Danuta Huebner w Radiu ZET: nie podeszłam do marszałka i premiera, bo nie czuję się upoważniona do podania im ręki

Redakcja
01.06.2019 01:49
Danuta Huebner
fot. Jacek Domiński/REPORTER/East News

- To było spontaniczne, choć w moim wypadku przemyślane - mówiła w rozmowie z Łukaszem Konarskim europosłanka KE Danuta Huebner. Gość Radia ZET wyjaśniała, dlaczego nie podała ręki marszałkowi Sejmu i premierowi, gdy odbierała zaświadczenie o wyborze do Parlamentu Europejskiego. 

Łukasz Konarski: Prof. Danuta Hübner, europosłanka PE, Koalicja Europejska. Wczoraj przy odbieraniu zaświadczenia o wyborze do PE nie podeszła pani do marszałka Sejmu ani do premiera. Dlaczego?

Danuta Hübner: Ale pochyliłam takim polskim gestem, pochyliłam się przed tą grupą, w której były dwie osoby, które niezwykle szanuję, i złożyłam im tym gestem honor.

Czyli kto?

Był dwie wspaniałe kobiety: pani sędzia Gersford i pani wicemarszałek Kidawa-Błońska, i z całą pewnością w stosunku do nich ten mój pokłon był pełen szczerości i autentyczności. Tak się zastanawiałam dość długo, siedząc tam, i jednak doszłam do wniosku, że rząd, który nadzoruje jednak dość istotnie prokuraturę, która już prawie dwa lata się zastanawia, czy symboliczne powieszenie 6 posłów na rynku w Katowicach było happeningiem, czy też może było głęboko symboliczne, jest, wydaje mi się, że… Poczekam na rozwiązanie, wtedy będę podawać ręce.

Czyli rozumiem, że to było przemyślane?

Tak się zastanawiałam, tak. I pomyślałam sobie, że jednak czegoś mi zabrakło w tym wszystkim, w tych ostatnich dwóch latach. To jednak był taki moment, kiedy nasze rodziny bały się, co będzie dalej. Bo jednak historia i powołanie się na pewien akt z historii, która bardzo źle się skończyła dla większości wtedy powieszonych – wtedy to były portrety, które wieszano… Więc myślę, że tak, to było przemyślane, ale nie było zaplanowane.

Bartosz Arłukowicz i Róża Thun także nie podeszli.

Być może każdy z jakichś innych powodów, tego nie wiem.

Ale rozumiem, że państwo tego nie ustalali wspólnie.

Nie, to było zupełnie spontaniczne, myślę. Znaczy mówię za siebie.

Teraz burza jest na Twitterze, w Internecie z tego powodu.

Tak? Każdy ma prawo albo nie ma prawa. Ja myślę, że poza tym wszystkim wyrażanie takiego instytucjonalnego szacunku czy też gestem głowy, czy ciała, czy też podanie ręki – przepraszam, co za różnica.

Rozumiem, że ta sprawa powieszonych portretów musiałaby być rozwiązana, żeby pani podeszła?

Tak. Na razie jest przedłużone do listopada i nie bardzo jest to zrozumiałe. Gdyby to był tylko prztyczek w moją stronę, ale to jednak dotyczy też naszych najbliższych, więc nie czułam się upoważniona do gestu podania ręki. Poza tym, wie pan co jeszcze, bo tak teraz, jak pan pyta o to, bo zupełnie już o tym zapomniałam, szczerze mówiąc, ale również wydaje mi się, że pewnym  nadużyciem były wystąpienia pana urzędnika reprezentującego PKW, który i na początku i na końcu wygłosił przemówienia bardzo ideologiczne i bardzo polityczne. Wydawało mi się, że to też jest nie na miejscu, jesteśmy jednak grupą wybranych posłów o określonych celach, sposobach działania, poczuciu odpowiedzialności. Myślę, że sporo z nas ma poczucie nie związku z partią, a odpowiedzialności wobec państwa, wobec ludzi, którzy na nas głosowali, i nie tylko, i nadanie temu  takiego wymiaru bardzo ideologicznego i bardzo politycznego wydawało mi się też nie na miejscu.

„Po przegranych wyborach widać, że niektórzy politycy Koalicji Europejskiej rzucili się sobie do gardeł”.

Aż tak? To ja w tym wszystkim nie uczestniczę oczywiście, ale być może… Znaczy na pewno zawsze po takich… Wie pan, to słowo „przegranych” jest… Wszystko już zostało powiedziane, więc trudno coś dodać nowego, ale wydaje mi się, że na pewno jeżeli to mierzyć na cel, którzy przyświecał, żeby mieć więcej mandatów, no to w tym sensie jest to przegrana, ale z drugiej strony jest to bezprecedensowa próba wystąpienia wspólnie W sprawach ważnych dla wszystkich nas, Polaków. To członkostwo w PE ma ogromny wpływ na nasze życie, więc ja myślę, że to było przedsięwzięcie takie bardzo odważne, bardzo trudne, trochę odpowiadające jakby całej logice funkcjonowania UE. Bo w UE też każdy trochę tej suwerenności oddaje, żeby tę część wspólną lepiej wykorzystać. Tutaj też to na tym polegało, ale było dobro wspólne, myślę, jasne. Natomiast dlaczego to jest odbierane jako zabranie tej tożsamości poszczególnym partiom, tego w ogóle nie mogę zrozumieć.

Ale patrząc np. na to, jak wygląda komunikacja pomiędzy panem Sławomirem Neumannem a panią Elżbietą Łukacijewską, także Grzegorz Schetyna tutaj swoje dorzucił… Kłótnia ta się skończyła słowami Sławomira Neumanna, który mówi: „Widzę, że nie zeszły jeszcze emocje z Eli, niech się napije zimnej wody”. No to chyba przesada jest.

Tak, ja myślę, że ten język jest zupełnie niepotrzebny, natomiast to jest trochę co innego, bo w ramach poszczególnych partii, gdzie, myślę, nie jest to tylko przypadek PO, ale gdzie rzeczywiście były osoby silniej wspierane przez organizację i osoby skazane zupełnie na siebie, no to wewnętrzne dogrywanie na przyszłość, myślę, to ma dla kolegów, którzy są członkami PO, duże znaczenie.

Sławomir Neumann powinien przeprosić panią Łukacijewską?

Jeżeli szukać kogoś, kto może zachował się mniej elegancko, to myślę, że to pan Neumann na pewno, tak.

A czy sztab wyborczy Koalicji Europejskiej powinien podać się do dymisji? W zasadzie już teraz nie istnieje, ale czy może zrezygnować z kolejnych pomysłów na kolejne kampanie?

Znaczy ja myślę, że w tej chwili najważniejsze jest nie myśleć, kto powinien odejść, a kto nie, ale wyciągnąć wnioski. Było dużo tych takich spontanicznych reakcji, bardzo dużo dobrych ocen eksperckich. Trzeba nad tym wszystkim usiąść, myślę, że już to się odbywa, i wyciągnąć wnioski, ale też pamiętać o tym, że nawet w miejscowościach, gdzie 80% głosowało za PiS-em, jest ciągle te 20%. I trzeba jednak w tej chwili skupić się, jak wyjść poza… Bo to było do tej pory, myślę, o tych jednak elektoratach trwałych takich, zacementowanych. Natomiast teraz jest wielkie wyzwanie, żeby sięgnąć do tego elektoratu, który po stronie koalicji proeuropejskiej jednak nie był zmobilizowany.

Ale jakby pani przekonała kolegów, żeby wyszli do ludzi, żeby przełamali się? Bo rozumiem, że część się boi po prostu rozliczeń.

Myślę, że do tego już nikogo nie trzeba przekonywać, ja myślę, że ci wszyscy, którzy chodziliśmy, którzy dreptaliśmy, gdzie się dało, w czasie tych wyborów, to jednak pokazali, że to jest ścieżka, którą trzeba dalej podążać. I myślę, że nikt tego nie kwestionuje. Tylko nie szukajmy winy wśród innych. W tym kontekście cała debata PSL-u – jednak ja myślę, że też popatrzmy na to, czy zrobili wszystko, co w ich mocy, wewnątrz.

Idąc tym tropem, czy myśli pani, że zaszkodziła Koalicji Europejskiej pani publiczna kłótnia z Andrzejem Halickim o te banery, które jego działacze ściągnęli?

Ja myślę, że to w ogóle nie miało najmniejszego znaczenia. To zniknęło w ogóle z mediów społecznościowych bardzo szybko...

No tu nie powiem akurat, wydaje mi się, że jednak...

Mnie się wydaje… Bo jednak nie zgubmy jednej rzeczy w tym wszystkim, że oto dzwoni obywatelka, która jest zatroskana, bo wczoraj widziała baner, dzisiaj tego baneru nie widzi.

Ale pani na Twitterze to napisała.

A jak się inaczej dzisiaj komunikujemy?

Mogła pani zadzwonić do niego, powiedzieć: „Andrzej, gdzie są moje plakaty? Daj spokój”.

To wszystko się odbywało, przez telefon również się odbywało. Po prostu szczerze mówiąc, wydaje mi się, że te rzeczy w ogóle nie mają najmniejszego wpływu w porównaniu z tym, co się w ogóle działo wszędzie we wszystkich organizacjach biorących udział w wyborach, to myślę, że to jest w ogóle bez znaczenia, i nie tutaj bym szukała jakichś powodów.

Andrzej Halicki szefem polskiej delegacji w Europejskiej Partii Ludowej.

Tak, wczoraj podjęliśmy jednomyślnie taką decyzję.

Pani była za, rozumiem, też?

Tak.

A dlaczego nie pani?

A dlaczego ja? Ja bym nigdy w życiu nie była zainteresowana czymś takim, polityczne stanowiska mnie nie interesują, jest tyle rzeczy do zrozumienia. To strasznie dużo czasu zajmuje, taka działalność polityczna, szczególnie że to musi być taka działalność łącznikowa z krajem,więc wydaje mi się, że to był wybór przemyślany i dobry.

A nie rozważała pani pójścia do frakcji socjalistów, z dawnymi kolegami z SLD?

Ja nigdy nie byłam w SLD, właśnie to jest ciekawe.

Ja wiem, że nie, ale…

Nie, nawet, szczerze mówiąc, mi to do głowy nie przyszło. Nie, nigdy.

Żaden sentyment do rządów Leszka Millera?

Ja myślę, że zrobiliśmy razem… I ogromnie cenię, którą pan premier wtedy… Bo takich rzeczy w pojedynkę byle minister nie może zrobić, więc myślę, że zaangażowanie wtedy całego rządu, w szczególności pana premiera i prezydenta, było niesłychanie istotne. Przypadł historycznie rzeczywiście na tę formację ten moment wchodzenia do Unii. I bardzo się cieszę, że mogłam razem współpracować, ale nie... Myślę, że nikomu to do głowy nie przyszło. Jest pan pierwszą osobą, która mnie pyta.

Czy w najbliższej kadencji PE pani dalej będzie się zajmowała brexitem m.in.?

Znaczy wie pan, ja myślę, że trudno to jednak, to doświadczenie wieloletnie i ilość kontaktów, które mam, myślę, że prawdopodobnie zmarnowanie tego byłoby niedobre. Więc tak, jeżeli będę miała taką możliwość, to zdecydowanie. Szczególnie, że teraz będziemy… Ja myślę, że jednak nastąpi to wyjście Wielkiej Brytanii w sposób uporządkowany, nie przypadkowy, bez umowy, i wtedy się zaczną najważniejsze negocjacje, także dla Polski bardzo istotne, dotyczące przyszłych relacji, i tamte interesy będą bardzo ważne do pilnowania.

Bo Dominik Tarczyński teraz czeka na brexit. Chociaż wcześniej pewnie był przeciwnikiem brexitu. Ale teraz jeśli się brexit dokona, to on się dostanie do PE – to może pani np. zrobi tak, żeby się nie dostał, będzie tak negocjować.

Nie, negocjacje dotyczące wyjścia już się zakończyły. Od listopada jest umowa na stole i stanowisko UE jest...

Można to przedłużać jeszcze rozumiem.

Oczywiście, że można, tak. Tego nie można wykluczyć, w ogóle nie można wykluczyć żadnego rozwiązania, to jest ta piękność tej polityki w Wielkiej Brytanii. I właściwie brexit zrujnował system polityczny i samo uprawianie polityki, nie mówiąc już o integralności tego Królestwa Zjednoczonego. I oczywiście nie można dzisiaj niczego wykluczyć. Ale myślę, że mały wpływ będziemy mieć my w Europie, myślę, że piłeczka jest całkowicie po stronie społeczeństwa brytyjskiego.

Ale myśli pani, że mogłoby to wyglądać w ten sposób, że przez pięć lat będzie to odkładane, tak że np. Dominik Tarczyński w ogóle nie wejdzie do PE?

To znaczy ja myślę, że odkładane nie. Rozwiązanie nastąpi znacznie szybciej. Ja myślę, że te najbliższe miesiące do końca października przesądzą, czy będzie nowe referendum, w co nie bardzo wierzę, bo jednak do tego potrzebna jest zgoda w Izbie Gmin, której na pewno nigdy nie było i nie przypuszczam, żeby była. Decyzja o niewychodzeniu może zapaść, natomiast przedłużanie takiej niepewności – absolutnie jest to niemożliwe. My mamy dużo rzeczy do zrobienia i myśmy na ten temat długo rozmawiali. Jest także już brak komfortu dla nas w UE, że w najbliższych miesiącach w momentach dyskusji nad przyszłym wieloletnim budżetem UE będą siedzieć przy stole także nasi brytyjscy koledzy, których tradycją było jednak dążenie do tego, żeby ten budżet był jak najmniejszy i przeciwko polityce spójności. Oczywiście PiS jest w takiej grupie politycznej w tym Parlamencie nowym. Więc ja nie przypuszczam, żeby po stronie UE była wola przedłużania. Raczej myślę, że będzie wola do znalezienia rozwiązania. I po stronie brytyjskiej także.

A pani by powiedziała Dominikowi Tarczyńskiemu, kiedy mógłby ewentualnie…?

Ja nie rozmawiam, nie znam pana Dominika, nawet nie wiem, jak wygląda pan Dominik Tarczyński. Tak że jest mi przykro, ja wiem, że on jest aktywny, ktoś mi powiedział, bardzo w polityce wewnętrznej, w sposób budzący czasem różne emocje, ale... Co mam powiedzieć panu Dominikowi?

Np. że początek przyszłego roku to byłby ten czas, kiedy on by wszedł do PE, bo wtedy Brexit już się dokona.

Znaczy pan Dominik Tarczyński wejdzie razem… Bo akurat ja byłam sprawozdawcą tej decyzji ostatecznej Rady Europejskiej, gdzie wprowadziliśmy… I muszę powiedzieć, że byłam osobą, która walczyła o to, także o to 52. miejsce, mimo że grupa, do której należy PiS, była przeciwko, to jednak się udało. I tam jest taki zapis, że w momencie kiedy… Znaczy pan Dominik Tarczyński nie jest jeszcze posłem w rozumieniu prawa europejskiego. Natomiast w momencie, kiedy nastąpi wyjście Wielkiej Brytanii z UE, wszyscy posłowie – bo różne kraje dostały nowych posłów – wszyscy wejdą w tym samym momencie. Więc myślę, że to nastąpi natychmiast po wyjściu Brytyjczyków, po formalnie zakończonym wyjściu Brytyjczyków, i to może być w dowolnym momencie. Na razie ja jestem dobrej myśli w sensie takim, że jednak ten okres przejściowy, który dostali, wydłużony, w tej chwili to wydłużenie, nie okres przejściowy, to jednak jest dostatecznie dużo czasu, żeby te wszystkie procesy wewnętrzne Wielkiej Brytanii zostały zakończone.

Jak pani patrzy na nową ekipę w PE polską, to co pani sądzi?

To znaczy nasza proeuropejska część, szkoda, mogła być większa, myślę, że wszyscy taką refleksję od czasu do czasu mamy, ale jest dostatecznie duża, bo w naszej grupie politycznej jesteśmy znowu drugą po Niemcach grupą największą, w związku z czym to też daje dobrą pozycję do uzyskania jakichś stanowisk.

A ta druga część?

A ta druga część – ubolewam ogromnie, że taka duża część polskiej delegacji będzie w grupie politycznej, która nie będzie miała żadnego wpływu na podejmowane decyzje. Tylko poprzez popieranie koalicji proeuropejskiej może mieć wpływ, czyli wtedy, kiedy będziemy razem, może mieć wpływ na decyzje.

Za pięć lat pani będzie kandydowała?

Wie pan, ja wiem, że klasyczni politycy zawodowi mają zawsze takie różne pewności. Ja takiej pewności nie mam. Na razie planuję dobrze pracować w tej kadencji, która się zacznie 2 lipca.

Danuta Hübner, ciąg dalszy będzie na RadioZET.pl.