Zamknij

Nauka zdalna aż do marca? "Ale nie dla maturzystów i ósmoklasistów"

27.01.2022 08:52

Dziś (27 stycznia) pierwszy dzień nauki zdalnej dla szkół średnich i dzieci z klas 5-8 z podstawówek. Nauczyciele zgłaszają jednak szereg wątpliwości i pytają: skąd pomysł, by klasy czwarte przychodziły do szkoły, co z maturzystami i ósmoklasistami, którzy już niedługo będą pisać ważne egzaminy, a przede wszystkim dlaczego nauka zdalna została wprowadzona tak późno.

Lekcje zdalne
fot. Anna Golaszewska/East News

W SP nr 1 w Łodzi w czwartek na lekcje przyszły tylko dwie klasy: jedna trzecia i jedna czwarta. Pozostali, którzy nawet mogli przyjść, od początku tygodnia są na kwarantannie – dokładnie 174 osoby.  - Tak jest w wielu szkołach – mówi Magdalena Prokaryn-Dynarska, dyrektorka SP nr 1.

Przypomina też, jak wyglądały ostatnie miesiące: - Wrzesień był tragiczny, przeszliśmy całą szkołą na zdalne nauczanie. W październiku, listopadzie mieliśmy spokój, a od połowy stycznia mamy powtórkę z początku semestru. Niektórzy uczniowie tydzień chodzili, potem lądowali na zdalnym, wracali, znów musiałam ich odesłać na zdalne. Chaos – podsumowuje.

Posłuchaj podcastu

Ministerstwo Edukacji i Nauki długo utrzymywało jednak, że system, który obowiązuje, czyli nauka stacjonarna, a w razie zakażeń przejście konkretnej klasy lub szkoły na lekcje zdalne, jest optymalny. We wtorek, 25 stycznia, minister edukacji Przemysław Czarnek zmienił jednak retorykę i wieczorem ogłosił, że uczniowie - przynajmniej niektórzy - przejdą na lekcje zdalne.

Nauka zdalna z dnia na dzień i bez klas czwartych

Część rodziców, nauczycieli, dyrektorów wyraźnie odetchnęła i pytała jedynie: dlaczego tak późno. - Zresztą widać to było po frekwencji w szkole. Część rodziców wcześniej sama zdecydowała, że dzieci zostają w domach, chroniąc się przed ewentualną kwarantanną na ferie. Dobrze, że taką odgórną decyzję podjęto, lepiej później niż wcale, ale powinna być już tydzień przed feriami - stwierdza Paweł Maślej, dyrektor SP nr 5 w Krakowie. Małopolska jest w pierwszej turze ferii zimowych, więc dzieci rozpoczęły tu odpoczynek 17 stycznia, a skończą 30 stycznia. I te ferie mocno też pomogły tutejszym szkołom podstawowym.

MEiN zdecydowało się podstawówki „podzielić na pół”, to znaczy” klasy 1-4 wciąż przychodzą normalnie na lekcje, a 4-8 i całe szkoły ponadpodstawowe uczą się z domu. Problem w tym, że większość nauczycieli, która uczy w klasach czwartych (te zostały w szkole), ma też lekcje z klasami starszymi (te zostały w domu na nauce online). - To ewidentny problem, rozdział 1-3, 4-8 jest bezpieczny, a tak jest to organizacyjnie trudne do wykonania. Dziwię się, że tak zdecydowano – krytykuje ostrożnie dyrektor SP nr 5, ale jak sam stwierdził jest w miarę w komfortowej sytuacji, bo w Małopolsce ze względu na ferie przeorganizowanie pracy szkoły dotyczy dopiero poniedziałku.

Tempo wprowadzania zmian to drugie wyzwanie przed jakim stanęły szkoły. Minister Czarnek ogłosił zmiany we wtorek przed godz. 19 na konferencji prasowej z zastrzeżeniem, że mają obowiązywać już od czwartku. W dodatku jeszcze parę dni wcześniej przekonywał, że dzieci dalej będą chodzić do szkoły, więc nic nie zapowiadało innej decyzji. - Konferencja prasowa to jedno, a źródło prawa to drugie – dodaje Maślej. Rozporządzenie, na podstawie którego dyrektorzy mogli zmienić tryb pracy, pojawiło się w środę w południe, czyli tak naprawdę czasu było jeszcze mniej.

W czwartek w SP nr 1 w Łodzi nauczyciele i tak w większości stawili się więc w szkole i stąd prowadzą lekcje - i stacjonarne dla klas czwartych, i zdalne dla starszych. - W pojedynczych przypadkach może się uda, że nauczyciel najpierw będzie miał zajęcia na żywo, a potem pojedzie do domu i stamtąd będzie miał już lekcje online – zapowiada dyrektorka. Zastrzega jednak, że trzeba było zorganizować pracę pod kątem dzieci, nauczyciele musieli się dostosować. - Nie jestem w stanie ruszyć planu lekcji – tłumaczy. Chodzi tu też o sam czas trwania lekcji. Te zdalne są 30-minutowe, żeby uczniowie nie spędzali tyle czasu przed komputerami. Ze względu na czwartoklasistów uczących się stacjonarnie, nie można poprzesuwać lekcji, więc przerwy są dłuższe, a lekcje kończą się tak jak dotychczas.

- Jesteśmy szkoła sportową, więc u nas trzeba jeszcze wpleść w to treningi – dodaje Paweł Maślej z krakowskiej podstawówki. Np. dzieci po zajęciach na basenie muszą mieć czas, żeby wrócić do domu i zalogować się na lekcje, albo w drugą stronę – z lekcji dojechać na trening. - To dodatkowa trudność – tłumaczy dyrektor.

Szkoły zamknięte do marca?

Za kilka miesięcy, w maju, maturzyści podejdą do egzaminu dojrzałości, a ósmoklasiści do egzaminów na koniec podstawówki. - Co z tymi uczniami? - pytają jeszcze nauczyciele. Ich zdaniem to te klasy powinny zostać w szkołach na nauce stacjonarnej. Zamiast czwartoklasistów. -  Klasy ósme są w 75 proc. zaszczepione, najmniejszy odsetek szczepień jest wśród młodszych dzieci. Skoro tak chcemy dzielić szkoły na pół, to byłoby mądrzejsze, by czwarte zostały w domach, a ósme przychodziły – stwierdza Prokaryn-Dynarska.

Podobnego zdania jest Janusz Brzozowski, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Łodzi. Zresztą sami maturzyści mu to sygnalizowali. - Jeśli klasa była kierowana na naukę zdalną, to uczniowie zaszczepieni mogli przychodzić do szkoły, bo nie podlegali kwarantannie. Prowadziłem więc zajęcia hybrydowo. Zastanawiałem się, czy uczniowie rzeczywiście będą z tego korzystać, ale przychodzili - opowiada dyrektor. Jego zdaniem zdają sobie sprawę z tego, że do matury mają coraz mniej czasu, a w bezpośrednim kontakcie uczą się lepiej. Podobnie jest w wypadku ósmoklasistów.

- Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – stwierdza dyrektorka SP nr 1. Do tej pory jeśli młodsze dzieci, w tym czwartoklasiści, nie chodziły do szkoły to rodzice mieli wypłacany zasiłek, by zostać w domu i zająć się dziećmi.

Nauka zdalna dla klas 5-8, liceów, techników i branżówek ma potrwać do końca ostatniej tury ferii, czyli do 27 lutego. - Lekcje zdalne powinny być jeszcze przez tydzień, dwa po feriach, czyli jeszcze w marcu – mówi Prokaryn-Dynarska. - Nie mamy zakazu przemieszczania się, obawiam się, że jak dzieci wrócą z ferii, z wyjazdów to po tygodniu zacznie się kolejna fala zakażeń w szkołach i wysyłania na kwarantanny – dodaje dyrektorka. Podobnie zresztą było po przedłużonej przerwie świąteczno-noworocznej.

W wypadku przedszkoli nic się nie zmieniło, zostały przy pracy stacjonarnej.

loader

RadioZET.pl