Polacy byli na Meng Xiang. „Symbol chińskich ambicji”
22 października pisaliśmy o chińskim statku Meng Xiang, który ma dotrzeć do wnętrza Ziemi. To pierwszy tego typu projekt w historii. Niespodziewanie okazało się, że... właśnie wrócili z niego Polacy.
Dr hab. Karol Zglinicki, prof. PIG-PIB jest geologiem. Pracuje w Zakładzie Geologii Regionalnej i Złożowej Państwowego Instytutu Geologicznego - Państwowego Instytutu Badawczego. Specjalizuje się w identyfikacji występowania pierwiastków ziem rzadkich (REE). Bierze udział w morskich kampaniach badawczych.
W jakich okolicznościach znalazł się Pan na Meng Xiang?
Dr hab. Karol Zglinicki, Państwowy Instytut Geologiczny - Państwowy Instytut Badawczy: Byłem uczestnikiem międzynarodowej konferencji poświęconej morzu marginalnemu, która odbywała się w Guangzhou. Tam właśnie stacjonuje statek Meng Xiang. W ramach programu zorganizowano wizytę studyjną na tej jednostce. To największy i najnowocześniejszy statek tego typu na świecie. Przygotowany jest do realizacji jednej z najbardziej ambitnych misji geologicznych w historii.
Chcą dotrzeć do wnętrza Ziemi.
Statek zaprojektowano do długich ekspedycji - do 120 dni na morzu bez zawijania do portu. Na pokładzie znajdują się okazała kantyna, sala fitness, nowoczesne kabiny dla załogi oraz kapitana, doskonale urządzona sala konferencyjna, pokoje odpraw oraz oczywiście bardzo dobrze rozbudowane zaplecze laboratoryjno-naukowe. Dużą zaletą jest to, że są to przestrzenie elastyczne - część pomieszczeń można szybko przekształcić w laboratoria geochemiczne, paleontologiczne, petrograficzne - w zależności od potrzeb. Na pokładzie znajduje się też bardzo dobrze wyposażona sala mikroskopowa, laboratorium do analizy próbek, tomografy komputerowe do badania fizycznych właściwości rdzeni, takich jak porowatość, gęstość, struktura. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem statku jest w pełni zautomatyzowana wieża wiertnicza, która umożliwia przeprowadzenie bardzo głębokich, ale precyzyjnych wierceń, nawet w trudnych warunkach morskich. Całość tworzy pływające laboratorium badawcze.
Co to są „rdzenie”?
Rdzenie wiertnicze to najprościej mówiąc skały, które zostaną wyciągnięte do badań podczas ekspedycji.
Czego szukają Chińczycy?
Głównym celem projektu jest dotarcie do granicy Moho oraz pobranie próbek z możliwie największych głębokości. Jest to granica pomiędzy skorupą ziemską a płaszczem. Nazwa pochodzi od nazwiska chorwackiego sejsmologa - Andriji Mohorovičicia - który odkrył ją na początku XX wieku. To warstwa Ziemi, w której gwałtownie zmienia się prędkość rozchodzenia fal sejsmicznych. Pod oceanami występuje ona na głębokości 5-10 km, czyli jest to możliwe, żeby się do niej dowiercić, natomiast pod kontynentami głębokość dochodzi nawet do 70 km. My, jako naukowcy, liczymy, że uda się pozyskać dane, które pozwolą przede wszystkim lepiej zrozumieć procesy tektonicznie.
Chodzi o trzęsienia ziemi?
Tak, to kluczowy element dla sejsmologii i geofizyki, żeby móc przewidzieć potencjalne wstrząsy i zagrożenia.
Jedynym celem są badania naukowe? Ile kosztował ten statek?
Szacuje się, że koszt budowy statku sięgnął 500 mln dolarów.
Musi być jakieś „drugie dno”.
Oczywiście statek jest tak przystosowany, że może również wiercić za gazem i ropą.
A „gorące” w ostatnim czasie metale ziem rzadkich?
Nie, pierwiastków ziem rzadkich poszukuje się na powierzchni. Natomiast faktycznie są prowadzone badania powierzchni dna, w tym nagromadzeń konkrecji oceanicznych, naskorupień czy masywnych siarczków, gdzie analizowane są zawartości pierwiastków ziem rzadkich.
Czyli pośrednio może chodzić o metale ziem rzadkich?
Pośrednio tak, ale ten statek nie jest do tego dostosowany. Meng Xiang jest elementem zespołu statków, bo warto podkreślić, że naprawdę to zespół 6-8 statków, które towarzyszą dużej jednostce, która wierci. To symbol chińskich ambicji naukowych i technologicznych.
Czyli generalnie misja naukowa, ale jeśli przypadkiem coś znajdziemy, to mamy możliwość wyciągnąć. Czuć „aurę tajemniczości” wokół tego projektu?
Absolutnie nie. Wiele urządzeń pochodzi z Zachodu, a Chińczycy są bardzo otwarci na współpracę międzynarodową - zapraszają badaczy z całego świata, żeby pływać i pozyskiwać dane.
Nie ma żadnych „tajnych laboratoriów”?
Nie (śmiech). Wszystko nam pokazywali, widzieliśmy film z budowy statku, pozwalali też swobodnie robić zdjęcia, co nawet trochę mnie zaskoczyło.
Meng Xiang stoi obecnie w porcie. Kiedy wypłynie na szerokie wody?
Rejs badawczy zaplanowano na pierwszy kwartał 2026 roku.
Odwierty mają trwać dekadę. Wspominał Pan, że Chińczycy zapraszają zagranicznych badaczy. Jest szansa, że Polacy wezmą w nich udział?
Jest.
A co z bezpieczeństwem? Pod skorupą Ziemi nie ma szkodliwego promieniowania jonizującego? Nie ma obaw, że wyciągniemy jakieś radioaktywne materiały albo że my - ludzie - coś tam uszkodzimy?
Nie, oczywiście na dnie morskim mogą występować próbki zawierające substancje promieniotwórcze, ale nic takiego nie naruszymy.
Trzęsienia ziemi czy tsunami nie wywołamy?
Nie (śmiech). Żadnego zagrożenia nie ma.
Odrębnym wątkiem jest ekologia…
Jestem za wierceniami, żeby rozpoznawać, pozyskiwać wiedzę, a przecież też chcę zachować dziedzictwo mórz i oceanów dla córki.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET