Zamknij

Poszedł na komisariat, żeby się ogrzać. W korytarzu zadzwonił na 112 i powiedział, że... podłożył bombę

Redakcja
21.02.2018 12:26
Policja
fot. Mazowiecka Policja

Na posterunek policji przyszedł mężczyzna. Twierdził, że chce odpocząć i ogrzać się, bo za oknem szalał mróz. Dyżurny funkcjonariusz zgodził się na to, nie spodziewając się zamieszania, jakie ów gość wywoła.

Sytuacja wydarzyła się w niedzielę rano na komisariacie policji w Pułtusku (woj. mazowieckie). Zziębnięty 54-latek zapytał dyżurnego, czy mógłby spędzić pod dachem trochę czasu, aby się ogrzać. Tamten wyraził zgodę, nie spodziewając się kłopotów, które nadejdą wraz z niespodziewanym gościem.

Zobacz także

Przybyły mężczyzna chwycił bowiem za telefon w poczekalni i wykręcił numer alarmowy 112, po czym — gdy w słuchawce usłyszał głos dyspozytora z infolinii — zakomunikował, że... właśnie podłożył na rzeczonej komendzie ładunek wybuchowy. Następnie wyszedł z budynku jak gdyby nigdy nic.

Zatrzymano go niemal natychmiast, na szczęście nie miał przy sobie żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Okazało się, że na co dzień mieszka w Warszawie, a w chwili zajścia miał w organizmie 2,5 promila alkoholu. Teraz za swój skrajnie nieodpowiedzialny żart „bombiarz” odpowie przed sądem — grozi mu od pół roku do nawet 8 lat pozbawienia wolności.

RadioZET.pl/Policja/Gazeta.pl/MP