Makabra na pseudohodowli. Aktywiści ratują kolejne zwierzęta. NOWE FAKTY

11.09.2019 14:25
Makabra na pseudohodowli. Aktywiści ratują kolejne zwierzęta. NOWE FAKTY
fot. Andrew Skowron/ Otwarte Klatki

Inspektorzy Stowarzyszenia Otwarte Klatki oraz Ekostraży wrócili na pseudohodowlę lisów w Goliszowie, na której dzień wcześniej przeprowadzona została interwencja ujawniająca skandaliczne warunki hodowli zwierząt. Aktywiści twierdzą, że przedstawiciele branży futrzarskiej rozpowszechniają nieprawdziwe informacje, jakoby ferma od 2018 była nielegalna. Zarząd Związku Polski Przemysł Futrzarski przekonuje, że z punktu widzenia prawa ferma ta przestała istnieć w grudniu 2018 roku.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Inspektorzy Stowarzyszenia Otwarte Klatki otrzymali informację o fatalnych warunkach, w jakich na pseudohodowli futrzarskiej w Goliszowie przetrzymywane są zwierzęta. Na miejsce udali się z przedstawicielami Ekostraży.

– Udało nam się uratować sześć psów i cztery lisy. Wiemy już na ten moment, że jeden z lisów będzie musiał mieć amputowany palec, z kolei lisiczka jest skrajnie wychudzona, ma ropień na łapie i świerzb, a jej zęby są w fatalnym stanie – mówił Andrzej Sikorski ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Jak informują aktywiści, podczas kolejnej interwencji udało im się uratować kolejnych dziewięć lisów i trzy psy – łącznie z fermy zabranych zostało już więc 13 lisów i 9 psów.

Zobacz także

Oświadczenie w sprawie interwencji wydali w międzyczasie przedstawiciele branży – Polski Związek Hodowców Zwierząt Futerkowych. Twierdzą w nim, że ferma działała nielegalnie. Tymczasem „Gospodarstwo Specjalistyczne Ferma Lisów Waldemar Lewandowski” w Goliszowie figuruje w oficjalnym rejestrze Głównego Inspektoratu Weterynarii, dostępnym publicznie na stronie internetowej urzędu.

– W branży futrzarskiej ferma, która działałaby nielegalnie, nie miałaby szansy na zarobek; handel skórami odbywa się bowiem na międzynarodowych aukcjach, takich jak North American Fur Auctions, której logo widoczne było zresztą na fermie – mówi Marta Korzeniak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki. „Widać, że branża próbuje się ratować na wszystkie sposoby, ponieważ według danych ekonomicznych ta gałąź gospodarki ewidentnie chyli się ku upadkowi, a większość społeczeństwa chce całkowitego zakazu tego typu hodowli. Takie manipulacje to dla nas nic nowego, dziwi nas jednak posługiwanie się nieprawdziwymi informacjami, które tak łatwo można zweryfikować” – dodaje.

Zobacz także

Ferma w Goliszowie. Legalna czy nielegalna?

W rozmowie z RadioZET.pl, przedstawiciele Związku Polski Przemysł Futrzarski, przekonują jednak, że ferma od grudnia 2018 roku w świetle prawa działa nielegalnie.

– W wyniku rozmowy z właścicielami posesji ustaliliśmy, że z dniem 31.12.2018 roku małżeństwo odpowiedzialne za przetrzymywanie zwierząt (Pani – 70 lat, Pan – 83 lata),  zgłosiło w Urzędzie Skarbowym, któremu podlegają, likwidację działalności. W ocenie właścicieli posesji działanie to było wystarczające i w ich przekonaniu zgodne z prawem, a co za tym idzie, równoznaczne z likwidacją ich hodowli – informuje ZPPF.

– Od trzech lat opisywane przez nas małżeństwo nie jest członkiem żadnego zrzeszenia hodowców oraz nie prowadzi wymiany handlowej produkowanego przez siebie surowca z żadnym z certyfikowanych domów aukcyjnych: Kopenhagen Fur, Saga Furs Oyj oraz North American Fur Auction – przekonują przedstawiciele branży.

Zobacz także

Co to oznacza? Brak wystawiania swojego surowca na aukcje był spowodowany brakiem posiadania certyfikatu jakości i dobrostanu, który jest ściśle wymagany, przyznawany w wyniku kontroli oraz niezbędny w działalności każdej legalnej hodowli.

– Zwracamy uwagę także, że o prowadzeniu działalności gospodarczej w tym przypadku polegającej na hodowli zwierząt nie decyduje Inspekcja Weterynarii, ale Urząd Skarbowy. Pragniemy jeszcze raz podkreślić, że 31.12 ubiegłego roku z punktu widzenia prawa ferma ta przestała istnieć – dodają przedstawiciele Związku Polski Przemysł Futrzarski.

RadioZET.pl