Poseł PiS o zatrudnieniu syna w miejskiej spółce: „Tata nie jest mu potrzebny”
Grzegorz Lorek, reaguje na ustalenia portalu RadioZET.pl w sprawie zatrudnienia syna na stanowisku prezesa miejskiej spółki w podlubelskiej Bychawie. Poseł PiS przekonuje, że nie pomagał mu w zdobyciu pracy. Odnosi się też to tezy o „rzekomym szantażu” ze strony PiS.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co Grzegorz Lorek sądzi o zarzutach dotyczących zatrudnienia jego syna.
- Jak Mateusz Lorek zdobył stanowisko prezesa Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego.
- Dlaczego Grzegorz Lorek zrezygnował z członkostwa w stowarzyszeniu Rozwój Plus.
„Mój syn ukończył prawo na uniwersytecie lubelskim, jest cenionym fachowcem, pracuje na rynku prywatnym i publicznym, który pracę zdobywa dzięki swojemu profesjonalizmowi zawodowemu i tata nie jest mu do tego potrzebny. A Bychawa leży 300 kilometrów od mojego domu i byłem tam raz w życiu. Dodam że byłem i jestem przeciwnikiem pracy w miejscach publicznych. Chciałbym żeby był właśnie od takich artykułów wolny.” - tak poseł PiS Grzegorz Lorek reaguje na ustalenia portalu RadioZET.pl dotyczący zatrudnienia jego syna.
Jak ujawniliśmy Mateusz Lorek został najpierw wiceprezesem, a następnie prezesem Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego. To miejska spółka zajmująca się obsługą sieci wodno-kanalizacyjnej, wywozem nieczystości czy usługami budowlanymi. Lorek junior propozycję pracy otrzymał od burmistrz Marty Krzyżak, która należy do PiS. Stało się to tuż po jej zwycięstwie w wyborach samorządowych.
Grzegorz Lorek: Tezy o szantażu ze strony PiS wzbudzają wesołość
Na miejsce pracy i przeszłość syna posła PiS zwrócili nam uwagę przedstawiciele stowarzyszenia Rozwój Plus. Według nich decyzje Grzegorza Lorka, który najpierw zapisał się do powołanego przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia, a później z niego odszedł, wynikają z czystej kalkulacji. Poseł PiS miał uznać, że w partii Jarosława Kaczyńskiego ma większe szanse na reelekcję, wejdzie do władz PiS w swoim okręgu, a syn będzie nadal mógł pracować w miejskiej spółce.
Grzegorz Lorek w długim SMS-ie zaprzecza tym doniesieniom. Jak pisze jest w PiS od 15 lat i zamierza być „co najmniej kolejne 15!”. Dodaje, że nigdy nie odszedł z partii, ani nie miał takich planów. „Nigdy PiS nie chciał mnie wyrzucić i nigdy nie słyszałem o takich planach.” - pisze Lorek.
To jednak twierdzenie co najmniej rozmijające się z faktami. Władze PiS w lipcu dały ultimatum członkom stowarzyszenia Rozwój Plus – wybór współpracy z Morawieckim miał skutkować wykluczeniem z partii. Wówczas Grzegorz Lorek złożył rezygnację z członkostwa w stowarzyszeniu Rozwój Plus. Zrobili to jedynie on i europoseł Daniel Obajtek.
Poseł Lorek tłumaczy też, że od lat najważniejsze dla niego są problemy rolnictwa i górnictwa, „(…) dlatego stowarzyszenie powołane przez Mateusza Morawieckiego wydawało się dobrą platformą do prowadzenia takich branżowych dyskusji. Gdy jednak okazało się, że jest zalążkiem nowej partii byłego premiera, naturalnym było opuszczenie stowarzyszenia. Jestem przecież starym działaczem Stronnictwa Narodowego Ligi Polskich Rodzin, niektórzy wprost nazywają mnie konserwą, który nie dałby się zaciągnąć do partii centrum nawet końmi.” - przekonuje poseł PiS.
I dodaje: „Dlatego tezy o rzekomym szantażu ze strony PiS, żeby mnie zatrzymać, wzbudzają wesołość.”
Poseł PiS o sezonie ogórkowym i wielorybach w Wiśle
Poseł PiS odnosząc się do sprawy zatrudnienia syna twierdzi, że zainteresowanie tym tematem to efekt „sezonu ogórkowego” i wakacji. „(…) jak nie ma wieloryba w Wiśle, to trzeba go wymyśleć.” - pisze Grzegorz Lorek (pisownia oryginalna).
Podobne zdziwienie wyrażał syn posła. Jak przekonywał funkcję prezesa Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego sprawuje od blisko dwóch lat (od końca listopada 2024), a funkcji nie zawdzięcza koneksjom rodzinnym, ale swojemu wykształceniu i doświadczeniu. Lorek junior ukończył prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Propozycję objęcia stanowiska wiceprezesa miejskiej spółki otrzymał od burmistrzyni z PiS. Miał wówczas 27 lat.
Gdy zaczęliśmy dopytywać o doświadczenie, ani Mateusz Lorek, ani zastępca burmistrza Bychawy Łukasz Grabczyński nie byli w stanie podać konkretów. Prezes BPK mówił o tym, że współpracował z burmistrzynią Martą Krzyżak „przy różnych projektach, jeszcze zanim wygrała wybory”. Szczegółów jednak nie podał „ze względu na kwestie zachowania poufności”. Dodawał też, że od studiów pracował w kancelariach prawnych, gdzie zajmował się obsługą spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Znów bez konkretów.
Jak przekonywał Mateusz Lorek propozycja była ciekawa, ale nie można uznać jej za intratną. Z oświadczenia majątkowego wynika, że w ubiegłym roku zarobił ponad 163 tys. zł, czyli ok. 13,6 tys. zł miesięcznie.
- W związku z działalnością zawodową stronię od polityki, nie jestem członkiem PiS. I nie wiem też nic o żadnych naciskach, na mojego ojca, uzależnianiu mojej pracy od jego decyzji o opuszczeniu PiS z prostego powodu. Swoją karierę zawdzięczam swojej ciężkiej pracy, a nie koneksjom rodzinnym czy znajomościom – przekonywał nas prezes BPK.
Głośny wypadek w Piotrkowie zakończony łagodnym wyrokiem
Dodajmy też, że Mateusz Lorek swoją funkcję sprawuje, choć sąd skazał go za doprowadzenie do katastrofy w ruchu lądowym. Chodzi o głośny wypadek, do którego doszło w styczniu 2017 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Na skrzyżowaniu Al. Sikorskiego i ulicy Kostromskiej zderzyły się dwa samochody osobowe oraz autobus. W wypadku poważnie poszkodowanych zostało 10 osób.
W 2020 roku Mateusz Lorek usłyszał prawomocny wyrok roku więzienia w zawieszeniu. Według ustaleń biegłych kierowany przez niego volkswagen polo jechał dwukrotnie szybciej niż wynikało to z ograniczenia prędkości, wynoszącego 50 km/h. Prokuratura wnioskowała o ukaranie Lorka za umyślne doprowadzenie do wypadku. Jednak sąd uznał, że stało się to „nieumyślnie”. Dzięki temu syn posła PiS może kierować miejską spółką. W przypadku skazania za przestępstwo umyślne byłoby to niemożliwe.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET