Zaczęło się od zwykłej grypy. 18-letni Kacper przeszedł przeszczep płuc
Gdy Kacper zachorował na grypę typu A, miał 17 lat. Wcześniej był zdrowy i uprawiał sport. Rozległe uszkodzenie płuc, zakażenie bakteryjne i ciężka sepsa sprawiły, że lekarze musieli walczyć o jego życie. W Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu chłopak przeszedł przeszczep obu płuc. W rozmowie z Radiem ZET opowiada o osiemnastych urodzinach, które obchodził w szpitalu, i planach powrotu do szkoły.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak grypa doprowadziła do tak ciężkiego uszkodzenia płuc u zdrowego nastolatka.
- Dlaczego przeszczep obu płuc był jedyną szansą na uratowanie Kacpra.
- Jak czuje się po blisko ośmiu miesiącach leczenia i jakie ma plany.
Po grypie Kacper musiał przejść przeszczep płuc
Lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu przeszczepili Kacprowi oba płuca. Była to jedyna szansa na uratowanie życia chłopaka, u którego grypa i jej powikłania doprowadziły do rozległego uszkodzenia płuc.
- Zaczęło się po prostu od grypy. W czwartek Kacper poczuł się źle, w piątek byliśmy u pediatry, został zrobiony wymaz, wyszła grypa typu A. A w piątek wylądowaliśmy na OIOM-ie, więc bardzo dynamicznie to wszystko szło. Wszystko skończyło się dobrze. Natomiast były momenty bardzo, bardzo ciężkie. Dla wszystkich - opowiada Radiu ZET mama Kacpra, Joanna Bortel.
Nastolatek trafił na oddział intensywnej terapii w Katowicach. Rozwinęła się u niego niewydolność wielu narządów.
- Młody chłopak, który nie chorował nigdy na nic, był sportowcem, mam nadzieję, że będzie nadal, trafia w ekstremalnie ciężkim stanie, właściwie z niewydolnością wszystkiego, co można mieć: wątroby, nerek, płuc, serca. Podłączony do aparatury, która jest stosowana w najbardziej zaawansowanych ośrodkach na świecie, więc już tak naprawdę nie było nic więcej, co można by było zrobić. A to zaczęło się od podwyższonej temperatury, suchego kaszlu, trochę kataru, czegoś, co my pewnie przechodzimy niejednokrotnie - mówi dr Maciej Urlik, kardiochirurg i transplantolog ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Zniszczone płuca stały się ogniskiem ciężkiego zakażenia
Grypa doprowadziła do rozległego uszkodzenia tkanki płucnej i otworzyła drogę zakażeniu bakteryjnemu. U Kacpra rozwinęła się ciężka sepsa wywołana przez wielolekoopornego gronkowca. Nastolatek wymagał wspomagania ECMO, czyli pozaustrojowego utlenowania krwi.
Lekarze musieli jednocześnie walczyć z niewydolnością narządów i infekcją, której ognisko znajdowało się w zniszczonych płucach.
- Gronkowiec był wielolekooporny, właściwie nie był podatny na typowe leczenie. Bardzo skrupulatne badania pozwoliły znaleźć jakiś złoty środek i zastosować leczenie, które okazało się później w miarę skuteczne. Natomiast my wiedzieliśmy, że dopóki nie usuniemy tych płuc, które są nadkażone i ta bakteria znajduje się w nich, to nie wygramy walki z infekcją. Dlatego ustaliliśmy, że zrobimy przeszczepienie nawet chociażby po to, żeby usunąć tamte zniszczone płuca i to ognisko infekcji - wspomina dr Urlik.
W Zabrzu początkowo rozważano usunięcie najbardziej uszkodzonego płuca i oczekiwanie na poprawę stanu drugiego. Udało się jednak opanować krwawienie lekami. Ostatecznie zespół zakwalifikował Kacpra do przeszczepienia obu płuc, mimo bardzo wysokiego ryzyka związanego między innymi z utrzymującą się infekcją.
W płucu Kacpra był otwór wielkości około 10 cm
Operację przeprowadzono około dwóch tygodni po przyjęciu nastolatka do zabrzańskiego ośrodka. Trwała około 13 godzin. Usunięte płuca były wyjątkowo zniszczone. W prawym znajdował się otwór wielkości około 10 cm. Kacper wymagał podłączenia do dwóch oddzielnych respiratorów.
- Mniej więcej cztery litry krwi Kacper tracił każdego dnia. Łącznie miał przetoczone ponad 100 jednostek preparatów krwi, zarówno w okresie przedtransplantacyjnym, w samej transplantacji i do dzisiaj - powiedział Radiu ZET dr Urlik.
Lekarz podkreślił również rolę centrum krwiodawstwa i dawców krwi, dzięki którym możliwe było ratowanie tak ciężko chorego pacjenta. W płucach znajdowały się także liczne ropnie związane z zakażeniem gronkowcem.
Po przeszczepie walka o zdrowie trwała nadal
Transplantacja nie zakończyła leczenia. U Kacpra pojawiały się kolejne powikłania, w tym zakażenia i sepsy, niewydolność nerek wymagająca dializ, niewydolność prawej komory serca, zaburzenia układu krwiotwórczego oraz krwawienie z przewodu pokarmowego.
Leczenie dodatkowo utrudniała konieczność podawania leków immunosupresyjnych, które zapobiegają odrzuceniu przeszczepionych narządów. Jak wyjaśniał dr Urlik, nasilały one problemy z nerkami i utrudniały walkę z infekcją.
- Ta walka naprawdę była nierówna i dlatego trwało to aż osiem miesięcy. Kacper jest młodym, wysportowanym chłopakiem. Potrzebna była też determinacja, żeby jako 17-latek wytrwać osiem miesięcy w szpitalu. Tutaj głowa jest bardzo potrzebna. Duża zasługa naszych psychologów, którzy pomogli mu ten czas przetrwać, ale też pielęgniarek, które na co dzień dobrym słowem, uśmiechem, muzyką w radiu powodowały, że ten szpital trochę chociaż przypominał dom - mówi lekarz.
Ciężka choroba i długie leczenie sprawiły, że Kacper stracił znaczną część siły mięśniowej. Początkowo nie był w stanie samodzielnie poruszać rękami i nogami. Teraz zaczyna chodzić z pomocą i przechodzi rehabilitację.
- Na pewno dużo lepiej niż na początku. Jak się obudziłem, to naprawdę cały zespół lekarski, pielęgniarski i fizjoterapeutów bardzo mocno mnie wspierał. Myślę, że gdyby nie to, jak dużo wsparcia tutaj dostałem, byłoby mi bardzo ciężko przystosować się do nowej sytuacji, w jakiej jestem. Jestem za to bardzo wdzięczny - mówi Kacper, pytany o samopoczucie.
Osiemnaste urodziny obchodził w szpitalu. Chce wrócić do szkoły
Podczas hospitalizacji Kacper skończył 18 lat. Personel zorganizował dla niego urodzinową niespodziankę. Nastolatek przyznaje, że choć nie była to typowa osiemnastka, bardzo mu się podobała. Teraz myśli przede wszystkim o odzyskaniu sprawności i powrocie do nauki.
- Na pewno rehabilitacja, jak pan wspomniał. Powrót do szkoły. Na pewno gdzieś tam głównym celem jest ta szkoła. Bo jednak osiem miesięcy w szpitalu, tak naprawdę całe półrocze jestem do tyłu. To muszę teraz nadrabiać troszkę - mówi Kacper.
Lekarze widzą duże postępy w jego powrocie do zdrowia.
- Patrząc na ostatnie osiem miesięcy, a właściwie na ostatnie dwa miesiące, kiedy Kacper bardzo mocno przyspieszył z powrotem do zdrowia, wydaje się, że ma duże szanse wrócić do praktycznie pełnej sprawności. Chcielibyśmy, żeby mógł wrócić do szkoły, nadrobić zaległości, normalnie żyć i funkcjonować jak każdy z nas, realizując swoje plany i pomysły - podkreślił dr Urlik.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET