Polak powstrzymał zamachowca ze Strasburga. "Inaczej doszłoby do masakry"
Bartosz Niedzielski, ciężko ranny Polak po strzelaninie w Strasburgu, próbował powstrzymać zamachowca - wynika z relacji jego znajomych. Gdyby nie szybka reakcja Niedzielski i jego włoskiego przyjaciela, we wtorek mogłoby zginać znacznie więcej osób.
Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku
Do tragicznych wydarzeń doszło 11 grudnia w samym centrum Strasburga.
– Tamtego dnia Bartek poszedł na koncert do jednego z klubów. Jeszcze zanim koncert się rozpoczął, Bartek razem ze znajomym dziennikarzem z Włoch i dwoma muzykami stali przed wejściem. Wyszli zapalić. Wtedy zobaczyli zamachowca z bronią – relacjonowali Renata i Bogusław Bojczukowie, mieszkający w Strasburgu znajomi Bartosza, z którymi rozmawiali dziennikarze "Gazety Wyborczej".
Napastnik ze Strasburga zastrzelony przez policjęOkazało się, że interwencja Polaka i Włocha powstrzymała zamachowca.
- Od świadków wiemy, że rzucili się, żeby go powstrzymać. Dzięki nim drzwi zostały zamknięte, sprawca nie wszedł do środka. Inaczej doszłoby do masakry. Byłoby jak w paryskim klubie Bataclan, gdzie terroryści strzelali do ludzi jak do kaczek - dodali przyjaciele Niedzielskiego.
Bartosz ze swoim kolegą trafił do szpitala. Lekarzom nie udało się uratować Włocha. Polak nadal jest w stanie krytycznym. - Ma ranę postrzałową głowy. Walczy o życie – dodają Bojczukowie.
We wtorkowej strzelaninie zginęły trzy osoby, a 12 zostało rannych. Zamachowiec został zabity przez policjantów w czwartek. Do ataku przyznało się tzw. Państwo Islamskie.
Pani Renata powiedziała, że poznała Bartosza, gdy szukała opiekunki do dziecka. - Zależało mi, żeby był to ktoś mówiący po polsku. Okazało się, że Bartek jest osobą znaną w tutejszej Polonii, kilka osób mi go poleciło. I tak się poznaliśmy. Przez pewien czas zajmował się moim dzieckiem i zaprzyjaźniliśmy się – zaznaczyła.
- Mam wrażenie, że Bartka wszyscy w Strasburgu znali, wszędzie było go pełno. Dwadzieścia lat temu przyjechał tu z Katowic z mamą. Współpracował z Parlamentem Europejskim, był tam przewodnikiem. Oprowadzał wycieczki po mieście. Pracował jako dziennikarz w lokalnych mediach, tańczył w zespole, śpiewał w chórze, organizował Festiwal Komiksu. Był aktywną osobą, otwartą na nowe pomysły, znajomości - wspominał pan Bogusław w rozmowie z "Wyborczą".
- Przy Bartku czuwa jego mama. Co pewien czas idę do szpitala. Zdaję sobie sprawę, że w sprawie Bartka pozostaje jedynie modlitwa o cud - przyznała pani Renata.
W piątek w warunkach wzmocnionych środków bezpieczeństwa ponownie otwarto słynny jarmark świąteczny, w pobliżu którego doszło do strzelaniny. Setki osób zgromadziły się w niedzielę przed południem w centrum Strasburga, żeby oddać hołd ofiarom wtorkowego ataku.
RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/PAP/PTD
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET