Zamknij

"Nieoficjalny lockdown" w szkołach. Taki jest plan Ministerstwa Edukacji?

26.11.2021 12:12
nauka zdalna w szkołąch
fot. DAMIAN RUCINSKI/REPORTER

Liczba zakażonych dzieci rośnie, rośnie też liczba szkół przechodzących na naukę zdalną. Zdarza się, że po kwarantannie dzieci idą do szkół i po kilku dniach wracają do nauki online. Coraz częściej pada więc hasło "nieoficjalny lockdown oświaty", Przemysław Czarnek takiego oficjalnego wprowadzać nie zamierza. - Nie ma żadnych planów wprowadzania jakichkolwiek ograniczeń w szkole - podkreślił w piątek. 

Nauka zdalna obowiązywała w czwartek w 288 szkołach i przedszkolach, w trybie mieszanym uczyły się dzieci i młodzież z 6 209 placówek. Dla porównania: dokładnie tydzień wcześniej było to 220 szkół i przedszkoli całkowicie online i 4 560 w trybie nauki hybrydowej.

Szkół zawieszających stacjonarne zajęcia przybywa, bo w czasie, gdy dobijamy w kraju do szczytu czwartej fali, to właśnie szkoły są jednym z głównych ognisk zakażeń (obok szpitali i zakładów pracy). Mimo to minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek konsekwentnie powtarza, że żadnego systemowego przejścia na tryb nauki inny niż stacjonarny nie będzie. Biorąc jednak pod uwagę dynamikę wzrostu liczby zakażeń w Polsce, pytania o ewentualną reakcję MEiN nie ustają. 

"Nieoficjalny lockdown" w szkołach

Inaczej niż w szkołach wygląda sytuacja na uniwersytetach, bo tam decyzje o trybie nauczania podejmują władze uczelni. I takich decyzji w ostatnim czasie jest coraz więcej. Czarnek, pytany o to w piątek w Radiu Wnet, podkreślał, że owszem, rektorzy mają większą swobodę w działaniu i "podejmują tego rodzaju decyzje", ale jeśli chodzi o szkoły, "w tym momencie nie ma żadnych planów przejścia na naukę zdalną i dalej będziemy się uczyć stacjonarnie". Jak mówił, "to niezwykle ważne po długim okresie nauki zdalnej".

Przy braku decyzji o przejściu na naukę zdalną lub hybrydową w całym kraju i jednoczesnym zawieszaniu zajęć w kolejnych placówkach mówi się więc coraz częściej o "nieoficjalnym lockdownie oświaty". - Moja klasa dopiero tydzień temu wróciła do szkoły po kwarantannie, ale okazało się, że znowu mamy zdiagnozowane zakażenie i dzieciaki po kilku dniach wracają do domów - mówi nam nauczycielka języka angielskiego z jednej z krakowskich szkół podstawowych.

- Założę się, że jak wrócimy do szkół, to znów okaże się, że ktoś jest zakażony. Tu wystarczy jedna osoba i kilkadziesiąt osób ląduje na kwarantannie. Nie jestem za nauką zdalną, ona nie służy ani uczniom, ani nauczycielom, ani rodzicom. Ale akurat teraz, kiedy wirus szerzy się w takim tempie zwłaszcza w szkołach, byłoby to uzasadnione. Nie rozumiem decyzji pana ministra - dodaje.

RadioZET.pl/Radio Wnet