Tajemnicze kontenery w Bydgoszczy. Pilnują ich dzień i noc. Wiadomo, co jest w środku
Przy ul. Toruńskiej w Bydgoszczy od ponad dwóch tygodni roi się od policji. Mundurowi dzień i noc pilnują tajemniczych kontenerów. Już wiadomo, co jest w środku. Nowe informacje w sprawie podała "Gazeta Wyborcza".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co znajduje się w tajemniczych kontenerach?
- Dlaczego są całodobowo pilnowane przez policję?
- Jakie działania w sprawie prowadzi prokuratura?
Tajemnicze kontenery w Bydgoszczy
Pod koniec kwietnia w Bydgoszczy poruszenie wywołała wielka akcja służb pod jednym z adresów przy ul. Toruńskiej. Na miejscu było obecne wojsko, policja, specjalistyczne jednostki ratownictwa chemicznego i agenci ABW. - Nie widziałem jeszcze czegoś takiego. Aż roiło się od mundurów. Serio przestraszyłem się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia - powiedział "Gazecie Wyborczej" jeden ze świadków tamtej sytuacji.
Od tego czasu miejsce bez przerwy jest pilnowane przez policję. Funkcjonariusze strzegą stojących tu kontenerów morskich dzień i noc. Nocują w namiocie, mają też specjalny pawilon sanitarny, udostępniony przez strażaków. - Policjanci tu zamieszkali. Wygląda to tak, jakby pełnili straż - powiedział pracownik jednej z okolicznych firm.
Pociski i fragmenty radzieckich samolotów w Bydgoszczy
Prokuratura prowadzi śledztwo w związku z zagrożeniem wybuchem. - Po interwencji specjalistycznych służb okazało się, że realnego zagrożenia w tym przypadku nie było - powiedział szef Prokuratury Bydgoszcz-Południe prok. Włodzimierz Marszałkowski. Wszystko zaczęło się, kiedy otworzono jeden z kontenerów. Według "Gazety Wyborczej" w środku znajdowały się wielkie skrzynie z częściami radzieckich samolotów i nieuzbrojone pociski.
Właściciele firmy, która ustawiła tu kontenery, nie żyją. W związku z długami, przeprowadzono licytację komorniczą. Stojący tu od lat kontener wyceniono na 7,38 mln zł. - Wierzyciel chciał obejrzeć kontener, ale nie wystąpił o zajęcie tego, co znajdowało się w środku. Sprawą zajęli się funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - powiedział Gabriel Wlaź z Izby Komorniczej w Lublinie.
Wysoki rangą oficer Wojska Polskiego z Bydgoszczy, z którym rozmawiała "Wyborcza", twierdzi, że prawdopodobnie części samolotów i pociski nie zostały zutylizowane tak, jak było to w przypadku odpadów po produkcji trotylu w Nitro-Chemie w Bydgoszczy. - Tam po różnych stodołach i składowiskach rozwożone były pojemniki z toksycznymi czerwonymi wodami, a tutaj części samolotów upychano do morskich kontenerów - powiedział.
Źródło: Radio ZET / "Gazeta Wyborcza"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET