`

Edukacja zdrowotna za rok w szkołach. "WDŻ mógłby być ciekawy, ale uczniowie przychodzą zniechęceni"

5 min. czytania
15.04.2024 06:00
Obserwuj nas na Google

- Wychowanie do życia w rodzinie to nie jest zły pomysł i mogłoby być ciekawym przedmiotem. Ale jest nieobowiązkowe i ląduje np. na dziewiątej godzinie lekcyjnej. Poza tym uczniowie przychodzą zniechęceni po podstawówce. „WDŻ? Uczyliśmy się tylko o przyjaźni”. Często słyszę takie komentarze - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Magda Konkolewska, nauczycielka biologii i WDŻ. Jak ocenia pomysł MEN, by wprowadzić edukację zdrowotną?

Szkoła
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Aleksandra Pucułek: Od września 2025 roku nie będzie wychowania do życia w rodzinie (WDŻ). Będzie za to edukacja zdrowotna. To dobry pomysł?

Magda Konkolewska, nauczycielka biologii i WDŻ w XI LO w Łodzi: - Myślę, że bardzo dobry i bardzo potrzebny.

Na edukacji zdrowotnej uczniowie z nauczycielami mają poruszać takie zagadnienia jak zdrowie psychiczne, fizyczne, zasady odżywiania, problemy uzależnień, edukacja seksualna.

- Bardzo dobrze, bo albo nie ma czasu, żeby rozmawiać o tym na innych przedmiotach, albo traktuje się te tematy pobieżnie, a one są niezwykle ważne dla uczniów. Jeszcze jakby to był przedmiot obowiązkowy, to byłoby super.

Szefowa MEN Barbara Nowacka stwierdziła, że obowiązkowość nie jest przesądzona. Zdecydują o tym rekomendacje powołanego właśnie zespołu ekspertów.

- Teraz WDŻ, na którym podejmuje się podobne tematy, jest nieobowiązkowy. Najczęściej ląduje więc na godzinie zerowej albo dziewiątej godzinie lekcyjnej. Chętnych na takie zajęcia jest jak na lekarstwo. Wcale nie dziwię się uczniom. Jeżeli spędzają osiem godzin w szkole, to przyjście na siódmą rano albo zostanie na zajęciach do 16.30, to nie jest nic miłego. W tym roku na WDŻ mam np. trzy osoby. Z całej szkoły.

W czasie nauki zdalnej logowało się zdecydowanie więcej uczniów. Mieli potrzebę rozmowy o zdrowiu psychicznym, fizycznym, pomimo tego że była to dziewiąta godzina lekcyjna. To były bardzo wartościowe, przyjemne i ważne dla nich rozmowy. WDŻ to w ogóle nie jest zły pomysł i mógłby być bardzo ciekawym przedmiotem. Ale uczniowie przychodzą też często zniechęceni po podstawówce. „WDŻ? Uczyliśmy się tylko o przyjaźni”. Często słyszę takie komentarze. Chcieliby czegoś innego.

Czego? Jakie tematy chcą poruszać?

- Tematy dotyczące szeroko pojętej tolerancji, orientacji psychoseksulanej, tożsamości płciowej, przemocy, antykoncepcji, zdrowia psychicznego, cielesności.

Zagadnienia, które mają pojawić się na edukacji zdrowotnej, jak zdrowie psychiczne, fizyczne, edukacja seksualna, były w programie WDŻ?

- Za PiS-u czułam się trochę jak w podziemiu, ponieważ realizowałam wszystkie te tematy, łącznie z życiem seksualnym.

Redakcja poleca

Prawie jak tajne komplety.

- Tylko czekałam, jak ktoś przyjdzie z kontrolą, bo od razu dodam, że te tematy nie były realizowane po linii rządu. Zaopatrzyłam się w podręczniki, ale jak tylko je otworzyłam, to szybciutko zamknęłam. W niektórych książkach, zatwierdzonych przez ministerstwo, przy skutkach antykoncepcji można było przeczytać, że „człowiek wyrządza krzywdę nie tylko sobie, ale także jedności, miłości i wierności małżeńskiej”. Jako środek wczesnoporonny podano wkładkę wewnątrzmaciczną, czyli metodę antykoncepcyjną. Gdy przeczytałam tekst, że „miesiączka to płacz macicy za niepoczętym dzieckiem”, to złapałam się za głowę. Korzystałam więc z materiałów, które sama stworzyłam, albo które miałam ze studiów.

Ostatecznej decyzji w sprawie obowiązkowej edukacji zdrowotnej nie ma, ale minister Nowacka stwierdziła, że „wydaje jej się, że nie znajdzie się rodzic, który nie wyśle dziecka na taki przedmiot”. A jak się Pani wydaje?

- Jestem rozdarta, bo rozumiem uczniów, którzy są przeciążeni, siedzą po osiem, dziewięć godzin w szkole. Nie dziwię się rodzicom, którzy chcą zdobyć chociaż tę godzinę czasu wolnego dla dzieci. Z drugiej strony jeżeli nie rozmawia się z dzieckiem w domu o zdrowiu psychicznym czy o życiu seksualnym, to pojawia się problem, który gdzieś trzeba potem rozwiązać. Często rozwiązuje się go np. w poradni psychologicznej. Na to trzeba poświęcić dużo więcej czasu. Edukacja zdrowotna przydałaby się zresztą też rodzicom.

To, że ktoś ma dziecko, to nie znaczy, że wie, jak być rodzicem.

- Zawsze powtarzam uczniom, że to jest najtrudniejsza rola, jaką przyjdzie im pełnić w życiu. Żeby być wprawionym kierowcą, trzeba zrobić kurs, zdać egzamin i sporo pojeździć. Żeby pójść do pracy, potrzeba szkoły, studiów, szkoleń. Natomiast żeby mieć dziecko, wystarczy mieć zdrowo funkcjonujący układ rozrodczy. Tyle. Nawet nie trzeba mieć zdrowo funkcjonującej psychiki, głowy.

Uczniowie w szkołach średnich mieli 19 godzin WDŻ. Dokładnie dziewięć godzin wspólnych i po pięć z podziałem na chłopców i dziewczyny. Niewykluczone, że edukacja zdrowotna będzie prowadzona w większym wymiarze godzin. To potrzebne?

- Myślę, że nie ma takiej konieczności. Realizowałam wszystkie te zagadnienia na WDŻ i czasu wystarczało.

Redakcja poleca

A zapowiadane kształcenie nauczycieli, studia podyplomowe i kursy potrzebne?

- Jak najbardziej. Jestem biologiem, więc mój przedmiot akurat jest pokrewny. Natomiast widzę, że przygotowanie do tego przedmiotu wśród nauczycieli jest różne. Żeby dobrze prowadzić taki przedmiot, to trzeba się dobrze do tego przygotować.

Minister Nowacka zapowiedziała, że eksperci będą sprawdzać też podstawy programowe chociażby ze wspomnianej biologii, żeby skorelować z nią treści w edukacji zdrowotnej.

- Nareszcie. Popieram całym sercem. Może w końcu ktoś usiadłby nad tym i zadbał o korelację międzyprzedmiotową, żeby nie przerabiać tych samych tematów na kilku przedmiotach. Tak jest np. z biologią i chemią. Związki organiczne na biologii omawiamy w pierwszej klasie, a na chemii w trzeciej.

Treści na WDŻ i biologii powtarzają się?

- Niektóre tak, tylko że powiedzmy sobie szczerze: ze względu na ogrom materiału na biologii przerabiane są pobieżnie. Poza tym często te tematy wypadają w czerwcu, kiedy bywa różnie z obecnością. Można by więc np. na biologii wspomnieć tylko o danych zagadnieniach, a rozszerzyć je na edukacji zdrowotnej. To miałoby ręce i nogi i programy byłyby skorelowane.

Sama zmiana nazwy pomoże WDŻ? Bo niesie się za nim dziwne obciążenie.

- Jest trochę przeklętym słowem. Tak jak edukacja seksualna.

Poprzedni minister edukacji miał obsesję na punkcie pewnych słów. Edukacja seksualna do nich należała.

- W ogóle nasze społeczeństwo ma problem ze słowem seks. W Anglii oznacza płeć, w Polsce od razu kojarzy się ze współżyciem. Edukacja seksualna dla niektórych to „namawianie dzieci do współżycia”. Z punktu widzenia psychologii i seksuologii człowiek jest istotą seksualną od poczęcia aż do śmierci. Edukacja seksualna powinna być w każdym wieku, tylko powinna inaczej wyglądać w wypadku dziecka w przedszkolu, inaczej w szkole podstawowej, a inaczej w liceum. W przedszkolu dziecko np. powinno wiedzieć, że prawo do dotykania części intymnych jego ciała ma tylko najbliższa osoba, mama, tata.

Uczniowie rozmawiają z rodzicami na takie tematy?

- Są takie rodziny, w których otwarcie się mówi na temat seksualności, życia seksualnego, ale są takie, w których to nadal jest tematem tabu. Zawsze opowiadam uczniom, jak moja mama chciała mnie uświadamiać. Siedziałyśmy w kuchni, mama krzątała się cała spocona. Nie wiem, czy od pary nad garnkami, czy od tematu, który miała podjąć. Widząc to, powiedziałam jej, że wszystko mieliśmy już na biologii. Na co odpowiedziała: „uff, dzięki Bogu”. I na tym koniec.

To były też inne czasy. Teraz wygląda to lepiej, ale wciąż wiele nastolatków nie ma z kim porozmawiać, nie każdy temat mogą poruszyć z rodzicami. Czerpią wiedzę od rówieśników, z internetu, albo z pornografii. Edukacja zdrowotna jest więc niezwykle ważna i trzeba się edukować w każdym wieku. A nie udawać, że temat seksualności dziecka nie istnieje, że nie mamy problemu np. z nastoletnimi ciążami. Możemy tego nie zauważać, ale to nie znaczy, że tego nie ma.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET