Lokalni politycy ruszą do Warszawy? Tak dwukadencyjność może wpłynąć na wybory parlamentarne

7 min. czytania
29.10.2026 06:22
Obserwuj nas na Google

- To będą ciekawe wybory również ze względu na dwukadencyjność dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jeżeli zostanie utrzymana,  samorządowcy w blisko 60 proc., będą pozbawieni możliwości ubiegania się o reelekcję. Jedną z  potencjalnych dróg rozwoju będzie dla nich  parlament - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Aneta Kowalewska, specjalistka od marketingu politycznego i prowadzenia kampanii wyborczych. Co jeszcze czeka nas w kampanii przed przyszłorocznymi wyborami? 

Jesienią 2027 roku w Polsce odbędą się wybory parlamentarne
fot. Michal Kosc / Forum

Jesienią 2027 roku w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. Koalicja Obywatelska będzie próbowała utrzymać władzę, a Prawo i Sprawiedliwość wrócić do niej. W tle kampanii wyborczej rządzący będą kontynuować rozliczanie swoich poprzedników. Ci z kolei będą wykazywać niespełnione obietnice wyborcze polityków, którzy wygrali poprzednią elekcję. O to jak będzie wyglądała kampania pytamy doradczynię samorządową i polityczną dr Anetę Kowalewską. 

Redakcja poleca

Mateusz Kapera: Kampania przed przyszłorocznymi wyborami będzie brutalna, jak wskazują eksperci i komentatorzy polityczni? 

Dr Aneta Kowalewska: - Może taka być, zwłaszcza, w internecie. Jak wynika z badań przeprowadzonych dla Polskiej Agencji Prasowej, podczas kampanii w 2025 roku ponad 30 proc. treści pojawiających się w sieci miało charakter negatywny wobec kandydatów. Ten trend może się nasilać. 

Język polityki staje się coraz bardziej brutalny. Sztuczna inteligencja jest coraz większym wyzwaniem, ponieważ rozszerza działania związane z dezinformacją i hejtem. 

Musimy przygotować się na trudną i brutalną kampanię. Jednocześnie mam nadzieję, że w pewnym momencie nastąpi otrzeźwienie i zaczniemy poważnie zastanawiać się nad językiem polityki, ponieważ przynosi on coraz bardziej negatywne skutki, które odczuwamy na co dzień. Społeczeństwo zaczyna przyzwyczajać się do niebezpiecznych zachowań polityków.  

Czego konkretnie możemy się spodziewać w najbliższych miesiącach aż do jesiennych wyborów w 2027 roku? 

- Kandydaci będą mniej mówić o sobie, a więcej o konkurentach. To oznacza przesunięcie w stronę kampanii negatywnej. Oczywiście będzie to w pewnym stopniu plebiscyt i ocena dokonań oraz obietnic składanych przez obecnie rządzącą koalicję. W dużo większej części, niż w poprzednich latach, strategia sztabów będzie oparta na krytyce przeciwników. Zwłaszcza że marketing polityczny staje się coraz bardziej cyfrowy. Kampanie przenosi się do internetu, który daje poczucie anonimowości i bezkarności.  

Będziemy doświadczać silnych emocji, opartych przede wszystkim na strachu i poczuciu zagrożenia. Możemy spodziewać się odwoływania do różnego rodzaju lęków i instynktów, które silnie oddziałują na wyborców. Kampania będzie toczyć się wokół kwestii bezpieczeństwa, ale również tematów związanych z jakością życia. Będziemy głosować przez pryzmat własnych portfeli. Polityka staje się bowiem coraz bardziej transakcyjna. Jako wyborcy coraz częściej oceniamy oferty polityczne pod kątem tego, która z nich okaże się korzystniejsza dla naszego życia. 

Dr Aneta Kowalewska
Fot. Facebook/DSM dr Aneta Kowalewska
Dr Aneta Kowalewska

Czyli nie będzie rewolucji w prowadzeniu kampanii. 

- Jak mówił Machiavelli, ludźmi kierują te same namiętności. Obserwując z uwagą scenę polityczną, można  wyciągnąć bardzo wiele cennych wniosków, np. nie popełniać błędów swoich poprzedników. Ta strategia jest sumą wszystkich doświadczeń, które pojawiły się we wcześniejszych wyborach.  

Tym bardziej, że trendy kampanijne od pewnego czasu się utrzymują, choćby wspomniana cyfryzacja kampanii, czy jej wielokanałowość. O ile jeszcze w poprzednich wyborach można było sobie wyobrazić kandydata, który funkcjonuje na marginesie internetu, to dziś obecność w sieci staje się warunkiem koniecznym. 

Bardzo ważna będzie strategiczna i przemyślana komunikacja w różnych kanałach oraz mediach społecznościowych. Kluczowe będzie stworzenie jednego spójnego przekazu, przy jednoczesnym dostosowaniu języka do specyfiki poszczególnych platform. Dla sztabów będzie to duże wyzwanie: zachować konsekwencję komunikacji, a jednocześnie mówić do różnych grup odbiorców w sposób dla nich naturalny. 

Jednocześnie przestrzegałabym kandydatów przed nadmiernym skupieniem się na internecie. Sieć daje poczucie ciągłej aktywności i sprawia wrażenie, że kampania rozwija się bardzo dobrze, ale lajki nie są głosami wyborczymi.  

Nie należy też mylić rozpoznawalności z wiarygodnością ani z realnym poparciem. Zdarza się, że sztaby tracą przez to czujność. Wysokie zasięgi i rozpoznawalność mogą sugerować sukces, podczas gdy wyborcy znajdują się w wielu różnych miejscach i nie wszyscy są aktywni w mediach społecznościowych. 

Świetnym na to przykładem są Węgry. Opozycja w końcu wygrała wybory, po tym, jak jej lider - Peter Magyar - w czasie kampanii spotykał się z mieszańcami wsi i małych miasteczek zamiast tylko urządzać wiece w stolicy czy nagrywać rolki w mediach społecznościowych. 

- Dlatego nie można rezygnować z bezpośredniego kontaktu z wyborcami i tradycyjnych form prowadzenia kampanii. Uściśnięcie dłoni czy emocjonalna rozmowa ma wciąż duże znaczenie. Ważne jest także docieranie do tych grup wyborców, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się odległe od profilu danego kandydata czy partii. Często słyszę od kandydatów „Ale tam nie ma moich wyborców. Nie spodziewam się sympatycznego przyjęcia”. Wielokrotnie jest tak, że to „sympatyczne przyjęcie” nie następuje, ale mimo to pojawiają się głosy przy urnach. Wyborca wciąż docenia to, że kandydat wykonał wysiłek, żeby przyjść, porozmawiać i poprosić o poparcie. I nawet, gdy początkowo pojawia się on jako intruz. Często okazuje się, że popierany w danym regionie kandydat, w ogóle do niego nie zagląda i nie stara się o głosy. Wtedy ten, który pofatygował się, dostaje za to bonus. 

Czym będzie się wyróżniać przyszłoroczna kampania w Polsce? 

- Jeżeli chodzi o wybory w Polsce, to trzeba również pamiętać, że będzie to kampania rozdrobniona. Z jednej strony będzie to walka o władzę, z drugiej zaś sprawdzian zdolności koalicyjnych. Nawet największe ugrupowania mogą mieć problem ze zbudowaniem większości bez wsparcia mniejszych partnerów. W tym sensie nadchodząca kampania będzie jednocześnie testem politycznej siły i umiejętności budowania koalicji.   

To będą ciekawe wybory również ze względu na dwukadencyjność. Jeżeli zostanie utrzymana, to samorządowcy w blisko 60 proc., będą pozbawieni możliwości ubiegania się o reelekcję. Jedną z takich potencjalnych dróg rozwoju dla nich jest parlament. 

Redakcja poleca

Samorządowcy pojawią się w kampanii wyborczej do parlamentu? 

- Rozważamy potencjalne ścieżki kariery samorządowców, którzy nie będą już mogli wystartować na szczeblu lokalnym.  Co zrobić z tymi, którzy są doświadczeni, wciąż mają potencjał i mogliby jeszcze służyć Polsce?  Są trzy potencjalne drogi rozwoju ich kariery: pozostanie w samorządzie w innej roli, przejście do biznesu albo właśnie droga polityczna.  

Wielu samorządowców, świadomych swojej rozpoznawalności i popularności, poważnie rozważa tę ostatnią drogę. Często są to wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast, którzy wygrywają wybory lokalne już w pierwszej turze, uzyskując bardzo wysokie poparcie. Zdają sobie więc sprawę z kapitału politycznego, jaki udało im się zgromadzić. 

Wystarczy, żeby odnieść sukces w dużej polityce? 

- Są pewne obawy. Ocena wyborców w wyborach samorządowych i w polityce ogólnopolskiej opiera się na nieco innych kryteriach. W tych pierwszych wysoki wynik jest często efektem bardzo osobistej oceny konkretnego człowieka, jego kompetencji, skuteczności czy relacji z mieszkańcami. Na poziomie krajowym znacznie większą rolę odgrywają natomiast identyfikacje partyjne, spory ideowe i ogólnopolska scena polityczna. 

Samorząd jest bardzo dobrą szkołą zarządzania i pracy z ludźmi. To doświadczenie może być cenne również na szczeblu krajowym. Ostatecznie jednak dopiero wybory pokażą, ilu z tych samorządowców zdecyduje się na taki krok i jak zostanie on oceniony przez wyborców. To z pewnością jedna z ciekawszych niewiadomych nadchodzącej kampanii parlamentarnej. 

Kogo z grupy samorządowców nie mogących ubiegać się o reelekcję widziałaby pani w polityce ogólnokrajowej? 

- Samorządowcy, którzy rozważają możliwość zaangażowania się w kampanię parlamentarną,  póki co niechętnie będą o tym mówić. Muszą znaleźć komitet, z którego będą chcieli wystartować. To będzie pierwszy moment, w którym będą musieli się jakoś politycznie określić, czyli coś, czego dotychczas mogli unikać. 

Potencjalnie można wskazywać na prezydentów dużych miast, np. Aleksandrę Dulkiewicz czy Rafała Trzaskowskiego. Wielu z nich nie będzie mogło wystartować w wyborach samorządowych. Jednocześnie wciąż mają siłę, potencjał i pomysł na siebie. Być może drogą dla nich będzie parlament. 

Jakie będą największe wyzwania dla kandydatów i ich sztabów? 

- Wpływ sztucznej inteligencji na kampanię. Budzi to moje obawy związane z dezinformacją i nasileniem negatywnego przekazu. Jednocześnie może to być dobry czas dla silnych marek politycznych. Kampania będzie nowoczesna pod względem narzędzi, ale wciąż tradycyjna w swoich fundamentach. O jej powodzeniu nadal będą decydować takie wartości jak wiarygodność, konsekwencja i zaufanie. Dlatego sądzę, że mocne marki polityczne będą łatwiej przechodzić przez kryzysy. 

Kampanijny czas będzie wymagał od sztabów intensywnej pracy badawczej. Trzeba będzie lepiej niż kiedykolwiek poznać własnych wyborców. Nie można dziś traktować młodych ludzi czy seniorów jako jednorodne grupy. Sama młodzież jest bardziej zróżnicowana niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego jednym z najważniejszych zadań sztabów będzie stworzenie jak najbardziej precyzyjnego obrazu własnego elektoratu. Dzięki temu możliwe będzie przygotowanie kampanii skoncentrowanej na sprawach, które rzeczywiście mają dla ludzi znaczenie. 

Kilka dni temu w Brazylii odbyły się wybory prezydenckie. Kandydaci musieli zmierzyć się nie tylko z wyzwaniami, jakie stawia rozwój sztucznej inteligencji, ale również z wpływem big-techów i zagranicznych rządów na kampanię. Ubiegający się o reelekcję prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva oskarżył koncern Meta - właściciela Facebooka, Instagrama i WhatsAppa - o ingerencję w kampanię wyborczą poprzez ograniczanie zasięgu treści publikowanych przez jego sztab. Czy istnieje groźba, że podobny scenariusz będzie dotyczył wyborów w Polsce? 

- W Polsce obawiamy się przede wszystkim działań dezinformacyjnych w mediach społecznościowych. Szczególnie wrażliwym tematem pozostaje dla nas kwestia Ukraińców w Polsce i podsycanie różnych nastrojów społecznych wokół wojny rosyjsko-ukraińskiej. Nawet jeśli nie przekłada się to bezpośrednio na poparcie dla konkretnych ugrupowań, to może wpływać na postawy wyborcze. 

Strach jest jedną z najsilniejszych emocji wykorzystywanych w komunikacji politycznej. Potrafi angażować ludzi, mobilizować ich i skłaniać do określonych zachowań. Wydarzenia związane z wojną coraz silniej oddziałują na społeczne emocje. Informacje o kolejnych atakach, alertach czy zagrożeniach budzą niepokój i wpływają na poczucie bezpieczeństwa ludzi. Trudno oczekiwać, by pozostawało to bez wpływu na ich samopoczucie i sposób postrzegania rzeczywistości. 

Nie wykluczam również, że kampania przyniesie dużą niespodziankę. Może pojawić się temat, którego dziś zupełnie się nie spodziewamy, a który nagle zdominuje debatę publiczną. Polityka zna wiele takich przypadków. Dlatego wciąż pozostaje przed nami wiele znaków zapytania.  

Dr Aneta Kowalewska - dyrektorka biura Związku Gmin Wiejskich RP, doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauki o polityce, zastępca burmistrza Wyszkowa 2014-2024,specjalistka PR i marki osobistej, doradczyni samorządowa i polityczna. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET