Zamknij

Najście likwidatora na "Dziennik Wschodni". Dziennikarze wyrzuceni z budynku

27.02.2021 15:04
Dziennik Wschodni
fot. Krzysztof Radzki/East News

Trwa przejęcie Dziennika Wschodniego. Do redakcji w sobotę z samego rana wszedł likwidator z ochroniarzami. O godz. 6.00 w lokalu wymieniono zamki, dziennikarze nie zostali wpuszczeni do środka. Wewnątrz znajdują się ich laptopy, materiały objęte tajemnicą dziennikarską i rzeczy osobiste. - Do środka dostaliśmy się oknem - relacjonował odwołany dzień wcześniej redaktor naczelny gazety.

O sprawie w sobotę rano napisała m.in. lubelska Gazeta Wyborcza. O sytuacji w redakcji Dziennika Wschodniego alarmowali też w mediach społecznościowych sami dziennikarze, którzy nie zostali wpuszczeni do budynku. W sobotę o godzinie 6.00 rano do redakcji Dziennika Wschodniego wkroczył likwidator spółki wydającej gazetę.

Przypomnijmy, że akurat ten lokalny tytuł nie został przejęty przez PKN Orlen. Państwowa spółka na czele z Danielem Obajtkiem – o którym ostatnio jest bardzo głośno za sprawą afery "taśmy Obajtka", które opublikowała Gazeta Wyborcza - wykupiła łącznie 20 dzienników regionalnych, 120 tygodników i 500 serwisów internetowych.

Jak informują dziennikarze Dziennika Wschodniego, zostali wyrzuceni z budynku przy ul. Maja w Lublinie, w którym znajduje się redakcja. - Nie mogliśmy zabrać ze sobą laptopów, na których znajdują się prywatne wrażliwe dane – powiedział odwołany przez likwidatora redaktor naczelny Dziennika Wschodniego, Krzysztof Wiejak w rozmowie z Wyborczą. Informację o wymianie zamków w lokalu pracownicy redakcji otrzymali w sobotę z samego rana. Nie zostali jednak wpuszczeni. - Jako że jedno z pomieszczeń jest zlokalizowane na parterze, do środka dostaliśmy się oknem – relacjonował Wiejak. Dziennikarze podkreślali wielokrotnie, że w pomieszczeniu znajdują się ich laptopy, rzeczy osobiste, a także wrażliwe dane, objęte m.in. tajemnicą dziennikarską. Do redakcji weszli ochroniarze z mocy likwidatora, którzy od rana uniemożliwiali wstęp do lokalu osobom zatrudnionym w DW.

Najście likwidatora na "Dziennik Wschodni". Dziennikarze wyrzuceni z budynku, w środku zostały ich laptopy i materiały z wrażliwymi danymi

Likwidatorem spółki wydającej Dziennik Wschodni jest Leszek Kukawski. To on o godzinie 9.00 wezwał policję, która usunęła dziennikarzy pracujących w redakcji. - Nie mogliśmy zabrać ze sobą laptopów, dyktafonów, komputerów, na których znajdują się prywatne wrażliwe dane bezpośrednio związane z obowiązującą nas tajemnicą dziennikarską – kontynuował Wiejak w rozmowie z Wyborczą.

Ponadto już na miejscu dziennikarze dowiedzieli się, że dzień wcześniej Kukawski odwołał Wiejaka z funkcji redaktora naczelnego, a na jego miejsce powołał Pawła Puzia, który na łamach DW pisze m.in. o motoryzacji. Paweł Puzio w sobotę rano pojawił się w redakcji, reszty pracowników nie wpuszczono.

Sytuacja jest szeroko komentowana przez dziennikarzy w mediach społecznościowych. "To, co się dzieje w Dzienniku Wschodnim w głowie się nie mieści. To była moja pierwsza redakcja w życiu. Dziś jest tam likwidator. Sytuacja kosmicznie skomplikowana. Tak to jest, gdy za media biorą się ci, którzy o nich pojęcia nie mają" – pisze Karolina Baca-Pogorzelska. "Zespół Dziennika Wschodniego w Lublinie podpadł głównemu udziałowcowi w spółce wydającej gazetę, więc główny udziałowiec - deweloper - postanowił gazetę zaorać" – komentuje Marek Chądzyński z Newsweeka. "Najście likwidatora z ochroniarzami na redakcję Dziennika Wschodniego. Tak się kończy wydawanie gazet przez deweloperów. Do redakcji nie mogą wejść dziennikarze, za to są w niej ochroniarze. Konflikt zaczął się od tego, że red. opisywała, jak chcą zabetonować urokliwe miejsce" – ocenił Mariusz Kowalczyk z Dziennika Gazeta Prawna

Sprawę opisał również aktywista Bart Staszewski. "W Lublinie właśnie trwa przejęcie Dziennika Wschodniego. Rano pracownicy firmy ochroniarskiej wynajętej przez likwidatora zablokowali pomieszczenia i wymienili zamki w drzwiach. Dziennik Wschodni pisał krytycznie o działaniach firmy deweloperskiej dewastującej tereny zielone w mieście. Właściciel firmy wykupił gazetę i zwolnił jej zespół. Pracownicy stoją pod drzwiami domagając się dostępu do rzeczy osobistych i komputerów. Policja na usługach dewelopera wynosi dziennikarzy z redakcji" – napisał na Facebooku. W sieci znalazła się również transmisja wideo z najścia ochroniarzy na redakcję.

Dziennikarze lubelskiej Gazety Wyborczej skontaktowali się z likwidatorem Leszkiem Kukawskim, który potwierdził, że zamki z samego rana wymieniono na jego polecenie. - Wielokrotnie zwracałem się do szefostwa redakcji Dziennika Wschodniego o wydanie mi dokumentów, dzięki którym mógłbym wypłacić dziennikarzom i redaktorom pensję za luty i odprowadzić podatki do skarbu państwa. Niestety, nie otrzymałem dokumentów. Dlatego w czwartek poinformowałem policję o zamiarze dostania się do siedziby redakcji poprzez wymienienie zamków w drzwiach – twierdzi w rozmowie z Wyborczą Kukawski.

Dodał, że „wchodząc do redakcji, interesowały nas tylko i wyłącznie dokumenty, dzięki którym dziennikarze i redaktorzy między 6 a 10 marca otrzymają lutowe pensje, a urzędy skarbu państwa podatki”. Dodatkowo skwitował, że zamki wymienił w sobotę o 6.00 rano "ze względów logistycznych".

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

RadioZET.pl/Twitter//Radio Lublin/Gazeta Wyborcza