370 stron raportu o Pegasusie. Oto pytania, które nadal pozostają bez odpowiedzi
Raport komisji śledczej ds. Pegasusa wskazuje na nielegalne finansowanie zakupu, brak wymaganej akredytacji i znikomą kontrolę państwa nad systemem. Choć w latach 2017–2022 objęto nim 578 osób, wciąż nie wiadomo, w jakiej skali służył zwalczaniu przestępczości, a w jakiej do walki politycznej. Magdalena Sroka tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl, dlaczego pełna lista inwigilowanych pozostaje niejawna.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były główne wnioski komisji ds. Pegasusa.
- Dlaczego zakup Pegasusa był nielegalny.
- Co wiemy o sprawach wykorzystania Pegasusa.
- Które nieprawidłowości ujawniono w raporcie.
Komisja śledcza ds. afery Pegasusa po wielu miesiącach odsłoniła karty. W poniedziałek 12 października posłowie przedstawili długo wyczekiwany raport, a dokładniej - jego liczącą 370 stron część jawną. Choć wnioski są druzgocące, wiele istotnych pytań pozostaje bez odpowiedzi. Przede wszystkim wciąż nie znamy pełnej, potwierdzonej listy osób, wobec których w latach 2017–2022 wykorzystywano oprogramowanie szpiegowskie.
Raport nie przedstawia również pełnego obrazu spraw i okoliczności, w których używano Pegasusa. Nie wiadomo, ile przypadków dotyczyło zwalczania przestępczości czy szpiegostwa, a ile miało charakter czysto polityczny. Przewodnicząca komisji Magdalena Sroka podkreśla jednak, że już sam zakup oprogramowania odbył się z pogwałceniem polskich przepisów.
- System Pegasus był w Polsce nielegalny z kilku powodów. Po pierwsze, został nielegalnie zakupiony. Po drugie, nielegalnie dopuszczono go do użytkowania - bez wymaganej akredytacji. Potwierdza to opinia sporządzona przez ABW. W kwestii konkretnych spraw, w których był stosowany, wypowie się prokuratura. To jej zadanie - wyjaśnia w rozmowie z RadioZET.pl.
W których śledztwach używano Pegasusa?
Decyzję o nieujawnianiu pełnej listy osób inwigilowanych Pegasusem podjęła prokuratura. Każda z tych spraw jest weryfikowana oddzielnie.
- My natomiast otrzymaliśmy pełne materiały dotyczące czterech przypadków, które opisaliśmy. Poza nimi dysponujemy również innymi materiałami, które znalazły się w tajnej części raportu - wylicza Magdalena Sroka.
Pytania o konkretne śledztwa wiążą się z licznymi aferami, które przypadły na okres korzystania z Pegasusa przez polskie służby. Jedną z nich była sprawa rynku kryptowalut, w tym giełdy BitBay – poprzedniczki Zondacrypto. Już w 2018 roku ABW prowadziła postępowanie dotyczące tej giełdy, w którym pojawiały się podejrzenia prania pieniędzy i powiązań z przestępczością zorganizowaną. Służby mogły być zainteresowane komunikacją osób podejrzewanych o koordynowanie nielegalnych przepływów finansowych, relacjami między uczestnikami procederu czy próbami ukrywania dowodów.
BitBay nie była jedynym przedsięwzięciem kryptowalutowym, którym zajmowali się śledczy. W latach 2017–2023 prokuratura prowadziła również postępowania dotyczące m.in. BitMarket, DasCoin i FutureNet.
Czy Pegasus pomagał zwalczać szpiegostwo i przestępczość?
Z kolei wstyczniu 2019 roku ABW zatrzymała dwóch mężczyzn podejrzewanych o działalność szpiegowską na rzecz Chin: Weijinga W., związanego z polskim oddziałem Huawei, oraz Piotra D., byłego funkcjonariusza ABW. Polskie służby dysponowały już wówczas Pegasusem. Czy wykorzystały go w tej sprawie? Tego nie wiemy. Ze względu na charakter materiałów i ryzyko zainteresowania nimi obcych wywiadów proces został utajniony.
Pytania o zastosowanie programu nie są bezpodstawne. Ujawnienie spraw, w których go użyto, lub choćby informacji o ich liczbie i charakterze pozwoliłoby lepiej ocenić rzeczywisty cel zakupu. W latach 2017–2023 nie brakowało bowiem śledztw dotyczących korupcji, przestępczości zorganizowanej, podejrzeń o szpiegostwo, międzynarodowych powiązań finansowych czy nadużyć w instytucjach państwowych.
Kluczowe są informacje o charakterze prowadzonych spraw, podstawach sięgania po system i rezultatach kontroli. Pełniejszy obraz mogłyby dać nawet zbiorcze dane, bez ujawniania tożsamości inwigilowanych: ile operacji dotyczyło podejrzeń korupcji, przestępczości zorganizowanej czy szpiegostwa, ile doprowadziło do postawienia zarzutów, a w ilu stwierdzono brak podstaw do kontroli.
Opinia publiczna poznała jak dotąd przede wszystkim najbardziej szokujące przypadki inwigilacji polityków, aktywistów, prokuratorów i osób uznawanych za przeciwników ówczesnego rządu PiS. Nie wiadomo natomiast, czy i w jakiej skali Pegasusa wykorzystywano do walki z najgroźniejszą przestępczością. Z ujawnionych informacji wynika, że w latach 2017–2022 CBA, ABW i SKW stosowały go wobec 578 osób. Szczegóły pozostają tajemnicą.
Informacje z inwigilacji trafiały do Izraela?
– Komisja śledcza jest ciałem politycznym i analizuje decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach władzy. Zebraliśmy materiał, który już w trakcie naszej pracy był przekazywany do prokuratury. Na tak sformułowane pytanie musi więc odpowiedzieć wymiar sprawiedliwości. Ostatecznie to sąd musi orzec, gdzie doszło do przestępstwa, i ewentualnie wymierzyć karę - mówi nam Magdalena Sroka.
Komisja śledcza ds. Pegasusa przedstawia raport końcowy.
Szczególnie niebezpieczny wątek dotyczy przekazywania zebranych informacji zewnętrznemu podmiotowi. Taki transfer może zagrażać newralgicznym obszarom bezpieczeństwa państwa, a pozyskane dane mogą posłużyć obcym służbom do wywierania nacisków na polskich urzędników.
- Opinia, która na ostatniej prostej dotarła do komisji, potwierdza to, o czym do tej pory mówiliśmy jedynie w kategoriach przypuszczeń. Dzisiaj wiemy, że tak właśnie było. Całość materiału zebranego podczas kontroli operacyjnej z wykorzystaniem systemu Pegasus trafiała do dyspozycji izraelskiego producenta. Jeden z modułów znajdował się bezpośrednio w Izraelu. To, co dziś opowiadają politycy PiS, jest fałszywe. Twierdzą, że takiej możliwości nie było. Była. Prowadzone śledztwo wykaże, czy faktycznie z niej skorzystano. Gdy system ten wykorzystuje się wobec polityków, sędziów czy prokuratorów, a pozyskana wiedza ostatecznie trafia poza granice państwa, ujawniane są nie tylko zainteresowania operacyjne służb. Firmy takie jak NSO dysponują również informacjami o osobach, wobec których system ten zastosowano – dodaje.
Zakup Pegasusa. Miliony z Funduszu Sprawiedliwości
Raport komisji wskazuje na liczne nadużycia przy zakupie i wykorzystywaniu oprogramowania. Sam zakup kosztował 33,4 mln zł, z czego ponad 8 mln zł trafiło do firmy pośredniczącej. To jednak tylko część rachunku: kwota ta nie obejmuje wszystkich wydatków na eksploatację, utrzymanie i administrowanie systemem oraz przedłużanie licencji.
Według ustaleń komisji zakup nielegalnie sfinansowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego ustawowym celem jest pomoc ofiarom przestępstw. Aby ukryć rzeczywiste przeznaczenie pieniędzy, urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości celowo wprowadzili w błąd wiceminister finansów. Zataili przed nią faktyczny cel przesunięcia 25 mln zł w planie finansowym Funduszu.
Nieprawidłowości dotyczyły przede wszystkim bezpieczeństwa i zasad korzystania z programu. Jak ustaliła komisja, Pegasus nigdy nie uzyskał wymaganej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego, a CBA nawet nie wystąpiło do ABW o jej przeprowadzenie. System wykorzystywano więc bez spełnienia wymogów wynikających z przepisów o ochronie informacji niejawnych.
Sądy nie znały możliwości Pegasusa
Z ustaleń komisji wynika także, że sądy wydające zgody na kontrolę operacyjną nie znały rzeczywistych możliwości systemu. Szefowie m.in. ABW i SKW polegali natomiast na zapewnieniach CBA o jego bezpieczeństwie. Komisja również im przypisała odpowiedzialność za korzystanie z niebezpiecznego narzędzia.
Służby miały ponadto świadomość ograniczeń terytorialnych Pegasusa. Na liście krajów objętych zakazem znajdowały się Rosja, Izrael, Korea Północna, Chiny i Iran. W Rosji system nie mógłby działać, choć władza uzasadniała jego zakup właśnie potrzebą zwalczania przestępczości i terroryzmu z tego kraju.
Do sprawy odniósł się również premier Donald Tusk. W nagraniu opublikowanym w poniedziałek rano na platformie X powiedział, że „dobiega końca sprawa Pegasusa, jednego z największych skandali w historii Polski po upadku komunizmu”. – Wyobraźcie sobie, że ludzie odpowiedzialni za sprawiedliwość i za bezpieczeństwo państwa oddali w ręce obcego państwa, Izraela, tysiące, dziesiątki tysięcy danych, danych wrażliwych polskich obywateli, nie mając nad tym żadnej kontroli – mówił. Jego zdaniem to „już nie jest skandal”, a „tak naprawdę i chyba dla każdego to jest jasne - mówimy o zbrodni stanu i za to będą odpowiadać”.
Rozliczanie afery nie ogranicza się do ustaleń komisji. Zarzuty w sprawie Pegasusa usłyszało siedem osób. Byłym szefom CBA, ABW i SKW zarzucono niedopełnienie obowiązków przez dopuszczenie systemu do użytku bez wymaganej akredytacji bezpieczeństwa, a byłemu zastępcy szefa CBA – bezprawne przekazanie materiałów z kontroli Romana Giertycha. Trzy osoby z warszawskiej delegatury CBA są podejrzane o doprowadzenie do bezpodstawnych kontroli operacyjnych, nieuprawnione pozyskiwanie danych oraz wprowadzanie w błąd prokuratora i sędziów.
Magdalena Sroka poinformowała, że komisja sporządziła zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące 11 osób, w tym Zbigniewa Ziobry, Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika i Michała Wosia. Obejmują one również byłych szefów CBA, ABW i SKW oraz byłego zastępcę szefa CBA.
Kogo inwigilowano Pegasusem? Czy na liście są politycy PiS?
Nieujawnienie listy osób inwigilowanych Pegasusem wywołało liczne spekulacje. Według jednej z nich system miał być wykorzystywany również wobec polityków Prawa i Sprawiedliwości, czyli partii sprawującej wówczas władzę. Nie zostało to jednak jednoznacznie potwierdzone.
Pamiętajmy, że ofiarami Pegasusa mogą być także osoby, wobec których nie użyto go bezpośrednio. Jeśli celem staje się dziennikarz, prawnik, polityk czy aktywista, operator systemu może uzyskać dostęp do rozmów prowadzonych z innymi osobami, ich numerów telefonów, metadanych kontaktów oraz przesyłanych plików.
W praktyce oznacza to, że inwigilacja obejmuje również osoby trzecie, nawet jeśli ich urządzenia nigdy nie zostały zhakowane. Ich prywatna komunikacja zostaje ujawniona „przez cudzy telefon”. Dlatego podana liczba 578 osób, wobec których stosowano Pegasusa, może nie oddawać rzeczywistej skali naruszeń prywatności.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET