`

Ładują elektryki i płacą za prąd, którego nie pobrali. Błędy w 31 proc. przypadków

3 min. czytania
05.03.2026 16:55
Obserwuj nas na Google

Niezależne inspekcje w Wielkiej Brytanii wykazały, że ponad 31 proc. ładowarek aut elektrycznych podaje nieprawidłowe odczyty dot. energii, która trafia do aut. Wartości są zawyżane lub zaniżane, co znaczy, że niektórzy kierowcy mogą płacić za prąd, który nie został pobrany, podczas gdy inni — płacą mniej niż powinni.

stacja ładowania aut elektrycznych
fot. Adam Burakowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego stacje ładowania pojazdów elektrycznych bywają nieprecyzyjne w swoich odczytach.
  • Jakie są główne błędy związane z działaniem stacji ładowania elektryków w Polsce.
  • Które instytucje w Polsce odpowiadają za kontrolę stacji ładowania i z jaką skutecznością.
  • Co wspólnego mają polskie regulacje z dyrektywą MID dotyczącą stacji ładowania.

Ładują elektryki i płacą za pąd, którego nie pobrali

Kierowcy samochodów spalinowych od lat zadają sobie pytanie, czy dystrybutor na stacji paliw na pewno pokazuje prawdę. Wątpliwości dotyczące jakości paliwa czy dokładności odmierzanej ilości benzyny lub oleju napędowego wracają regularnie. Wraz z popularyzacją aut elektrycznych podobne pytania zaczynają dotyczyć także właścicieli aut elektrycznych. Skoro rozliczenie odbywa się na podstawie wskazań licznika energii w stacji ładowania, to czy kierowca ma pewność, że płaci dokładnie za tyle kilowatogodzin, ile faktycznie trafiło do jego baterii? Właśnie na taki problem wskazują najnowsze brytyjskie doniesienia. 

Redakcja poleca

Przegląd publicznych punktów ładowania, przeprowadzony przez EVCI Global, niezależną firmę, zajmującą się monitorowaniem stacji zasilania pojazdów elektrycznych, wykazał, że prawie co trzecia z nich podawała klientom nieprawidłowe odczyty. To oznaczało, że do akumulatorów pojazdów trafiało mniej lub więcej energii elektrycznej, niż sugerowały urządzenia. Dotyczyło to 31,5 proc. zbadanych punktów.

Stacja ładowania elektryków zawyżała wartość o 37 proc.

Około 15 proc. przetestowanych ładowarek wykazało błędy przekraczające pięć procent, a w przypadku niewielkiej liczby odnotowano "znacznie większe odchylenia" od prawidłowych wartości. Co istotniejsze, w raporcie stwierdzono, że niedokładność pomiarów "narażała kierowców pojazdów elektrycznych na większe ryzyko finansowe" niż tych, którzy tankowali tradycyjne samochody benzyną i olejem napędowym.

Redakcja poleca

Dane, opublikowane m.in. przez The Telegraph, wskazują, że trzy na dziesięć punktów nie mieściło się w limicie "maksymalnego dopuszczalnego błędu" dla liczników. Margines ten wynosi całkiem poro, bo około 2 proc. Szef EVCI w ww. serwisie wskazał, że jeden z dystrybutorów przekraczał margines błędu o 37 proc. (!).

Kto odpowiada za dokładność wskazań liczników w Polsce?

Z informacji przekazanych portalowi Radia ZET przez Martę Stawierej-Radłowską z Urząd Dozoru Technicznego wynika, że w Polsce nie są prowadzone badania stricte pod kątem prawidłowości odczytów. 

"Zgodnie z ustawą z dnia 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych, Urząd Dozoru Technicznego przeprowadza badania techniczne związane z zapewnieniem bezpieczeństwa eksploatacji stacji i punków ładowania. Zakres tych badań obejmuje w szczególności:

  • weryfikację spełnienia wymagań technicznych i eksploatacyjnych określonych w przepisach oraz dokumentacji producenta,
  • kontrolę poprawności działania zabezpieczeń elektrycznych, w tym środków ochrony przeciwporażeniowej,
  • sprawdzenie zgodności oznakowania, dostępności i warunków użytkowania" - przekazano nam w komunikacie.
Redakcja poleca

UDT wylicza, że częstotliwość przeprowadzanych badań w ciągu ostatnich la znacząco wzrosła. Podczas gdy w 2020 było ich 627, już w 2025 - 2148. Dotyczy to łącznie 7269 stacji ogólnodostępnych w Polsce. Co ciekawe, w 2025 roku aż 194 stacje, w których stwierdzono nieprawidłowości, po badaniach uzyskało opinię negatywną.

Najczęstsze błędy wykrywane przez UDT, dotyczą m.in.

  • braków formalnych, np. zgodności dokumentacji technicznej ze stanem faktycznym (np. przedstawienie protokołów z pomiarów elektrycznych, które fizycznie nie były wykonywane),
  • braków związanych z bezpieczeństwem (brak awaryjnego wyłącznika, brak zabezpieczeń przed uszkodzeniem mechanicznym, brak ciągłości przewodów ochronnych, uszkodzenia złącz, a nawet niespełnienie wymogów ochrony przeciwpożarowej)
  • problemów montażowych, takich jak instalacja ładowarki niezgodnie z instrukcją.
Redakcja poleca

Należy podkreślić, że wszystkie stacje w Polsce muszą być zgodne z Rozporządzeniem Ministra Energii z 26.06.2019 roku nt. wymagań technicznych dla stacji ładowania, dyrektywą MID 2014/32/EU (obowiązuje w całej UE) oraz normami metrologicznymi m.in. PN-EN 50470-3 oraz PN-EN IEC 62053.

— W Polsce zgodnością wskazań zajmuje się dostawca usług ładowania. W praktyce z prądem wcale nie jest tak łatwo, jak np. z benzyną. W każdym przypadku trzeba by to po prostu mierzyć. Jednak te wahania, jeśli są, to są bardzo niewielkie, więc przy takim ładowaniu za 12-15 zł to może kilkanaście groszy — mówi nam anonimowo pracownik firmy produkującej stacje ładowania elektryków w Polsce. Dodaje jednak, że być może są nieuczciwi sprzedawcy, którym na właściwych wskazaniach niekoniecznie zależy.

Warto wspomnieć choćby o tym, że np. w Niemczech normy z dyrektywy MID uznawane są za niewystarczające w celu właściwej ochrony przed manipulacjami.

Źródło: Radio ZET/dailymail.co.uk/Biuro prasowe UDT/carscoops.com/evb.com

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET