Masowe zwolnienia u giganta. Pracę straci ponad 700 osób
Cios w serce śląskiej motoryzacji. Koncern Stellantis ogłosił zwolnienia grupowe w fabryce w Tychach, które obejmą ponad 700 osób. Nieoficjalnie powodem likwidacji całej zmiany mają być rygorystyczne limity emisji spalin UE oraz wysokie koszty energii. Związki zawodowe zapowiadają twardą walkę o wysokie odprawy, żeby pokazać koncernowi, że zwolnienia kosztują więcej, niż utrzymanie miejsc pracy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są powody zwolnień grupowych w fabryce Stellantis w Tychach.
- Co jest nieoficjalnym powodem decyzji o redukcji etatów.
- Dlaczego limity emisji UE wpływają na decyzje produkcyjne Stellantis.
- Jakie odprawy proponuje Solidarność dla zwolnionych pracowników.
Zwolnienia grupowe w Tychach. Prace straci ponad 700 osób
Gigant motoryzacyjny zwalnia w Polsce. Stellantis ogłosił zwolnienia grupowe w fabryce samochodów w Tychach. Koncern planuje zlikwidować jedną zmianę, a to oznacza, że pracę straci ponad 700 osób. W środę mają się rozpocząć rozmowy dotyczące odpraw dla pracowników.
Oficjalnie decyzja zapadła przez spadek zamówień. Grzegorz Maślanka z Solidarności w rozmowie z Radiem ZET tłumaczy, że - nieoficjalnym - powodem zwolnień grupowych jest zbyt niski poziom sprzedaży samochodów elektrycznych i niskoemisyjnych w porównaniu do wymogów narzuconych przez Unię Europejską.
Nieoficjalnie: Powodem zwolnień limity narzucone przez UE
- Są pewnego rodzaju limity, jeśli chodzi o produkcję aut emisyjnych. Każda spółka motoryzacyjna w Europie jest zobowiązana do tego, żeby sprzedać odpowiednią liczbę samochodów zeroemisyjnych. Jeżeli jakaś grupa sobie z tym nie radzi, to musi ograniczyć sprzedaż samochodów emisyjnych. I tak jest ze Stellantisem, wolumeny im się nie zgadzają - mówi.
Dodaje, że kolejnym powodem jest "Zielony Ład". - Czyli bardzo wysokie koszty energii elektrycznej i ogrzewania. To wszystko się skumulowało i spowodowało, że trzeba było wprowadzić koszty w postaci ograniczenia produkcji - ocenia Grzegorz Maślanka.
Solidarność będzie walczyć o wysokie odprawy
Zapewnia przy tym, że związku będą walczyć o wysokie odprawy dla pracowników. - To jest dramat dla ponad 700 rodzin, bo każdy z tych pracowników traci pracę z dnia na dzień. Niektórzy z nich pracują tu całe swoje życie, bo to był ich pierwszy zakład - powiedział.
- Liczba odpraw, jakich będziemy się domagać, to jest 36, a minimalna, jaką jesteśmy w stanie zaakceptować, to jest 24 - dodaje. Podkreśla, że wysokie odprawy mają pokazać koncernowi, że zwolnienia kosztują więcej niż utrzymanie miejsc pracy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET