Sędzia nieprawidłowo przesłuchał nieletnią ofiarę gwałtu. W efekcie sprawcę skazano za występek
O bulwersującej sprawie donosi w czwartek Onet. Chodzi o rzecznika dyscyplinarnego Michała Lasotę. Sędzia zarządził przesłuchanie dziecka, które padło ofiarą gwałtu ze strony pełnoletniego brata. Jednak na przesłuchaniu nie było stron postępowania – ani obrońcy podejrzanego, ani prokuratora.
Chodzi o sprawę z połowy maja bieżącego roku, którą opisał Onet. Dziewczynka została wykorzystana seksualnie przez własnego, pełnoletniego brata. Nie został on jednak skazany za gwałt, tylko za „inne czynności seksualne”. Jak donosi w czwartek portal, błąd ten mógł wyniknąć ze strony sędziego, Michała Lasoty. Sędzia zajmował się sprawą w jej początkowej fazie. Przesłuchał dziecko, ale na przesłuchaniu nie było ani obrońcy podejrzanego, ani prokuratora. Okazało się m.in., że strony postępowania nie zostały zawiadomione o terminie spotkania.
Zastępca Prokuratora Rejonowego w Ostródzie – Ośrodek Zamiejscowy w Morągu (jednostka ta prowadziła sprawę – red.), Zbigniew Świderski potwierdził, że do takiego zdarzenia rzeczywiście doszło.
Kim jest Michał Lasota?
Michał Lasota został mianowany przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę prezesem Sądu Rejonowego w Nowym Mieście Lubawskim. W czerwcu zeszłego roku – również decyzją Ziobry – zaczął pełnić funkcję zastępcy sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego. Minister sprawiedliwości delegował go do Sądu Okręgowego w Warszawie – czyli do największego sądu na terenie Polski. Natomiast, jak zdecydowała nowa KRS, Lasota otrzymał rekomendację otwierającą ścieżkę do awansu z sędziego rejonowego na okręgowego.
„Z poczynionych ustaleń, a w szczególności opierając się o zapisy programu informatycznego SIP (System Informatyczny Prokuratury – red.), nie ujawniono, ażeby do tutejszego ośrodka wpłynęło zawiadomienie z Sądu Okręgowego w Elblągu o terminie posiedzenia wyznaczonego na dzień 6 kwietnia 2018 roku” – informował prokurator Świderski, wyjaśniając, dlaczego na przesłuchaniu nie stawił się oskarżyciel.
Ćwiąkalski dla Onetu: o warsztacie zawodowym sędziego świadczy to skandalicznie
Pierwsze przesłuchanie w tej bulwersującej sprawie odbyło się w kwietniu. Zarządził je Michał Lasota i przesłuchał dziecko wyłącznie w obecności psychologa. Nie brały w nim udziału strony postępowania.
– Niemal pewne więc było, że tę czynność trzeba będzie powtórzyć. Tego w ogóle nie da się nazwać przesłuchaniem – komentował w rozmowie z Onetem profesor Ćwiąkalski. Jak podkreślał, „takie działanie sędziego to jest podstawa do postępowania dyscyplinarnego”.
– To jest błąd wręcz zasadniczy, bo to na sądzie spoczywa obowiązek zawiadomienia stron. I one muszą być o takim przesłuchaniu zawiadomione – podkreśla. „Bez oskarżyciela i obrońcy natychmiast pojawia się kwestia bezwzględnej nieważności takiej czynności. O warsztacie zawodowym danego sędziego świadczy to skandalicznie, to go dyskwalifikuje” – twierdził. Według Ćwiąkalskiego takie postępowanie Lasoty pokazuje również „zerowy poziom wrażliwości”. Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości sędzia „powinien wiedzieć, jakie będą tego konsekwencje”.
„Widzę jakiś rodzaj znieczulicy zawodowej”
– Nieprawidłowość przeprowadzenia przez niego czynności przesłuchania skutkować musiała tym, że małoletnią trzeba było ponownie wzywać do sądu i domagać się od niej, by kolejny raz opowiedziała o swojej krzywdzie. A przesłuchanie tak wykorzystanego dziecka jest z zasady czynnością jednorazową, niepowtarzalną – zaznaczył rozmówca Onetu. Ponadto podkreślił, że w takiej sytuacji zarządzający przesłuchanie, „prowadząc taką sprawę, powinien trzy razy sprawdzić, czy strony zostały prawidłowo zawiadomione o posiedzeniu, a potem dopiero przystępować do przesłuchania małoletniej”.
– Ale ja tu widzę jakiś rodzaj znieczulicy zawodowej. Byle sprawę „odfajkować”, mieć z głowy. Tak jakby dla sędziego nieważne było to, czy dana czynność przeprowadzana jest prawidłowo, czy nie. Byle się odbyła – skwitował Zbigniew Ćwiąkalski.
Sprawca został skazany za występek, nie za gwałt
Pokrzywdzona dziewczynka odmówiła składania ponownych zeznań podczas drugiego przesłuchania. W rezultacie jej brat nie został skazany za gwałt – choć taka była pierwotna kwalifikacja czynu – lecz za „inne czynności seksualne”, obcowanie płciowe z małoletnią – informuje Onet. Gdyby odpowiadał za gwałt, groziłoby od 3 do 15 lat więzienia.
Sprawca został skazany za występek, za który grozi mu maksymalnie 12 lat. Największe znaczenie ma tu waga moralna czynu – za gwałt, który jest czynem karalnym, jest ona nieporównywalnie wysoka w stosunku do występku.
Jak również podkreślają autorzy tekstu, za gwałt na rodzeństwie sprawca powinien znaleźć się w więzieniu na co najmniej 3 lata.
RadioZET/Onet.pl/Rzeczpospolita
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET