Była bita, głodzona i gwałcona przez swojego męża. Sprawą zajmuje się prokuratura

Redakcja
2 min. czytania
20.06.2017 14:12
Obserwuj nas na Google

Pani Ewa była trzymana w piwnicy, głodzona, bita i gwałcona. Mąż zgotował jej prawdziwe piekło. Skala brutalności przeraża i do złudzenia przypomina historię z piwnicy Josepha Fritzla. Koszmar został przedłużony przez niezrozumiałe decyzje wymiaru sprawiedliwości.

fot. Shutterstock

Historią pani Ewy i jej męża kata zajęła się dziennikarka Katarzyna Włodkowska i opisała ją w "Dużym Formacie". 

 

W pewnym momencie życia Mirosław M. zamknął żonę w piwnicy. Do domu mogła wchodzić sporadycznie, kiedy przyszli goście bądź trzeba było ugotować obiad. Żyła ze szczurami, bez bieżącej wody (za ciepłą kąpiel groziło bicie po głowie, dlatego jeśli w ogóle - korzystała z zimnej). Nie było też mowy o normalnej toalecie. Wszystkiemu przyglądały się jej dwie małe córeczki. Jednej z nich ojciec pokazywał "jak należy" bić mamę. Dziewczynkom zaklejał usta taśmą, żeby nie krzyczały. Wykorzystywał je też seksualnie. 

Nauczyciele zaklejali dzieciom usta taśmą. Po kontroli kuratorium, sprawa trafia na policję

Zamknięcie i głodzenie żony w piwnicy nie przeszkadzało mu regularnie ją gwałcić. Zapraszał też kolegów, aby sobie "poużywali". Po kilku godzinach zbiorowych gwałtów brał od każdego zapłatę - 20 zł. Było na chleb i wódkę. 

Sprawa wyszła na jaw dzięki 9-letniej dziś córce pani Ewy, która prowadziła pamiętnik i opisywała koszmar, jaki rozgrywał się w jej domu. Przez wiele lat pani Ewa bała się uciec i przerwać swój koszmar. Mirosław M. wymierzając jej kolejny cios powtarzał, że nikt jej nie uwierzy. Niestety miał rację. Kiedy pani Ewa zdecydowała się uciec zaczęły się schody z wymiarem sprawiedliwości. 

Matka Ewy wezwała policję, a ta szybko zdecydowała się wypuścić Mirosława M. Psycholog badający panią Ewę potwierdził, że tak złego stanu psychicznego i przerażenia nie da się udawać. Nie pomagali jednak świadkowie, przez co śledztwo było wyjątkowo bolesne i przeciągnięte. Sąsiedzi i rodzina Mirosława podkreślali, że mężczyzna był dobrym mężem, praktycznie nie pił i nigdy nie uderzył żony. 

W latach 2011-2013 Prokuratura Rejonowa w Pucku trzykrotnie podejmowała decyzje o umorzeniu tego śledztwa i odrzucała zażalenia kobiety.

Sprawą udało się zainteresować wymiar sprawiedliwości dzięki informacjom znalezionym w pamiętniku małej Wiktorii, córki pani Ewy. 

Po publikacji reportażu zawrzało. Wydział spraw wewnętrznych Prokuratury Krajowej, na polecenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, podjął decyzję o wszczęciu postępowania w sprawie zaniedbań, jakich mogli się dopuścić prokuratorzy z Pucka.

Mirosław M. obecnie przebywa w areszcie. Grozi mu 25 lat więzienia.

RadioZET.pl/Duży Format/KM

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET