Tajemnicze kontenery w Bydgoszczy. Pilnują ich dzień i noc. Wiadomo, co jest w środku

2 min. czytania
16.05.2025 11:26
Obserwuj nas na Google

Przy ul. Toruńskiej w Bydgoszczy od ponad dwóch tygodni roi się od policji. Mundurowi dzień i noc pilnują tajemniczych kontenerów. Już wiadomo, co jest w środku. Nowe informacje w sprawie podała "Gazeta Wyborcza".

Policja
fot. Marysia Zawada/REPORTER (zdj. ilustr.)

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co znajduje się w tajemniczych kontenerach?
  • Dlaczego są całodobowo pilnowane przez policję?
  • Jakie działania w sprawie prowadzi prokuratura?

Tajemnicze kontenery w Bydgoszczy

Pod koniec kwietnia w Bydgoszczy poruszenie wywołała wielka akcja służb pod jednym z adresów przy ul. Toruńskiej. Na miejscu było obecne wojsko, policja, specjalistyczne jednostki ratownictwa chemicznego i agenci ABW. - Nie widziałem jeszcze czegoś takiego. Aż roiło się od mundurów. Serio przestraszyłem się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia - powiedział "Gazecie Wyborczej" jeden ze świadków tamtej sytuacji.

Od tego czasu miejsce bez przerwy jest pilnowane przez policję. Funkcjonariusze strzegą stojących tu kontenerów morskich dzień i noc. Nocują w namiocie, mają też specjalny pawilon sanitarny, udostępniony przez strażaków. - Policjanci tu zamieszkali. Wygląda to tak, jakby pełnili straż - powiedział pracownik jednej z okolicznych firm.

Redakcja poleca

Pociski i fragmenty radzieckich samolotów w Bydgoszczy

Prokuratura prowadzi śledztwo w związku z zagrożeniem wybuchem. - Po interwencji specjalistycznych służb okazało się, że realnego zagrożenia w tym przypadku nie było - powiedział szef Prokuratury Bydgoszcz-Południe prok. Włodzimierz Marszałkowski. Wszystko zaczęło się, kiedy otworzono jeden z kontenerów. Według "Gazety Wyborczej" w środku znajdowały się wielkie skrzynie z częściami radzieckich samolotów i nieuzbrojone pociski.

Właściciele firmy, która ustawiła tu kontenery, nie żyją. W związku z długami, przeprowadzono licytację komorniczą. Stojący tu od lat kontener wyceniono na 7,38 mln zł. - Wierzyciel chciał obejrzeć kontener, ale nie wystąpił o zajęcie tego, co znajdowało się w środku. Sprawą zajęli się funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - powiedział Gabriel Wlaź z Izby Komorniczej w Lublinie.

Wysoki rangą oficer Wojska Polskiego z Bydgoszczy, z którym rozmawiała "Wyborcza", twierdzi, że prawdopodobnie części samolotów i pociski nie zostały zutylizowane tak, jak było to w przypadku odpadów po produkcji trotylu w Nitro-Chemie w Bydgoszczy. - Tam po różnych stodołach i składowiskach rozwożone były pojemniki z toksycznymi czerwonymi wodami, a tutaj części samolotów upychano do morskich kontenerów - powiedział.

Źródło: Radio ZET / "Gazeta Wyborcza"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET