Merkel i Macron straszą Polskę sankcjami. Czy mamy się czego bać?

Michał Strzałkowski
31.08.2017 17:29
Merkel i Macron straszą Polskę sankcjami. Czy mamy się czego bać?
fot. Archiwum Radia ZET

Kanclerz Niemiec Angela Merkel w coraz dosadniejszych słowach zaczyna krytykować poczynania polskiego rządu, a prezydent Francji Emmanuel Macron ostentacyjnie ominął Polskę i Węgry podczas wizyt w krajach Europy Środkowej. Co kilka tygodni Komisja Europejska straszy Polskę uruchomieniem art. 7 traktatu unijnego oznaczającego sankcję. Czy mamy się czego obawiać?

Macron omija Polskę i Węgry

Prezydent Francji Emmanuel Macron 24 sierpnia skrytykował politykę polskiego rządu, twierdząc w wywiadzie dla tygodnika „Le Point”, że „podważa państwo prawa”. W szczególności nie podobało mu się podejście naszego kraju do nowelizacji unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. – Jednoznacznie potępiam takie podejście i, szerzej, bardzo niepokojącą politykę polskiego rządu, który podważa solidarność europejską, a nawet państwo prawa. Nie jestem jedyny, który tak myśli i to mówi, bo taka jest analiza Komisji i naszych partnerów – mówił w wywiadzie.

Symbolicznym dowodem na niechęć Macrona do rządu PiS było ominięcie Polski podczas sierpniowej podróży po krajach Europy Środkowej. Prezydent Francji odwiedził Austrię, gdzie w Salzburgu spotkał się z kanclerzem oraz premierami Czech i Słowacji. Następnie udał się do Rumunii, gdzie spędził dwa dni, po czym zakończył wizytę w Bułgarii, która za cztery miesiące obejmuje przewodnictwo w Unii Europejskiej.

To właśnie w Bułgarii w piątek 25 sierpnia Macron w negatywnych słowach opisał działania naszego rządu. – Polska nie definiuje dzisiaj przyszłości Europy i nie będzie definiować Europy jutra – mówił podkreślając kilkukrotnie, że w wielu kwestiach stajemy się „marginesem Europy”. Wizyta odbiła się sporym echem w zagranicznych mediach. – Obecność prezydenta Francji Emmanuela Macrona w krajach Europy Środkowej to znak, że czasy jedności Grupy Wyszehradzkiej dobiegły końca, a brak spotkań z przywódcami Polski i Węgier to jasny komunikat polityczny – pisał czeski dziennik „Lidove Noviny”.

Coraz ostrzejszy ton Merkel

Angela Merkel na miesiąc przed wyborami do Bundestagu negatywnie odniosła się do sposobu, w jaki rząd Prawa i Sprawiedliwości prowadzi dotychczasową politykę. – To poważna sprawa. Nie możemy tak po prostu dla świętego spokoju trzymać języka za zębami. Tu chodzi o zasady naszej współpracy w Unii – mówiła, dodając, że w dobie kryzysu UE wywołanego brexitem praworządność jest szczególnie istotna. I że bez jej zachowania Unii nie będzie – mówiła kanclerz Niemiec podczas konferencji w Berlinie we wtorek 29 sierpnia.

Merkel dała do zrozumienia, że stan praworządności w Polsce to ważny punkt debaty wewnątrz Komisji Europejskiej. – Chociaż bardzo życzyłabym sobie, by relacje i stosunki z Polską, która jest naszym sąsiadem, były bardzo dobre, a zawsze będę miała na względzie wagę tych relacji, nie możemy po prostu trzymać języka za zębami i nie mówić nic – komentowała kanclerz, która znana jest z zachowawczego tonu przy wygłaszaniu opinii.

Dzień później doszło do spotkania Angeli Merkel z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude'm Junckerem. Rozmowa była tajna, jednak nieoficjalne doniesienia mówiły o tym, że poza Brexitem i kryzysem migracyjnym, jednym z tematów był stan praworządności w Polsce. – To była dobra rozmowa z kanclerz Niemiec dotycząca przyszłości Europy – napisał na Twitterze Jean-Claude Juncker po rozmowie z Angelą Merkel.

Wypowiedzi Merkel w kierunku polskiego rządu zostały szeroko skomentowane przez największe agencje i dzienniki w Europie. – Dołożyła ciężaru do pogarszającego się sporu dosadnie krytykując wschodniego sąsiada – pisał brytyjski „Guardian”, który w swoim tekście zwraca uwagę na rzekomo rosnącą izolację Polski na arenie międzynarodowej. „Polski rząd cieszy się silnym wsparciem podobnie zorientowanego Victora Orbana na Węgrzech” - pisze dziennik, twierdząc, że poza tym krajem cała UE zdystansowała się od naszego rządu.

Opozycja bije brawo

Retoryka prezydenta Francji i kanclerz Niemiec znajduje uznanie wśród polityków polskiej opozycji. – Unia Europejska powinna wyznaczyć Polsce ultimatum. Tylko wtedy, gdy instytucje UE są nieugięte, rząd ustąpi – mówił Borys Budka z Platformy Obywatelskiej w wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Die Zeit”. – Panie Budka, to na jakie stanowisko dla siebie już po "wyzwoleniu" Polski przez Niemców Pan liczy? – pytała Krystyna Pawłowicz z PiS na Twitterze.

Z ominięcia Polski przez Macrona podczas wizyty w Europie Środkowej zadowolony był Ryszard Petru. – Z krajami, które prowadzą działania powodujące wyjście z UE, takimi jak Polska i Węgry, się nie rozmawia. To pokazuje jak skuteczna była głupia polityka PiS, np. zerwany kontrakt na Caracale – komentuje lider Nowoczesnej.

Stosunek prezydenta Francji do naszego kraju nie spodobał się w środowisku prawicowych publicystów. – Macron stara się rozbić jedność regionu, stara się przekonać południową Europę, że jeżeli nasza część Europy stanie się tą gorszą, to zysków z tej operacji wystarczy także na to, żeby i południowa Europa na tym się pożywiła. Z kolei na naszej części Europy postawiono krzyżyk i jest teraz tylko pytanie, jak nas obezwładnić – mówił Rafał Ziemkiewicz w rozmowie z PAP.

Artykuł 7 i sankcje dla Polski

Od początku 2016 r. Komisja Europejska prowadzi wobec Polski procedurę praworządności, wielokrotnie ostrzegając rząd PiS, że jest bliska zastosowania art. 7 traktatu o Unii Europejskiej przewidującego sankcje dla Polski.

Do poparcia takiego wniosku potrzeba głosów 22 krajów z 27, bo Polska nie brałaby udziału w takim głosowaniu. Ale już do nałożenia sankcji potrzebna jest jednomyślność wszystkich krajów. Z tym może być jednak ciężko, bowiem Węgry popierają działania polskiego rządu i jest mało prawdopodobne, aby zagłosowali za sankcjami dla Polski.

Trudno wyobrazić sobie, aby przywódcy wszystkich państw Wspólnoty opowiedziały się jednogłośnie za nałożeniem sankcji na Polskę. Wynika z tego więc, że Artykuł 7, o którym co kilka tygodni robi się w mediach głośno, jest jedynie niemal niemożliwym do zrealizowania teoretycznym „straszakiem”, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę pełne poparcie polskiego rządu przez Węgry. Chciałoby się zapytać, czy przedstawiciele państw grożących Polsce sankcjami nie mają większych, realnych problemów u siebie.

RadioZET.pl/PolskaTimes.pl/Newsweek/wPolityce.pl/Gazeta.pl/PAP/strz