Nie tylko Republika. TVN też ma swoich ulubieńców. Naukowcy zbadali pół roku kampanii prezydenckiej
- Treści tworzone przez poszczególne redakcje są kierowane do konkretnego widza, który ocenia rzeczywistość w sposób już sformatowany. Najprawdopodobniej oczekuje on pewnego typu treści. Wiele redakcji zapomina jednak, jaka jest powinność mediów - mówi dr Wojciech Maguś, politolog i medioznawca z UMCS w Lublinie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Naukowcy szczegółowo przeanalizowali treści newsów w czterech programach informacyjnych. Co wynika z tej analizy?
- Kto dobrze wypada w TVP i TVN, a kto w Republice?
- Jakie zabiegi stosuje propisowska stacja, żeby przykryć afery wokół Karola Nawrockiego?
Jak najważniejsze programy informacyjne głównych stacji telewizyjnych przedstawiają kandydatów w kampanii prezydenckiej? Kto wypada dobrze w "19.30" i "Faktach", a kto w Republice? 13-osobowy zespół studentów kierunków medioznawczych pod kierownictwem dr. Wojciecha Magusia, politologa i medioznawcy z Wydziału Politologii i Dziennikarstwa UMCS w Lublinie, przez pół roku, od 18 listopada ubiegłego roku, czyli od czasu prekampanii, analizował cztery serwisy informacyjne: "19.30" w TVP, "Fakty" w TVN, "Wydarzenia" w Polsacie oraz "Dzisiaj informacje" w TV Republika. Zespół wziął pod uwagę 696 wydań, 436 godzin materiału, na który składa się ponad 7629 materiałów dziennikarskich. Badana była tematyka newsa, jego długość, kolejność w programie oraz autor.
Efekty tych prac będą prezentowane we wtorek, 13 maja. RadioZET.pl poznało je jako pierwsze. O projekcie "Gra o pałac w mediach" opowiada nam jego autor dr Wojciech Maguś. Badanie potrwa do 30 maja, czyli do ciszy wyborczej przed drugą turą wyborów prezydenckich.
Piotr Kozłowski: Jaki był cel tego badania?
Dr Wojciech Maguś: - Chcieliśmy porównać przekaz głównych programów informacyjnych kształtujących opinię publiczną, czy ten obraz jest spójny, czy są wyraźne różnice w sposobie opisu rzeczywistości, a szczególnie w sposobie przedstawiania kandydatów w wyborach prezydenckich. Pojedynczy badacz w zasadzie nie jest w stanie uchwycić tego ogromu materiału.
Każdy może mieć swoje przeczucia, że stacja X sympatyzuje z tym kandydatem, a stacja Y z innym. Nasz zespół dokładnie jednak przeanalizował newsy. Przedstawienie całości pozwoli na potwierdzenie lub sfalsyfikowanie naszych dotychczasowych opinii na temat programów informacyjnych. Pozyskaliśmy twarde dane.
Jednym z elementów badania była ocena, czy dany news jest pozytywny, negatywny, ambiwalentny czy neutralny. Patrząc na obraz dwóch głównych kandydatów w wyścigu prezydenckim, czyli Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego, we wspomnianych programach widzimy dwa różne światy.
Niech zgadnę, w "19.30", "Faktach" i "Wydarzeniach" przeważają pozytywne lub neutralne materiały o Trzaskowskim. W Republice wypada on gorzej niż fatalnie.
- W "19.30" i "Faktach" Rafał Trzaskowski jawi się jako kandydat niemal pozbawiony wad. Mówi się o nim albo pozytywnie, albo neutralnie. W obu programach w zasadzie nie ma o nim materiałów negatywnych.
W "19.30" praktycznie połowa (49 proc.) materiałów została oceniona przez koderów (osoby analizujące program - przyp. red.) jako pozytywne. Informacje neutralne stanowiły 41 proc. Nie uchwycono materiałów negatywnych. Z kolei ambiwalentne, czyli te gdzie trudno było jednoznacznie wskazać, czy jest to materiał neutralny, pozytywny, czy negatywny, stanowiły niewielką część, bo ok. 10 proc.
W "Faktach" sytuacja jest jeszcze korzystniejsza z perspektywy Rafała Trzaskowskiego. Pozytywne wiadomości stanowią 57 proc. Ten serwis informacyjny jest liderem, jeśli chodzi o pozytywne przedstawiane tego konkretnego kandydata.
Dalsza część rozmowy pod zdjęciem
Dr Wojciech Maguś, politolog i medioznawca z UMCS w Lublinie
To przejdźmy teraz do Republiki.
- Program "Dzisiaj informacje" w TV Republika przedstawia zupełnie odmienny obraz świata. Rafał Trzaskowski jawi się w nim jako zły bohater. Aż 93 proc. materiałów z tego serwisu zostało zakodowanych jako materiały przedstawiające negatywny obraz kandydata. Pozytywnych nie ma wcale, bo każda aktywność Rafała Trzaskowskiego była uzupełniana treściami, które w finalnej ocenie tworzyły negatywny całokształt.
Nawet jeśli w trakcie kampanii było jakieś wydarzenie, o którym ciężko było powiedzieć inaczej niż pozytywnie, to w Republice znaleziono sposób, żeby to zrobić. Uzupełnieniem tych 93 proc. negatywnych newsów jest 2 proc. neutralnych i 5 proc. ambiwalentnych.
Mamy więc dwa światy. Jak na tym tle kształtuje się obraz Rafała Trzaskowskiego przedstawiany w "Wydarzeniach" Polsatu?
- "Wydarzenia" są programem, który stara się balansować pomiędzy stronami sporu politycznego. Tutaj dominują materiały neutralne. Stanowią one połowę (53 proc.) wszystkich informacji o kandydacie. Stosunkowo sporo jest materiałów pozytywnych o Rafale Trzaskowskim, bo to 24 proc. całości. Ale jest też duża część newsów ocenionych jako ambiwalentne.
Zaskoczenie?
- Raczej nie. Gdy rozmawiałem ze studentami, te całościowe wyniki potwierdzają to, co podpowiada im intuicja bazująca na dotychczasowym, poza projektowym doświadczeniu. Zauważają oni, że mamy do czynienia z pewnym nacechowaniem politycznym poszczególnych programów względem konkretnych kandydatów.
Krzysztof Stanowski podczas debat prezydenckich zwracał uwagę, że politycy obecnej koalicji mówili o odpolitycznieniu publicznych mediów. Tymczasem zaczęły one sprzyjać obecnej władzy. Czy wyniki, które pan pokazuje, nie są potwierdzeniem tej tezy? Od publicznej telewizji oczekiwalibyśmy raczej neutralnego przekazu.
- Tworzenie symetrii między obecną telewizją publiczną, programami "19.30" i "Wiadomości" jest nieuzasadnione. Jestem to w stanie udowodnić z pełnym przekonaniem i powołując się na konkretne dane. Gdy zestawimy to, w jaki sposób w latach 2016-2023 byli przedstawiani kandydaci ówczesnej opozycji i jak dziś jest przedstawiany Karol Nawrocki, to tych podobieństw nie znajdziemy. Poczynając od pasków, przechodząc przez zapowiedzi prowadzących, głos dziennikarza z offu, a kończąc na opiniach ekspertów.
Jednak sytuacja w "19:30" jest daleka od ideału. Od mediów publicznych powinniśmy oczekiwać bezstronności w opisie rzeczywistości politycznej. Twórcy programów informacyjnych powinni się dystansować się od komentarza, wyraźnie rozgraniczać to, co jest informacją, gdzie unikamy ozdobników, pewnego nacechowania, a publicystyką. Publicystyka jest bardzo ważna, media publiczne mają prawo do komentowania, później do oceny tych informacji. Ale to już inny segment i nie należy tych dwóch rzeczy mieszać.
To przejdźmy do Karola Nawrockiego. W Republice - anioł, w pozostałych mediach - diabeł?
- Karol Nawrocki w Republice jest przedstawiany jako osoba bez wad. Aż 93 proc. to materiały pozytywne. Pozostałe są neutralne. W ciągu pół roku koderzy, czyli osoby oglądające "Dzisiaj" w TV Republika, nie odnotowali ani jednej negatywnej informacji na jego temat.
Nawet w kontekście cały czas żywej afery mieszkaniowej?
- Nawet jeśli w przestrzeni publicznej pojawiają się zarzuty do Karola Nawrockiego, to w TV Republika są przedstawione w sposób korzystny dla niego. Od razu pojawia się pewien komentarz, pewna odpowiedź na te zarzuty, które niwelują negatywny wydźwięk.
Redakcja robi wszystko, żeby tematy, które mogłyby być przez widza odebrane jako pewna słabość kandydata, neutralizować. Robią to albo sami dziennikarze, albo wspierają się ekspertami, nazywam ich "urabiaczami opinii", albo osobami z otoczenia PiS. Cel zamieszczania tych wypowiedzi może być odbierany jako propagandowy. Widać to było w materiałach "Wiadomości" w latach 2016-2023.
Jak obywatelski kandydat wspierany przez PiS wypada w pozostałych programach informacyjnych?
- W "Faktach" i "19.30" także w sposób jednoznaczny. Z tym że tu jednoznacznie negatywny. W "Faktach" praktycznie dwie trzecie materiałów ma negatywny wydźwięk. W " 19.30" taki jest co drugi materiał. Dużą grupę stanowią też materiały ambiwalentne. Materiałów neutralnych jest tylko 20 proc. Pozytywnych nie ma wcale.
Może wynika to z faktu, że w czasie tej kampanii było sporo informacji o Karolu Narockim, które trudno zakwalifikować jako pozytywne? Związki z półświatkiem, wynajem apartamentu w Muzeum II Wojny Światowej, liczne podróże i na koniec niejasności wokół mieszkania od pana Jerzego.
- Oczywiście sytuacji, w których kandydat wspierany przez PiS musiał się tłumaczyć z różnych zarzutów, było sporo. Natomiast "Wydarzenia" były tym programem, w którym starano się wszystkie kontrowersje przedstawić w neutralnym świetle. Taki wydźwięk miała około połowa materiałów.
Nawet jeżeli w przestrzeni publicznej wydarzyło się coś, co obciąża kandydata, to można przedstawić to w sposób neutralny lub negatywny. Polsat starał się w większości przypadków przedstawiać wydarzenia w sposób zdystansowany, w zasadzie sprawozdając to, co się dzieje w przestrzeni publicznej i przedstawiając reakcje stron sporu politycznego. Materiałów stricte negatywnych było 24 proc., a ambiwalentnych 26 proc.
Co z pozostałymi kandydatami?
- W przypadku Sławomira Mentzena należy zauważyć krytyczną postawę "Faktów" w stosunku do niego. Blisko połowa materiałów została oceniona jako negatywna. Stosunkowo sporo (25 proc.) materiałów ocenionych pozytywnie poświęconych Mentzenowi odnotowano w Republice. Materiały, w których obecna była Magdalena Biejat oraz Szymon Hołownia, zazwyczaj miały neutralny charakter z wyjątkiem Republiki. Tam co trzeci news o Biejat oceniono jako negatywny, w przypadku Hołowni statystyka ta wzrosła do blisko 40 proc.
Badaliście sposób przedstawiania kandydatów w telewizji. Tymczasem dziś media tradycyjne tracą na znaczeniu kosztem serwisów internetowych, social mediów. Czy w tej walce o Pałac Prezydencki głos telewizji ma mniejsze znaczenie?
- Z pewnością tradycyjne media mają mniejszą siłę oddziaływania niż kilka, kilkanaście lat temu. Zmienia się publiczność, rośnie znaczenie kanałów komunikacji, które nie są w takim stopniu kontrolowane przez sformalizowane instytucje, jakimi są redakcje mediów tradycyjnych. Mimo to te tradycyjne media mają nadal duże znaczenie. Wystarczy spojrzeć na liczbę osób oglądających programy informacyjne. To są miliony odbiorców.
W przypadku mediów tradycyjnych (telewizja, radio, prasa, ale też portale informacyjne) istnieje zjawisko "gatekeepingu", czyli selekcji informacji. Redakcja kierując się różnymi przesłankami, decyduje, czy pewne treści dotrą do odbiorców czy nie. Jest to przejaw siły mediów. Redakcje mają władzę nad tym, czego się dowiemy lub nie.
Spora część społeczeństwa nie korzysta z telewizji czy mediów tradycyjnych. Treści okołopolityczne docierają do nich za pośrednictwem mediów społecznościowych. Stąd bierze się m.in. popularność Mentzena, któremu udało się dotrzeć do dużej grupy odbiorców za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jednak to ciągle za mało, by myśleć o wygraniu wyborów.
Czy i ewentualnie jak ten przekaz prezentowany przez główne programy informacyjne może się przełożyć na wynik wyborów 18 maja?
- Materiały przez nasz klasyfikowane mają zasadniczy wpływ na to, jak spora grupa wyborców ocenia rzeczywistość. Myślę, że badanie w większości przypadków potwierdzi dotychczasowe intuicje widzów, wyborców.
To, że Republika jest telewizją partyjną wiadomo. Ale wychodzi na to, że dziennikarze z "19.30" czy "Faktów" są prorządowi.
- Każdy niech wyciągnie wnioski sam. Myślę, że jako społeczeństwo okopaliśmy się w dwóch obozach - prorządowym i proopozycyjnym. Tak samo media w wielu przypadkach mają często inklinację względem jednego środowiska lub drugiego. Nasze badanie to potwierdza. Nie intuicyjnie, tylko twardymi danymi.
Trzeba też pamiętać, że treści tworzone przez poszczególne redakcje są kierowane do konkretnego widza, który ma poglądy polityczne, który ocenia rzeczywistość w sposób już sformatowany. I ten widz najprawdopodobniej oczekuje pewnego typu treści.
Ale tu trzeba zaznaczyć, że wiele redakcji zapomina, jaka jest powinność mediów, czyli opisywanie rzeczywistości i dążenie do prawdy. Mówię to z perspektywy akademickiej, trochę idealistycznej. Dziennikarze powinni pełnić rolę służebną dla społeczeństwa. Opisywać rzeczywistość w sposób bezstronny, obiektywny. Jest to pewien cel, do którego warto dążyć, ale który w praktyce jest trudno osiągalny. Może to badanie będzie pewnym sygnałem w stosunku do świata mediów. Choć szczerze mówiąc, to nie łudzę się, że w najbliższym czasie nastąpi wielki przełom.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET