Zamknij

Sikorski przerwał milczenie. "Posypuję głowę popiołem"

03.11.2022 08:27

"Trudno jest milczeć, kiedy funkcjonariusze partyjni obrzucają nas błotem. I jeszcze robią to za publiczne pieniądze" - napisał Radosław Sikorski w mediach społecznościowych. Tak skomentował film "Pan z Chobielina", który wyemitowała TVP.

Radosław Sikorski
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

"Pan z Chobielina" to dokument TVP, którego premiera odbyła się 23 października tego roku. Reporter TVP Maciej Tulicki pokazuje w filmie politykę zagraniczną Radosława Sikorskiego, którą prowadził wobec Rosji w czasach gdy był szefem polskiej dyplomacji. Tytuł obrazu nawiązuje do dworku w Chobielinie, który Radosław Sikorski kupił w 1989 r. i wyremontował.

Dopiero teraz europoseł PO odniósł się do filmu, który został wyemitowany ponad tydzień temu. "Z paszkwilami – takimi jak te publikowane w PiS-owskiej telewizji – jest problem. Z jednej strony mam wątpliwości, czy na nie reagować, bo człowiek sprawia wrażenie, jakby traktował je poważnie. Poza tym zarówno ja – a zwłaszcza Donald Tusk – powinniśmy się już przyzwyczaić, że ataki wymierzone przez prorządowe media w nas i naszych bliskich to codzienność. Z drugiej strony, trudno jest milczeć, kiedy funkcjonariusze partyjni obrzucają nas błotem. I jeszcze robią to za publiczne pieniądze" - napisał Sikorski na Facebooku.

Sikorski zareagował na film TVP. Zażartował z Dudy i Kaczyńskiego

Polityk zapowiedział, że nie będzie się "odnosił do wszystkich insynuacji i oskarżeń sformułowanych w najnowszej produkcji TVP Info". "Na niektóre zresztą nie bardzo wiem, jak odpowiedzieć. Cóż bowiem odpowiedzieliby państwo na zarzut, że w czasie wizyty ministra spraw zagranicznych Niemiec jego małżonki w Chobielinie podaliśmy mu… zupę grzybową? - zapytał Sikorski. Dodał, że nie wie też, jak zareagować na zarzut, ze ma zły akcent w języku angielskim.

"W tym wypadku mogę jedynie posypać głowę popiołem. Zgłoszę reklamację na Uniwersytecie Oksfordzkim i od dziś postaram się naśladować akcent Andrzeja Dudy lub jeszcze lepiej – Jarosława Kaczyńskiego" - zażartował europoseł Platformy. Sikorski odniósł się też do poważnych zarzutów, jakie mu stawi autor dokumentu. Twórcy "Pana z Chobielina" sugerują, że Platforma Obywatelska w czasie swoich rządów służyła Rosji i jej interesom.

"Jeśli już same spotkania i osobiste rozmowy z Władimirem Putinem lub Siergiejem Ławrowem są dowodem zdrady, to zdrajcami są właściwie wszyscy ówcześni przywódcy świata" - oburzył się Sikorski. Podkreślił, że z Rosjanami rozmawiali wszyscy amerykańscy prezydenci - George W. Bush, Barack Obama, Donald Trump i Joe Biden. "A tak ukochany przez naszą prawicę Trump (...) tuż po objęciu urzędu, w lutym 2017 roku, w wywiadzie powiedział, że ma dla Putina « dużo szacunku» - napisał polityk.

Sikorski przypomina o spotkaniach Kaczyńskich z Rosjanami

Radosław Sikorski przypomniał też, że z Putinem chciał się spotkać w 2010 r. prezydent Lech Kaczyński, ale plany też pokrzyżowała katastrofa pod Smoleńskiem. Polityk PO dodał, że w 2006 r. bracia Kaczyńscy spotkali się z Sergiejem Ławrowem, który odwiedził Polskę, a w 2007 r. Maria Kaczyńska wspólnie z Ludmiłą Putin otwierały Dom Polski w Petersburgu. "Nie czynię z tego zarzutu, bo relacje dyplomatyczne utrzymywali wówczas z Rosją wszyscy nasi partnerzy. Rząd PO-PSL także dążył do normalizacji stosunków z Rosją, choć jednocześnie zabezpieczaliśmy się na wypadek, gdyby nasze starania nie przyniosły rezultatów. Stąd idea uruchomienia Partnerstwa Wschodniego oraz zakończone sukcesem starania o stałą obecność wojsk amerykańskich w Polsce" - dodał Sikorski.

Polityk przyznał, że uprzedzał Ukraińców o rychłej inwazji rosyjskiej na ich kraj. "W lutym 2022 r. na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium powiedziałem delegacji ukraińskiej wprost, że ich kraj zostanie zaatakowany. To była nieoficjalna rozmowa, ale jej szczegóły ujawnił jako pierwszy doradca Wołodymyra Zełeńskiego, Siergiej Leszczenko. Tak opisał to, co ode mnie usłyszał: «Sikorski wziął wiadro, napełnił je zimną wodą i wylał na nasze głowy. Powiedział, że będzie wojna i to się stanie w tym tygodniu. To była niedziela, 20 lutego. Zostaniecie zniszczeni za trzy dni. Nikt wam nie pomoże, chyba że szybko zniszczycie 10 tys. rosyjskich żołnierzy, 100 rosyjskich samolotów i 300 rosyjskich czołgów. Jeśli to zrobicie, kraje zaczną dawać wam broń i nakładać sankcje na Rosję»".

"Rosja zaatakowała Ukrainę cztery dni po naszej rozmowie i moje słowa zapadły ukraińskiej delegacji w pamięć. Czasami brutalna prawda jest lepsza niż kurtuazyjne owijanie w bawełnę. Rozumiem jednak, że funkcjonariusze z TVP mogą tego nie rozumieć – na szczerość i wierność faktom w ich zawodzie nie ma miejsca" - podsumował Radosław Sikorski.

RadioZET.pl/Facebook