Zamknij

Dziennikarskie śledztwo Radia ZET. Przeciek w CBA zatuszowany. Afera starachowicka bis?

Redakcja
24.04.2018 13:34
CBA
fot. Bartosz Krupa/East News

W CBA zatuszowano przeciek o tajnej operacji Biura - twierdzi jeden z byłych szefów Biura. Do przecieku doszło, kiedy CBA rozpracowywało współpracownika znanej posłanki PiS. Dyrektor delegatury Biura w Lublinie po tym, jak wykrył i ujawnił przeciek, został zwolniony. To afera starachowicka bis - ocenia były szef CBA i wskazuje, że mogło dojść do zagrożenia życia prowadzących operację. CBA odpowiada Radiu ZET, że nie znalazło podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Ujawniany efekt dziennikarskiego śledztwa Radia ZET.

Dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski ustalił, jak doszło do przecieku, dotarł też do listu potwierdzającego fakty, który były dyrektor lubelskiej delegatury Tomasz G. wysłał do Jarosława Kaczyńskiego.

"Nie jestem sfrustrowanym utratą stanowiska, zwolennikiem poprzedniej władzy. (...) W czasie, gdy pełniłem funkcję dyrektora (...), jedyną gazetą prenumerowaną przez tę instytucję, była "Gazeta Polska Codziennie". Nie potrafię się jednak zgodzić z tolerowaniem, a nawet swoistym wynagradzaniem zachowań, które nie tylko nie przystoją funkcjonariuszom służby specjalnej, ale stanowią najgorszy rodzaj przestępstwa, jakiego funkcjonariusz może się dopuścić" - napisał Tomasz G. do prezesa PiS.

W swoim liście ujawnił, że 10 grudnia 2015 roku powiadomił szefa CBA Ernesta Bejdę o uzasadnionym podejrzeniu, że jeden z funkcjonariuszy ostrzegł osobę, wobec której prowadzono tajną operację. Mimo zebrania mocnych dowodów wobec funkcjonariusza nie wszczęto postępowania dyscyplinarnego, a tylko wyjaśniające, które miało zadziwiający przebieg. Jak relacjonuje Tomasz G., wezwano funkcjonariusza i zapoznano go z podejrzeniami kierowanymi wobec niego.

"Nawet funkcjonariusz z jednomiesięcznym stażem służby wie, że ta czynność powinna zostać wykonana po zebraniu pełnego materiału dowodowego" - napisał były szef delegatury CBA.

Dalej sprawy obrały całkowicie odmienny obrót. Funkcjonariusz otrzymał 2,5 tysiąca podwyżki i premię, którą Ernest Bejda przyznał mu z innej puli niż ta, którą przekazano na nagrody w lubelskiej delegaturze. Sam dyrektor Tomasz G. został 11 stycznia 2016 roku zwolniony. Kilka tygodni później osoba, która była rozpracowywana w tej operacji CBA, została prezesem jednej ze spółek Skarbu Państwa. "Niewykluczone, że najważniejszy warunek takiego powołania, to wieloletnia znajomość z prominentną lubelską panią poseł" - można przeczytać w liście Tomasza G. do prezesa Kaczyńskiego. 

Dotarliśmy do byłego dyrektora CBA Tomasza G. "Potwierdzam wysłanie pisma, w którym zawiadomiłem o przecieku z akcji. Szczegółów nie mogę ujawnić" - mówi dziennikarzowi Radia ZET. Dodaje, że na list wysłany do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego od października 2016 roku nie otrzymał odpowiedzi.

W wyniku dziennikarskiego śledztwa udało się ustalić, że podejrzewany o przeciek funkcjonariusz miał dowiedzieć się o tajnej operacji Biura prowadzonej wobec współpracownika jednej z posłanek PiS i ostrzec go o tym, że jest podsłuchiwany. Radio ZET ustaliło, że funkcjonariusz o operacji miał dowiedzieć się z materiałów operacyjnych, na czytaniu których został nakryty w kancelarii tajnej. Działania operacyjne wykazały, że spotkał się później ze współpracownikiem posłanki PiS, który był objęty tajną operacją CBA, i ostrzegł go o podsłuchach. Śledztwo CBA po tych zdarzeniach utknęło w martwym punkcie.

Dyrektor lubelskiej delegatury w liście do prezesa przyznaje, że został w sprawie przecieku przesłuchany przez p.o. dyrektora Biura Kontroli Spraw Wewnętrznych. "Po tej relacji stwierdził [on], że nie ma wątpliwości co do popełnienia przez funkcjonariusza przedmiotowego czynu oraz że w przeszłości prowadził dwa podobne postępowania, gdzie dowody były mniej oczywiste, a mimo to zakończyły się stwierdzeniem winy funkcjonariuszy” - napisał. 
Były szef CBA Paweł Wojtunik ocenia całą sprawę jako skandal i drugą aferę starachowicką z tą różnicą, że chodzi o ostrzeżenie ludzi polityki, a nie gangsterów. "To przypomina przeciek w aferze starachowickiej. Mogło dojść do zagrożenia życia funkcjonariuszy prowadzących operację" - mówi Radiu ZET Wojtunik.

Podobnego zdania jest były szef MSWiA Marek Biernacki, obecnie zasiadający w speckomisji. "Jeśli ta sprawa nie trafiła do prokuratury, to skandal, zdrada funkcjonariuszy i zdrada systemu państwa. Złamanie tajemnicy postępowań bieżących to poważne przestępstwo" - mówi Radiu ZET. Przyznaje, że porównanie do afery starachowickiej jest jak najbardziej zasadne. "To najgorsze z możliwych przestępstw, czyli zdrada funkcjonariusza. Zdrady dokonują też osoby, które nadzorują te służby, bo nie wyciągają konsekwencji, nie wszczynają określonych procedur.W takim przypadku powinno być wszczęte postępowanie prokuratorskie. Ta sprawa powinna zostać wyjaśniona na posiedzeniu komisji do spraw służb specjalnych albo na tajnym posiedzeniu Sejmu, ponieważ zawiodło państwo" - dodaje.

CBA zapewnia, że postępowanie wewnętrzne w lubelskiej delegaturze CBA nie dało podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.

Odpowiedź Centralnego Biura Antykorupcyjnego:

"Informacje pozyskane z CBA dowodzą, że w lubelskiej delegaturze CBA nie doszło do przecieku informacji, o którym Pan pisze. Jednocześnie informuję, że opisywana przez Pana redaktora sprawa była wyjaśniana w ramach postępowania wewnętrznego, wszczętego pod koniec 2015 roku. Postępowanie to nie dało podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, a tym bardziej nie wykazało, by doszło do przestępstwa.
Analiza działań CBA w ostatnich latach pozwoliła wskazać na przypadki podejrzenia ujawnienia osobom nieuprawnionych informacji chronionych. Przypadki takie miały miejsce w czasie, gdy szefem CBA był Paweł Wojtunik. Minister Ernest Bejda skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw. O wynikach działań prokuratury w sygnalizowanych sprawach będziemy informować w odpowiednim czasie. Pragnę jednak zwrócić uwagę Pana Redaktora na fakt, iż w tych sprawach, w odróżnieniu od opisywanego przez Pana redaktora przypadku z Lublina, kierownictwo CBA sprawę skierowało do prokuratury.
[...] Pan Redaktor może być wprowadzany w błąd przez osoby z byłego kierownictwa CBA, które chcą szkodzić obecnemu Szefostwu Biura oraz Ministrowi Koordynatorowi Służb Specjalnych".

Radio ZET/Mariusz Gierszewski