zestaw objawów PMOS może wyglądać inaczej. Czasami kobiety zgłaszają pojedyncze objawy różnym specjalistom, a inne całkiem bagatelizują. To jedna z przyczyn opóźnionej diagnostyki. Warto zauważyć również, że część pacjentek dotkniętych tym schorzeniem wcale nie ma w badaniu USG obrazu policystycznych jajników. Dotychczasowa nazwa choroby była więc nieprecyzyjna, bo skupiała się głównie na aspekcie płodności, a zaburzenia gospodarki hormonalnej i nieregularne miesiączki przyczyniające się do trudności z zajściem w ciążę są jednak tylko niektórymi z możliwych problemów, z którymi borykają się pacjentki dotknięte PMOS - wyjaśnia dr n. med. Dorota Prządka-Rabaniuk, specjalistka ginekologii, położnictwa i perinatologii ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie.

Redakcja poleca

PMOS to nie tylko problemy z płodnością

Nowa nazwa została wybrana w wyniku wieloetapowego międzynarodowego procesu. Zaangażowanych było w niego 56 organizacji naukowych, klinicznych i pacjenckich. W globalnych badaniach ankietowych uczestniczyło 14 360 pacjentek oraz przedstawicieli różnych zawodów medycznych.

Ostatecznie eksperci zdecydowali się na nazwę polyendocrine metabolic ovarian syndrome (PMOS), która ma uwzględniać trzy istotne elementy choroby - endokrynny, metaboliczny i związany z funkcją jajników. To właśnie metaboliczny wymiar choroby jest jednym z elementów, które nowa nazwa ma mocniej eksponować.

- Konsekwencje zdrowotne PMOS wykraczają daleko poza problemy z płodnością. U tych pacjentek występuje także większe ryzyko chorób będących wynikiem przewlekle podwyższonego stężenia insuliny we krwi i innych zaburzeń metabolicznych, takich jak m.in. otyłość, cukrzyca, problemy sercowo-naczyniowe, rozrost endometrium i jego nowotwory czy też problemy natury psychicznej, jak depresja czy stany lękowe - mówi dr Prządka-Rabaniuk.

- Dlatego do tego schorzenia należy podchodzić interdyscyplinarnie, a w opiekę nad pacjentką często zaangażowani powinni być nie tylko ginekolodzy, ale także endokrynolodzy, dietetycy, diabetolodzy, dermatolodzy oraz specjaliści zdrowia psychicznego - podkreśla ekspertka.

Nie tylko zaleczania dolegliwości. PMOS wymaga długotrwałej kontroli 

Szersze spojrzenie na PMOS ma zwrócić uwagę również na to, że choroba wymaga długoterminowej opieki nad pacjentką, a nie jedynie leczenia pojawiających się w danym momencie objawów.

- Pacjentki powinny przynajmniej raz w roku przechodzić kompleksowe badania. Problem tkwi nie w samych objawach, ale w zaburzonych procesach metabolicznych. Dlatego pacjentki dotknięte PMOS wymagają długoterminowego monitorowania stanu zdrowia, a nie tylko zaleczania zgłaszanych dolegliwości. Sprawdzać powinno się m.in. poziom cholesterolu oraz insuliny, by w razie potrzeby wdrożyć odpowiednie leczenie - mówi dr Prządka-Rabaniuk.

Ekspertka zwraca również uwagę na znaczenie leczenia hormonalnego oraz stylu życia.

- Często wskazane jest również stosowanie hormonalnej antykoncepcji lub progesteronu, aby chronić endometrium. Ważny jest także styl życia pacjentek, wprowadzenie zmian dotyczących diety i aktywności fizycznej. Utrzymywanie prawidłowej masy ciała i kontrola poziomu cukru we krwi są tu niezwykle istotne - wskazuje.

Nie przegap

Co zmieni się w podejściu do leczenia pacjentek?

Zmiana nazwy nie oznacza wprowadzenia nowych kryteriów diagnostycznych ani nowych zaleceń dotyczących leczenia. Ma jednak zwrócić większą uwagę na złożony charakter choroby i potrzebę długoterminowej, kompleksowej opieki nad pacjentkami. Kolejna pełna aktualizacja międzynarodowych wytycznych jest planowana na 2028 rok i wtedy PMOS ma już funkcjonować jako standardowa nazwa choroby.

- PMOS to zaburzenie przewlekłe, dlatego obecnie medycyna skupia się na profilaktyce, kontrolowaniu objawów i ograniczaniu długoterminowych konsekwencji zdrowotnych u pacjentek dotkniętych tym problemem. Nowa nazwa to krok w stronę lepszego zrozumienia i zwiększania świadomości społecznej na temat PMOS, które pomogą zmniejszać stygmatyzację chorych i zwiększać zainteresowanie problemem. A to może przyczyniać się do pozyskiwania większych środków na badania kliniczne dotyczące tej choroby. Tego typu projekty naukowe są niezwykle ważne, bo pozwolą nam przyspieszać postępy w diagnostyce, leczeniu oraz profilaktyce - podkreśla dr Prządka-Rabaniuk.

Jednym z obszarów, w których eksperci liczą na dalszy postęp, są badania genetyczne nad przyczynami PMOS. Najnowsze publikacje przynoszą kolejne tropy, ale nadal nie pozwalają wskazać konkretnego zestawu genów odpowiedzialnego za rozwój choroby.

- Naukowcy od lat poszukują mutacji genetycznej, która odpowiada za to schorzenie. Wiemy już, że może być dziedziczne, ale do tej pory nie zidentyfikowano konkretnego zestawu genów odpowiadającego za rozwój choroby - wskazuje specjalistka. 

Badania opublikowane w „Nature Genetics” pokazują, jak złożone może być genetyczne podłoże choroby. W dużej analizie z 2025 roku zidentyfikowano 94 regiony genomu związane z PCOS, z których 73 nie były wcześniej opisywane. Wyniki wskazały również możliwe mechanizmy biologiczne, które mogą mieć znaczenie w rozwoju choroby i w przyszłości pomóc w poszukiwaniu nowych celów dla leków.

Źródło: Radio ZET/nature.com/who.int

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET