Padła data inwazji na Ukrainę. Zaskakująca reakcja ambasadora Rosji przy UE
Brytyjskie media opublikowały możliwą datę inwazji na Ukrainę. Według "The Sun" miałoby do niej dojść w środę, 16 lutego. Doniesienia te skomentował w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Welt" stały przedstawiciel Rosji przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow. - W najbliższą środę nie będzie ataku - oświadczył. Dodał, że nie będzie też "żadnej eskalacji" w przyszłym i kolejnym tygodniu oraz w przyszłym miesiącu.
Dziennik „The Sun” podawał, że Rosja może zaatakować Ukrainę w nocy z wtorku na środę. Według wcześniejszych doniesień z kolei inwazja miałaby się rozpocząć przed zakończeniem zimowych igrzysk w Pekinie (trwają do 20 lutego - red.). - Wojny w Europie rzadko zaczynają się w środy - ironizował w rozmowie z niemieckim dziennikiem "Die Welt" rosyjski ambasador przy Unii, odpowiadając na pytanie, czy jego kraj zaatakuje Ukrainę w środę (16 lutego).
Być może nie jest to wystarczająca gwarancja, ale zapewniam, że jeśli chodzi o Rosję, to w najbliższą środę nie będzie ataku. Nie będzie też żadnej eskalacji w przyszłym tygodniu, po tym tygodniu, czy w przyszłym miesiącu. Co więcej, jeśli nasi partnerzy w końcu wysłuchają naszych uzasadnionych obaw, to nie trzeba będzie długo czekać na proces odprężenia.
- Jest to w interesie wszystkich Europejczyków od Lizbony po Władywostok, a także wszystkich innych narodów świata - przekonywał ambasador, domagając się jednocześnie dowodów na to, że Rosja ma zaatakować Ukrainę w środę.
Atak na Ukrainę? Ambasador Rosji przy UE: "Gdzie te dowody?"
- Jeśli wysuwasz oskarżenia – zwłaszcza tak bardzo poważne oskarżenia przeciwko Rosji – ciąży na tobie odpowiedzialność dostarczenia dowodów. W przeciwnym razie jest to oszczerstwo. Tego uczy tradycja prawna, na której opiera się cywilizacja europejska. Gdzie są zatem te dowody? Wydaje się, że w tym samym miejscu co prawo międzynarodowe - zapomniane i wyparte przez osławiony "ład światowy oparty na zasadach". Rosja już wielokrotnie w swojej historii pokazała, jakie konsekwencje czekają tych, którzy chcą narzucić jej swój "nowy porządek" - ostrzegł Czyżow.
We wtorek media cytowały z kolei wywiad ambasadora Rosji przy UE w dzienniku "Guardian". Jak podkreślał, Rosja nie dokona inwazji, chyba że zostanie sprowokowana. - Jeśli Ukraińcy rozpoczną atak przeciw Rosji, nie powinniście być zdziwieni, że odpowiemy. Albo jeśli np. zaczną zabijać rosyjskich obywateli gdziekolwiek, np. w Donbasie – przekazał.
Kreml konsekwentnie zaprzecza, aby planował inwazję na Ukrainę. Tymczasem sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział w środę, że Rosja rozbudowuje wojska wokół Ukrainy, mimo że Moskwa ogłosiła wycofanie kolejnych sił. - Słyszymy, że Moskwa jest gotowa do kontynuowania wysiłków dyplomatycznych, ale jak dotąd nie widzieliśmy żadnej deeskalacji w terenie – powiedział.
Wcześniej "The Sun" informował, że rosyjska inwazja na Ukrainę ma rozpocząć się "ogromnym atakiem rakietowym" w nocy z 15 na 16 lutego o godz. 2:00 czasu polskiego. Dziennik miał się powoływać na informacje z amerykańskiego wywiadu. Rosja kpi z doniesień zachodnich mediów. "Chciałabym zapytać, czy amerykańskie i brytyjskie źródła dezinformacji mogłyby opublikować kalendarz naszych przyszłych inwazji na ten rok? Chciałabym zaplanować sobie wakacje" - ironizowała w mediach społecznościowych Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ.
RadioZET.pl/PAP - Artur Ciechanowicz
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET