Córka ministra Ćwiąkalskiego: Chcą mnie niesprawiedliwie wplątać w dziką reprywatyzację [JAK BYŁO NAPRAWDĘ?]

Katarzyna Mierzejewska
09.11.2017 10:38
Córka ministra Ćwiąkalskiego: Chcą mnie niesprawiedliwie wplątać w dziką reprywatyzację [JAK BYŁO NAPRAWDĘ?]
fot. Google Street View

W związku z publikacją tekstu „Afera reprywatyzacyjna: córka byłego ministra sprawiedliwości przejęła kamienicę metodą „na zmarłego” opartym w całości na doniesieniach dziennika „Fakt”, bez dokonywania dalszej weryfikacji, przedstawiamy wywiad z mec. Bogumiłą Górnikowską, która przedstawia swoje stanowisko w tej sprawie.

W jakich okolicznościach została Pani kuratorem w sprawie kamienicy przy ul. Joteyki 13?

W połowie 2007 roku, kiedy nie wykonywałam jeszcze czynnie zawodu adwokata, zwrócił się do mnie krakowski adwokat z zapytaniem, czy zgodziłabym się być kandydatem na kuratora w jednej ze spraw którą prowadzi. Następnie wystąpił on z wnioskiem do sądu o ustanowienie kuratora dla nieznanego z miejsca pobytu Aleksandra Piekarskiego. Sąd po dokonaniu oceny czy istnieją do tego przesłanki ustanowił mnie kuratorem.

Ustanowienie aplikanta adwokackiego czy adwokata kuratorem dla nieznanego z miejsca pobytu nie jest niczym niezwykłym. Zarówno ja, jak i moi koledzy, często pełniliśmy funkcje kuratorów. Również dzisiaj aplikanci wyznaczani są przez sądy do reprezentowania interesów osób, których miejsce pobytu nie jest znane.  Gdyby nie udział kuratorów w postępowaniach, wiele spraw nie mogło by zostać zakończonych, a ludzie latami czekaliby na rozstrzygnięcie.

Jak doszło do reprezentowania spadkobiercy Aleksandra Piekarskiego?

Nigdy nie reprezentowałam spadkobierców Aleksandra Piekarskiego. Należy wspomnieć, że był on tylko współwłaścicielem kamienicy od okresu przedwojennego. Gdy tylko zostało potwierdzone, że Aleksander Piekarski zmarł, ale pozostawił po sobie spadkobierców, ochroną ich interesów w toczącym się postępowaniu zajął się profesjonalny pełnomocnik, a ja zostałam zwolniona ze sprawowanej funkcji. Kurator dla nieznanego z miejsca pobytu powoływany jest tylko do czasu ustalenia co tak naprawdę dzieje się z osobą, co do której nie wiadomo gdzie przebywa. Bardzo często okazuje się, iż osoba dla której ustanowiony był kurator nie żyje. Wtedy w miejsce kuratora dla nieznanego z miejsca pobytu wstępują spadkobiercy, a gdy nie wiadomo czy spadkobiercy istnieją powoływany jest kurator spadku.

Spadkobierca nie żył wówczas od 50 lat. Jak doszło do przeoczenia tego faktu?

Absolutnie nie można twierdzić, że fakt śmierci Aleksandra Piekarskiego został przeoczony. Żadna z osób uczestniczących w postępowaniu nie miała w tamtym czasie świadomości, że Aleksander Piekarski nie żyje. Nie była znana ani data jego urodzenia, ani jakiekolwiek inne bliższe dane, które pozwoliłyby zidentyfikować tę osobę. Znane było tylko jego imię i nazwisko, a także przedwojenny adres zamieszkania. W szczególności w posiadanej dokumentacji nie istniał numer PESEL, który pozwoliłby na szybkie ustalenie że Aleksander Piekarski nie żyje. Przypomnieć należy, iż numery PESEL zostały wprowadzone dopiero w latach 70 -tych. Tymczasem dokumentacja jaką dysponował pełnomocnik pozostałych uczestników postępowania pochodziła z okresu tuż po wojnie. Z jedynych posiadanych informacji, wynikało, iż Aleksander Piekarski był ostatnim współwłaścicielem kamienicy przy ul. Joteyki 13. Na skutek wydania decyzji nacjonalizacyjnej nieruchomość została mu odebrana. Należy dodatkowo podkreślić, że do uznania osoby za zmarłą uprawnia jedynie odpis aktu zgonu lub prawomocne orzeczenie sądu o stwierdzeniu zgonu lub uznaniu tej osoby za zmarłą.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, kierowane przez ministra w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, w połowie 2007 roku poinformowało, iż Aleksandrów Piekarskich jest kilkudziesięciu, w tym co najmniej kilka osób urodzonych jest przed rokiem 1922. W tamtym okresie czasu, dwukrotnie zwracano się do ministerstwa o pomoc w odnalezieniu Aleksandra Piekarskiego. Odpowiedź za każdym razem była taka sama. Dopiero archiwiście, któremu udzieliłam pełnomocnictwa, udało się ustalić, że Aleksander Piekarski zmarł w 1959 roku i że pozostawił po sobie spadkobierców. W przypadku gdy istnieje wiele osób o tym samym imieniu i nazwisku praca jest dodatkowo utrudniona, trzeba bowiem zebrać konieczne dowody, które z całą stanowczością pozwolą stwierdzić, że to właśnie tej osobie przysługują określone prawa.  Nie jest prawdą, że na potrzeby sądu takiego ustalenia dokonali lokatorzy kamienicy.  

Czy kamienica w ogóle mogła być zwrócona? 

Postępowanie w którym zostałam powołana kuratorem dotyczyło stwierdzenia nieważności decyzji wydanej w 1955 roku a dotyczącej odmowy przyznania prawa własności czasowej nieruchomości przy ul. Joteyki 13. W 2008 roku została wydana decyzja SKO stwierdzająca, iż decyzja wydana w roku 1955 jest częściowo nieważna a częściowo wydana z naruszeniem prawa. Ponieważ w 2011 roku zostało ustalone, iż Aleksander Piekarski nie żyje dlatego też stwierdzono nieważność decyzji z 2008 roku. W 2015 roku w związku z wstąpieniem do sprawy spadkobierców po Aleksandrze Piekarskim ponownie została wydana decyzja SKO stwierdzająca, iż decyzja wydana w roku 1955 jest częściowo nieważna a częściowo wydana z naruszeniem prawa. Powyższe wskazuje, iż niezależnie od tego czy w sprawie występował kurator dla współwłaściciela nieznanego z miejsca pobytu, czy też spadkobiercy zmarłego współwłaściciela decyzja SKO była taka sama. To pozwala uznać, iż istniały wszelkie niezbędne przesłanki do stwierdzenia nieważności decyzji z 1955 roku. Nie mam innej wiedzy w tym zakresie. Należy pamiętać o tym, iż rolą kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu jest działanie wyłącznie na korzyść tej osoby. 

Czy uzyskała Pani w związku z tą sprawą jakiekolwiek korzyści majątkowe?

Żadnych korzyści nie otrzymałam. W szczególności nie pobierałam żadnego stałego wynagrodzenia za sprawowanie funkcji kuratora. Możliwe że sąd wypłacił mi jakieś wynagrodzenie, ale raczej wątpię. Jeżeli nawet, to kwota którą mogłam maksymalnie otrzymać była rzędu 150 zł. Taka bowiem była praktyka w tamtych czasach i za sprawowanie kurateli otrzymywało się wynagrodzenie rzędu 100 złotych albo też nie otrzymywało się w ogóle żadnego wynagrodzenia.

Jak reaguje Pani na zarzuty o związek tej sprawy z dziką reprywatyzacją i  handlem roszczeniami?

Takie zarzuty są oczywiście nieprawdziwe i dlatego traktuje je jako naruszające moje dobra osobiste i zniesławiające mnie w oczach opinii publicznej. Do wszystkich mediów które zamieszczały jakąkolwiek wzmiankę na temat mojego związku z dziką reprywatyzacją i  handlem roszczeniami wysłałam wezwania do usunięcia skutków naruszenia moich dóbr osobistych i zamieszczenia przeprosin. Większość z nich usunęła artykuły, a część oprócz usunięcia zamieściła przeprosiny. W kilku przypadkach, gdzie artykuły nie zostały usunięte, będę dochodziła ochrony moich praw na drodze sądowej zarówno w postępowaniu cywilnym, jak i karnym. 

RadioZET.pl