Zamknij

Wojna na Ukrainie nieunikniona? "Jest dobry humor, czekamy na nich"

25.01.2022 16:23
Jurij z Odessy
fot. Radio ZET

"Dzwonię do kolegów z wojska i pytam o nastroje. Odpowiadają: nie ma stresu, jest dobry humor, czekamy na nich" – opowiada w rozmowie z Maciejem Bąkiem Jurij Zabijaka, współprzewodniczący Gdańskiej Rady Imigrantów i Imigrantek.

Jurij pochodzi z Odessy, pracuje jako nauczyciel w jednej z gdańskich szkół, prowadzi też portal „Nasza Polsza” i działa w Związku Ukraińców w Polsce. Rozmawiamy o tym jakie nastroje panują wokół coraz gęstszej atmosfery wywołanej przez eskalację napięć ze strony Rosji.

Maciej Bąk, Radio ZET: Jeszcze kilka tygodni temu o najeździe Rosji na Ukrainę mówiło się raczej jako o plotce. Czy dziś, gdy po drodze tyle się wydarzyło, czujecie już że wojna jest jednak nieunikniona?

Jurij Zabijaka: Powiem tak – wśród Ukraińców w Polsce ten temat jest rzadko poruszany. Wszyscy są skoncentrowani na zarobkach i tyle. Ale często kontaktuję się z moimi kolegami z Odessy, skąd pochodzę, sam byłem tam w wojsku. No i ostatnio zapytałem chłopaków: jak nastrój? Odpowiedzieli: nie stresujemy się, nie boimy, mamy dobry humor, niech przyjdą, nie wystarczy nam ziemi żeby ich wszystkich zakopać! Więc nastroje są optymistyczne – to po pierwsze. A po drugie pamiętajmy, że my już od ośmiu lat żyjemy w takiej sytuacji. Stąd bierze się ten brak stresu.

Ale nie jest trochę tak, że taki dobry humor służy po prostu polepszaniu sobie nastroju w obliczu jednak trudnej sytuacji? Jednak liczba wojsk rosyjskich przy waszej granicy jest imponująca…

To prawda, że sytuacja jest poważna. Podam przykład: jakieś 2-3 miesiące temu prezydent Zełenski wydał taki przepis, że wszystkie kobiety pracujące w branżach mających coś wspólnego z wojskiem (na przykład specjalistki IT czy dziennikarki!, nie mówiąc już o pielęgniarkach) muszą obowiązkowo zostać zarejestrowane, by w przypadku inwazji również służyły w wojsku.

Mówisz, że temat rzadko pojawia się w środowisku Ukraińców w Polsce. A przecież każdy ma swoich bliskich, przyjaciół, rodziny żyjących w ojczyźnie. Na pewno martwią się o ich los.

Oczywiście, że każdy ma tam swoje rodziny. Ale trzeba tu każdy przypadek traktować indywidualnie. Trudno mi wypowiadać się za wszystkich Ukraińców. Ale kiedy ja o to pytam, to jakby unikają oni tego tematu. Dlaczego? Trudno powiedzieć.

Jeżeli dojdzie do konfliktu w jakiejś formie, to czego możemy się spodziewać? Masowych powrotów ludzi na Ukrainę, by bronić swojego kraju? Czy może odwrotnie – ucieczek z Ukrainy i szukania schronienia w Polsce?

Ciekawe pytanie. Ja nie słyszałem tu od Ukraińców mieszkających w Polsce, że w przypadku inwazji chcieliby wrócić i bronić swojego kraju. Natomiast w sieciach społecznościowych zauważyłem, że Ukraińcy zaczęli mocniej interesować się tematem Polski. Więc jeśli już coś ma się zadziać, to raczej jakaś ilość Ukraińców przyjedzie po prostu na zachód.

Wiele tu zależy od tego jaką formę przybierze ten konflikt. W przypadku inwazji ta fala migracyjna może być ogromna…

Tak, natomiast myślę, że w przypadku inwazji granice ukraińskie będą po prostu zamknięte od strony Ukrainy. I ci, którzy wyjadą wcześniej, opuszczą kraj, a pozostali już nie. Kiedy zacznie się stan wojenny już nic nie zrobisz.

Mówi się, że te 8 lat bycia w stanie permanentnej wojny mocno zjednoczyło naród ukraiński. Również przeciw Rosji.

Na pewno społeczeństwo zmieniło się przez te osiem lat. Zmieniło się też ukraińskie wojsko. I myślę, że jest ono gotowe do tej walki. Natomiast temat jest bardzo skomplikowany i osobiście spodziewam się, że ostatecznie z tej inwazji nic nie będzie. Wojna zmieniła się, teraz jest bardziej hybrydowa i informacyjna. Często nie ma sensu puszczać tylu czołgów, poświęcać tylu ludzkich żyć. Więc na swój sposób ta wojna już trwa, zresztą trwa już 8 lat i Ukraina walczy w niej z sukcesami.

Furorę robi taki krótki film wypuszczony przez ukraińskie władze pokazujący kim są żołnierze walczący na froncie. To często nie są zawodowcy – jeden mówi że jest taksówkarzem, inny że informatykiem, jeden mówi że jest ojcem, inny że synem. Macie więc nie tylko armię zawodowców, ale też bardzo wielu ochotników.

To się zaczęło od okupacji Krymu i wojny w Donbasie. Wtedy ukraińskie wojsko przeszło taką wielką reformę. Przejęło standardy NATO. W tym czasie na przykład zmieniły się pensje żołnierzy, zaczęły to być całkiem ciekawe kwoty i po prostu dużo ludzi się zgłosiło do wojska. Po prostu był z tego zysk. Ale warunek był taki: jeśli przychodzisz do ukraińskiego wojska, musisz pojechać na przykład na pół roku, ewentualnie trzy miesiące na Donbas. I oczywiście nie wiadomo było jak takie coś się skończy, ale dużo ludzi jechało. I wciąż jeździ.

Jak słucham tego co mówisz, to wyczuwam sygnał mówiący: nie panikujmy, jakoś sobie poradzimy.

I taki też przekaz płynie z ukraińskich mediów: trzeba, to idziemy bronić Ukrainy!

RadioZET.pl

C