Afera Szpitala Południowego to wierzchołek góry lodowej. "Realne ryzyko gdzie indziej"
W aferze ze Szpitalem Południowym nie ma sporu o fakty. Jest spór o to, kto ponosi winę za system, kiedy nie działa nadzór polityczny, pokazała analiza Kolektywu Analitycznego Res Futura. - Wizerunek lekarza jako zawodu wychodzi obronną ręką. Realne ryzyko leży gdzie indziej - mówi w rozmowie z radioZET.pl Michał Fedorowicz z Res Futura.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Hasło "lekarze" po wybuchu afery Szpitala Południowego tylko w 30 dni wygenerowało blisko miliardowy zasięg.
- Obowiązywały trzy narracje, każda przesuwała odpowiedzialność z lekarzy na instytucje, pokazała analiza Res Futura dla RadioZET.pl.
- Gniew sieci nie uderza w gabinet, tylko w politykę.
- Ale jak to?! Niemożliwe! - zareagował Michał Fedorowicz z Kolektywu Analitycznego Res Futura, kiedy zobaczył wyniki analizy dla RadioZET.pl. Nie chodziło tylko o to, że hasło "lekarze", po wybuchu afery w Szpitalu Południowym w Warszawie, stało się numerem jeden w polskich mediach społecznościowych. Wygenerowało w ostatnich 30 dniach ponad 4,6 mln interakcji i miało blisko miliardowy zasięg. Fedorowicza zaskoczyło, że temat lekarzy zjednoczył wszystkich, od prawa do lewa. - Nie było jeszcze czegoś takiego od 2015 r., kiedy badamy polską sieć. Nawet jak Polacy wychodzili na ulice i domagali się zmian w sądownictwie, zawsze były dwie strony sporu. Ewentualnie trzy. Teraz wszyscy mówią: reforma. Zmiana. Inny system. Co więcej: Wizerunek lekarza jako zawodu wychodzi z tego miesiąca obronną ręką. Realne ryzyko leży gdzie indziej - mówi w rozmowie z RadioZET.pl.
Quiz: Polskie afery polityczne. Tymi sprawami żył cały kraj
Trzy narracje, dwie Polski
Afera w Szpitalu Warszawskim z miejsca przestała mieć status lokalnego skandalu. Choć ma rozmiary nieporównywalnie mniejsze niż niektóre afery za rządów PiS - w końcu nie chodzi o grube miliardy wyprowadzane z publicznej kasy. To konkretny przypadek, szczegółowo opisany w mediach. Ot młody lekarz, bez specjalizacji, za to z legitymacją partyjną, został koordynatorem SOR-u i wystawiał zawyżone faktury. W ubiegłym roku, pracując w kilku placówkach, Dawid Kacprzyk - bo o nim mowa - zarobił 1,6 mln zł. Tylko w Szpitalu Południowym w 2025 roku wypracował łącznie 3976 godzin, co daje w każdym miesiącu średnio 331 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych (kontraktowych). Zarząd szpitala, który podlega prezydentowi Warszawy, oraz rada nadzorcza, problemu nie widziały.
- To był początek, potem rytm cyklu wyznaczają trzy szczyty. To publikacje o grafikach i saloniku VIP (15-18 czerwca), wątek odpowiedzialności ratusza za zwolnienie ordynatora (19 czerwca) i kulminacja po wywiadzie dr. Emila Jędrzejewskiego (to były ordynator z warszawskiego Szpitala Południowego - przypis red.) w Kanale Zero o zgonach pacjentów (24 czerwca) - opisuje Michał Fedorowicz. Mediana interakcji na post wynosi jeden przy średniej 45,8 (czytaj: jeśli najczęściej jeden post ma jedną interakcję w badanym okresie, to interakcji pod postem dotyczącym afery ze Szpitalem Południowym było średnio niemal 46 razy więcej). To oznacza dyskurs skrajnie wirusowy, niesiony przez kilkadziesiąt dużych kont. - Afera z dnia na dzień staje się hasłem narracyjnym, które opozycja będzie odgrzewać aż do kampanii wyborczej 2027 roku - podkreśla prezes Res Futura.
Tyle hasło, główne narracje są trzy, jak pokazało szczegółowe zestawienie Res Futura. Pierwsza to obwinianie partii o odpowiedzialność za system. To dwa przeciwstawne wątki, ale w praktyce ciągła wymiana zarzutów. Jak nie obwinianie poprzedniego rządu o wprowadzenie systemu kontraktów i kominów płacowych, to obwinianie koalicji o trzy lata bezczynności. Jak nie salonik VIP, dostęp do lekarzy bez kolejki, hashtag #ElitaKOryta i systematyczne ujawnianie nazwisk beneficjentów, to pobyt męża Elżbiety Witek na OIOM, zamknięty oddział dla Jarosława Kaczyńskiego, sprawa Stanisława Karczewskiego.
- Fakt, że inni też tak robili to nic innego jak rozszerzenie zarzutu na całą klasę polityczną - podkreśla nasz rozmówca. W ramach tej narracji mieszczą się też wątki: kolesiostwo i nepotyzm - wpisy sugerują, że Kacprzykowi stanowisko koordynatora SOR, bez wymaganej specjalizacji, udzielono dzięki powiązaniom partyjnym (dyrektor szpitala to była wiceminister z rządu PO).
- Narrację niosą sympatycy niemal wszystkich opcji politycznych, a spory tego typu pojawiają się pod każdym wpisem o jednoznacznie politycznym charakterze. Charakter w przeważającej mierze organiczny, wynikający ze spontanicznego oburzenia czytelników. Choć wzmacnia ją kilka kont tematycznych regularnie publikujących zestawienia podobnych przypadków z innych szpitali - zauważa też Michał Fedorowicz.
Przykładem choćby Braniewo. Chirurg w powiatowym szpitalu miał zarobić blisko 1,8 tys. zł w rok i wykazywał ponad 1,2 tys. godzin pracy w miesiącu. Albo np. spółka neurochirurgów działająca na terenie kilku województw. Miała wystawiać rachunki szpitalom na 26 tys. zł za godzinę i ponad 300 tys. zł dniówki. Jednym ze szpitali, który wszedł we współpracę ze spółką neurochirurgów, miał być szpital w Mogilnie w woj. kujawsko-pomorskim.
Druga narracja: afera w Szpitalu Południowym to wyniki patologii systemu. Internauci wskazują, że proceder trwał latami i musiał być akceptowany przez dyrekcje szpitali i nadzór Narodowego Funduszu Zdrowia. Pytają, dlaczego NFZ nie wykrył nieprawidłowości wcześniej i kto ponosi odpowiedzialność za brak nadzoru. Paliwem są komentarze odwołujące się do wcześniejszych kontroli Najwyższej Izby Kontroli.
Internauci zwracają też uwagę, że fikcyjne dyżury w wielu szpitalach jednocześnie, optymalizacja przez JDG i brak ewidencji czasu pracy to norma, nie wyjątek. Także w tym przypadku, wskazuje raport Res Futura, narracja jest organiczna i apolityczna - pojawia się równocześnie po lewej i prawej stronie.
Trzecia narracja: wina leży po stronie wadliwej wyceny procedur przez NFZ i wadliwej wyceny świadczeń ustalanej przez AOTMiT, czyli Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Ponownie: nie jest to indywidualna odpowiedzialnością lekarzy. ("Tę linię obrony przyjął też publicznie doradca prezydenta Andrzej Sośnierz, domagając się zmiany wycen zamiast rewolucji w systemie"). To jednak "watek niszowy. Obecny głównie w dłuższych, bardziej rozbudowanych wypowiedziach", można też przeczytać w raporcie.
Jak podkreśla prezes Res Futura każda z narracji przesuwa odpowiedzialność z lekarzy na instytucje. - Wygrywają narracje sceptyczne wobec elit i instytucji jako całości, niezwiązane trwale z żadną partią. To przekaz antysystemowy i antyelitarny. Wymierzony jednocześnie w szpitale, NFZ jako instytucję nadzorczą i polityków; niezależnie od barw - podkreśla Michał Fedorowicz. Dodaje, że samo zwolnienie Kasprzyka odczytywane jest jako poświęcenie kozła ofiarnego.
Co istotne, narracje te nakładają się na siebie i wzmacniają, a nie konkurują ze sobą. - To bardzo rzadki układ, bo nie ma tu sporu o fakty. Jest jedynie spór o to, kto ponosi winę za system, kiedy nie działa nadzór polityczny. W największych skrócie: z jednej strony szpitale są upolitycznione - w myśl zasady: jeśli nie jesteś w partii, to nie jesteś odpowiednio leczony. To też narracja o dwóch Polskach: jednej z kasą i znajomościami, drugiej ze śmiercią na SOR. Z drugiej - politycy jednej i drugiej strony nic nie robią. Stąd afera Szpitala Południowego w mediach społecznościowych uderza taka samo w Koalicję Obywatelską, jak i w PiS. "Wszyscy tacy sami", "tak zawsze było i będzie", "PiS PO jedno zło", piszą też internauci - podkreśla Michał Fedorowicz.
Kto zyskuje? Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz Korona Grzegorza Brauna. Obie mówią: "Tamci już rządzili, nie zrobili nic. System się nie zmienił".
"W każdym szpitalu mam teraz dyżur"
Gniew sieci nie uderza w gabinet, tylko w politykę - tę tendencję potwierdza także analiza sentymentu. Kluczowy wynik: negatywne wpisy wobec samych lekarzy to zaledwie 2,6 proc. interakcji, podczas gdy 34,7 proc. to gniew skierowany w polityków i zarządzanie szpitalami, w którym lekarz występuje jako ofiara albo świadek.
Michał Fedorowicz przyznaje, że zaskakiwać może też priorytet reguł ironii nad regułami ataku i obrony - to odpowiednio 8 proc. i 2,5 proc. Potwierdza to zresztą kolejna szczegółowa analiza. - 71,3 proc. dyskursu pozostaje bez wyraźnej emocji. Dwa: gniew i oburzenie dominują, bo stanowią 13,3 proc. wpisów, ale drugi biegun, czyli szyderstwo, też jest znaczący (6.9 proc.). Głownie dlatego, że zamienia aferę w memy o Panamerze na sesji rady miasta - podkreśla prezes Res Futura. Tym też tłumaczyć można popularność żartów pod wpisami o aferze w szpitalu.
"Lekarz Kacprzyk wsiada do taksówki. - Dzień dobry, jedziemy do szpitala. - Którego? - pyta taksówkarz. - Obojętnie, w każdym mam teraz dyżur" - piszą jedni internauci. Podczas gdy inni zauważają: "Przykro mi, ale będziemy musieli operować. - A więc to nowotwór, Panie doktorze? - Nie, mam leasing na jacht". A jeszcze inni: "Dzień dobry dokto... - 500 zł - To do widze... - Razem 1000 zł".
Główne oczekiwania? Kadry, NFZ, odpolitycznienie konkursów zbierają ułamek tego, co postulat rozliczeń i dymisji. Przy czym ministrę zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę "ratuje fakt, że nikt jej nie zna", podkreśla Fedorowicz. - To oczekiwanie stricte do Donalda Tuska, by w końcu zrobił porządną, odważną reformę służby zdrowia. Tym bardziej, że wszyscy Kacprzykiem i aferą Szpitala Południowego zobaczyli, jak wygląda system. To pretensja polityczna! Polacy nie chcą już obietnic, chcą zmian. Liczy się konkret - podkreśla Michał Fedorowicz. Padają też konkretne propozycje: karty czasu pracy lekarza, jawności wynagrodzeń przez PESEL, ograniczenia możliwości pracy na wielu kontraktach publicznych. Innymi słowy: sieć nie żąda kary, sieć żąda reformy.
Wcześniej "lekarz ratuje", teraz "lekarz zarabia
- A jakie są główne zarzuty w dyskusji o lekarzach? - dopytujemy.
- Najwięcej, bo blisko 15 proc. to wskazania dotyczące tego, że szpitale są upartyjnione i zarządzane z nadania partyjnego. 11,4 proc. wpisów to nacisk na chciwość i pazerność lekarzy. 7,7 proc. - podkreślenie faktu, że kiedy lekarze są chciwi i pazerni, to pojawiają się błędy i zagrożenia dla pacjentów - odpowiada Michał Fedorowicz.
Co istotne, podkreśla, zarzut pazerności zmienił adresata: nie dotyczy już przeciętnego lekarza z przychodni, tylko lekarza z partyjnymi plecami.
Jeśli dodać do tego, że dyskusja o zarobkach odpowiada za blisko 20 proc. interakcji (ustawa o jawności wynagrodzeń dostarcza jej paliwa), to tworzy to grunt pod trwałe przesunięcie ramy z "lekarz ratuje" na "lekarz zarabia". W skrajnym przypadku "lekarz doi system". Czytaj: lekarz z partyjnymi plecami to pazerny przedsiębiorca, który zarabia na chorobie i cierpieniu innych. - Jeżeli samorząd lekarski wejdzie jesienią w protesty płacowe na tak podgrzanym tle, odda przeciwnikom gotową ramę, która dziś odnosi się wyłącznie do jednego bohatera afery - kwituje Michał Fedorowicz.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET