„Pojawiła się prośba”. Ujawniamy kulisy zatrudnienia żony Michała Wosia w PZU
Najpierw Michał Woś przekazał znajomemu informację o rekrutacji do PZU. Później ten znajomy polecał do pracy w państwowej spółce żonę Wosia. Według prokuratury poseł PiS wykorzystywał swoje stanowiska m.in. do zatrudnienia żony w spółkach PZU i Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Beata Woś w największej polskiej firmie ubezpieczeniowej była zatrudniona przez ponad sześć lat, choć realnie przepracowała tylko pół roku.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto polecił zatrudnić Beatę Woś w PZU.
- W jakich okolicznościach Beata Woś dostała pracę w PZU i Biurze Rzecznika Praw Dziecka.
- Co według prokuratury łączy sprawę Funduszu Sprawiedliwości i Pegasusa z karierą zawodową żony Michała Wosia.
- Jak poseł PiS Michał Woś komentuje zarzuty śledczych w tej sprawie.
W czwartek (22 października) na RadioZET.pl przedstawiliśmy szczegóły aktu oskarżenia wobec posła PiS w sprawie dotyczącej Funduszu Sprawiedliwości i zakupu systemu Pegasus . To jednak nie wszystkie zarzuty, jakie śledczy stawiają politykowi. Pod lupę wzięto także zatrudnienie żony posła z państwowej spółce PZU. Ujawniamy kulisy.
Zespół Śledczy Nr 2 Prokuratury Krajowej dotarł do dokumentacji kadrowej żony oskarżonego. Wynika z niej, że Beata Woś pracowała w spółkach PZU przez ponad sześć lat w niepełnym wymiarze czasu (0,65 etatu w PZU S.A. i 0,35 etatu w PZU Życie S.A.).
Najpierw umowa z CBA, później praca w PZU
Prokuratura łączy zatrudnienie żony wiceministra sprawiedliwości z przekazaniem 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości na zakup Pegasusa. Śledczy twierdzą, że Michał Woś podpisując umowę z szefem CBA Ernestem Bejdą zyskał przychylność Zbigniewa Ziobry, co zaowocowało korzyściami osobistymi dla Wosia. Jedną z nich miało być właśnie zatrudnienie jego żony w PZU.
Prokurator w akcie oskarżenia przedstawia chronologię wydarzeń. 29 września 2017 roku dochodzi do podpisania wspomnianej umowy między Wosiem a Bejdą. Ponad dwa tygodnie później, 15 października żona wiceministra sprawiedliwości zostaje zatrudniona w spółkach PZU. Beata Woś podpisuje umowę o pracę na okres próbny i dostaje stanowisko głównego specjalisty do spraw sponsoringu, prewencji i CSR (z ang. Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu).
Kierowniczka zespołu, do którego trafiła żona wiceministra, szybko dostrzegła, że nowa pracownica nie posiada doświadczenia w prowadzeniu dużych projektów. Joanna G. zgłosiła to swoim przełożonym. W odpowiedzi usłyszała jednak, że nie jest to problem. Beata Woś odpowiednie kompetencje miała zyskać podczas pracy.
Jak to się stało, że żona wiceministra sprawiedliwości trafiła na specjalistyczne stanowisko do największej firmy ubezpieczeniowej w Polsce?
Polecenie od znajomego małżeństwa Wosiów. Kim jest Mateusz N.?
Pracownica działu HR Dorota W. zeznała, że polecenie zatrudnienia Beaty Woś otrzymała od Mateusza N., wówczas zastępcy dyrektora Biura Komunikacji Korporacyjnej w PZU. Kobieta wskazała, że decyzja kadrowa nie miała uzasadnienia. N. miał jedynie stwierdzić, że pojawiła się prośba o zatrudnienie żony wiceministra sprawiedliwości w PZU, ale nie powiedział, kto prosi.
Podczas przesłuchania w prokuraturze Mateusz N. potwierdził, że to on stał za zatrudnieniem Beaty Woś. Według niego żona wiceministra spełniała wymagania merytoryczne na stanowisko głównego specjalisty do spraw sponsoringu, prewencji i CSR. Poza tym była jego znajomą. Podobnie, jak Michał Woś, którego N. poznał około 2013 roku podczas spotkania towarzyskiego.
Mateusz N. do spółki skarbu państwa trafił w maju 2017 roku. O rekrutacji na stanowisko dyrektora do spraw zaangażowania społecznego w PZU S.A. i PZU Życie S.A. dowiedział się od Michała Wosia, wówczas szefa gabinetu politycznego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Mężczyzna utrzymywał kontakt z małżeństwem Wosiów do 2022 roku. Przed prokuratorem zaprzeczył, żeby ówczesny wiceminister sprawiedliwości prosił go o pracę w PZU dla swojej żony.
Bez konkurencji. Wyjątkowa procedura zatrudnienia Beaty Woś
Prokuratura dotarła do wniosku o zatrudnienie Beaty Woś. W rubryce „Informacje dodatkowe” znalazł się zapis „1 z 1”. Jak zeznała pracownica PZU Dorota W., oznaczał on, że na stanowisko głównego specjalisty od sponsoringu, prewencji i CSR nie odbyła się wewnętrzna ani zewnętrzna rekrutacja. Beata Woś nie musiała z nikim rywalizować, aby otrzymać pracę.
Tzw. procedura 1 z 1 była zawarta w regulaminie zatrudniania pracowników PZU, ale - według Doroty W. - była stosowana rzadko i można ją określić mianem „wyjątkowej”.
Potwierdziła to Joanna G., która w PZU pracowała od 2007 roku. Nigdy wcześniej nie spotkała się z zatrudnieniem konkretnego pracownika z pominięciem rekrutacji. Jak zeznała, jej podwładna Beata Woś była pierwszy takim przypadkiem. Przyznała również, że żona wiceministra trafiła do jej zespołu z polecenia kierownictwa firmy.
Mateusz N. nadzorował pracę działu, do którego trafiła Beata Woś. W grudniu 2017 roku złożył wniosek o przedłużenie umowy o pracę z żoną polityka na czas nieokreślony.
„Pracownik sprawdził się w prowadzeniu projektów sponsoringowych i prewencji, co jest bardzo specyficzną działalnością, rzadko spotykaną na rynku. Ponadto bierze udział w porządkowaniu zaniedbań w sprawie sprzed kilku lat, co wymaga szybkiego i dokładnego wdrożenia. W związku z powyższym - pracownik perspektywiczny" - argumentował w piśmie.
Przełożona Beaty Woś nie była w stanie ocenić jej pracy, bo trwała zbyt krótko. Joanna G. zeznała, że nowa pracownica wykonywała swoje obowiązki przez około pół roku. W pierwszych miesiącach miała jedynie wdrożyć się w prace zespołu.
Lawina wniosków urlopowych
Wniosek o przedłużenie umowy został zaakceptowany. Beata Woś od 15 stycznia 2018 roku była zatrudniona w PZU na czas nieokreślony. Niedługo później przestała pojawiać się w pracy z powodu zwolnień lekarskich, urlopów macierzyńskich i wychowawczych Pierwszą absencję zaliczyła od 19 marca do 21 lipca 2018 . Kolejną od 24 lipca do 10 grudnia tego roku , a następną od 11 grudnia do 22 lipca 2019 roku. Do obowiązków zawodowych wróciła na niespełna trzy miesiące. Od 7 października do 11 grudnia 2019 znów nie było jej w pracy. Od kolejnego dnia do 13 czerwca 2020 roku przypada kolejny okres jej nieobecności.
Po tym czasie nie wróciła jednak do pracy w PZU. Złożyła kolejny wniosek o urlop macierzyński od 13 czerwca 2020 roku do 20 października. Z kolei po powrocie zawnioskowała o urlop rodzicielski od 30 października do 11 czerwca 2021 roku. Następnie od 14 czerwca 2021 roku do 12 listopada 2023 roku przebywała na urlopie wychowawczym.
Umowa zawarta między Beatą Woś a PZU została rozwiązana 30 listopada 2023 roku, ale już od 13 listopada żona polityka została zwolniona z obowiązku świadczenia pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia.
Nie tylko PZU. Woś: Każda rekrutacja odbyła się zgodnie z regulaminem
1 marca 2022 roku Beata Woś, gdy przebywała na urlopie wychowawczym, trafiła do Biura Rzecznika Praw Dziecka na stanowisko specjalisty. Pracę w wykonywała na pół etatu. Do zatrudnienia doszło, gdy Rzecznikiem Praw Dziecka był Mikołaj Pawlak. Ten sam, który kilka lat wcześniej pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości jako dyrektor Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich. Jak opisywaliśmy na RadioZET.pl, Pawlak prowadził pracę nad projektem rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 13 września 2018 roku w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, który to posłużył ówczesnemu wiceministrowi sprawiedliwości Michałowi Wosiowi do przekazania 25 mln zł CBA na zakup Pegasusa. W resorcie Pawlak był podwładnym Wosia.
Rok później Beata Woś doczekała się umowy o pracę na czas nieokreślony. Stanowisko i wymiar czasu pracy pozostał bez zmian. W kwietniu 2023 roku awansowała na stanowisko starszego specjalisty, a od 1 grudnia przeszła na pełny etat. Niespełna dwa tygodnie później złożyła wypowiedzenie z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia. Poprosiła również o zwolnienie z obowiązku wykonywania pracy w styczniu 2024 roku z zachowaniem wynagrodzenia.
Zapytaliśmy Michała Wosia, dziś posła PiS, o okoliczności zatrudnienia jego żony w PZU i Biurze Rzecznika Praw Dziecka.
- Moja żona nie jest osobą publiczną. Jej aktywność zawodowa to jej prywatna sprawa. Nie ingerowałem w procesy rekrutacyjne - potwierdzają to akta postępowania udostępnione redakcji oraz zeznania świadków. Każda rekrutacja odbyła się zgodnie z regulaminami instytucji, w których pracowała moja żona – odpowiada polityk i podsumowuje: - To wyjątkowo obrzydliwe oskarżenia, tym bardziej, że dotyczą kobiety, która w czasie zatrudnienia walczyła o utrzymanie ciąży, także podczas pobytu w szpitalu klinicznym. Działania prokuratury to represje polityczne.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET