“Jeszcze będzie o mnie głośno. Wszyscy o mnie usłyszycie”. Czy 29-latek zaplanował swoje zaginięcie?
Pod koniec 2019 roku zaginął 29-letni Tomasz Zarzycki. Po poznaniu sprawy część opinii publicznej twierdziło, że mężczyzna sam postanowił zniknąć, odciąć się od swoich bliskich i rozpocząć nowe życie. Czy aby na pewno? Cały czas jest w tej kwestii wiele wątpliwości. Nie można wykluczyć, że Tomek nie żyje. Mimo to najbliżsi zaginionego nie przestają mieć nadziei, że dowiedzą się, co dokładnie stało się ponad cztery lata temu.
Szczegóły dotyczące sprawy przekazała portalowi RadioZET.pl siostra zaginionego Tomasza Zarzyckiego, Renata Zarzycka-Fiedoruk. Tomasz Zarzycki urodził się 13 lipca 1990 roku w Bielsku Podlaskim. Na co dzień pracował w firmie Danwood, która zajmuje się produkcją domów jednorodzinnych. Był osobą niezwykle towarzyską i rodzinną. Nie odmawiał pomocy, gdy go o coś proszono. Zawsze starał się znaleźć jak najwięcej czasu na spotkania i rozmowy ze swoimi najbliższymi, z którymi świetnie się dogadywał. W przyszłości planował założyć szczęśliwą rodzinę. W wolnym czasie lubił wędkować i grać w piłkę nożną. Często można było go spotkać biegającego ulubionymi trasami.
Jak każdy człowiek, Tomek pomimo wielu wspaniałych zalet, miał także swoje wady. Jedną z nich, którą można było łatwo zaobserwować z boku, była niekontrolowana wybuchowość. Gdy jakaś sytuacja wyprowadziła go z równowagi, silnie to okazywał, jednak bardzo szybko potrafił się opanować
i chwilę później już zwyczajnie zapominał o tym, co go zdenerwowało.
Tajemnicze zaginięcie
29-latek noc z 16 na 17 grudnia 2019 roku spędził w towarzystwie swoich kolegów. Z relacji znajomych wynika, że 17 grudnia rano Tomasz oznajmił im, że musi zaraz wychodzić, ponieważ ma zaplanowane szkolenie BHP w pracy. Co ciekawe: rozmawiając z kolegami, co chwilę zmieniał zdanie. W kółko mówił, że pójdzie niedługo do pracy, a chwilę później się rozmyślał i twierdził, że na żadne szkolenie nie zamierza pójść. Ostatecznie między godziną 7:00, a 8:00, Tomek pożegnał się ze znajomymi i wyszedł. Warto podkreślić, iż kurs BHP był jednocześnie ostatnim dniem w pracy dla Tomasza. W kolejnym dniu miał rozpocząć długo wyczekiwany urlop. Planował wyjazd do Warszawy, aby odwiedzić mieszkającą tam ukochaną mamę, a później wrócić razem z nią do miasta rodzinnego na Wigilię. W godzinach porannych z 29-latkiem kontaktował się jeszcze tata, który zapytał, dlaczego syn nie wrócił tej nocy do domu. Młody mężczyzna odparł, że niebawem przyjedzie. Tak się nie stało. Tomasz nie pojawił się także w pracy, mimo że ktoś z jego znajomych na jego prośbę podpisał za niego listę obecności na szkoleniu oraz wypełnił za niego test. Ostatnia aktywność jego telefonu komórkowego miała miejsce w dniu zaginięcia. Około godziny 11.00 dzwonił do kolegi z pracy, że go jednak w pracy nie będzie. Później komórka stała się nieaktywna. Wieczorem mama Tomka kontaktowała się z córką, pytając czy ta widziała się z bratem, bo od kilku godzin nie można się do niego dodzwonić. W dodatku jego telefon jest wyłączony, a chciałaby zapytać syna o dokładny termin przyjazdu do Warszawy i z jakiego dworca będzie trzeba go odebrać. Wielokrotne próby nawiązania kontaktu z Tomaszem nie powiodły się.
Jeszcze tego samego dnia w godzinach wieczornych, rodzina rozpoczęła poszukiwania Tomka. Na początku liczyli, że szybko go zlokalizują albo dowiedzą się czegoś od jego znajomych i przyjaciół, jednak kontakt z nimi nie dał oczekiwanego rezultatu. Kolejnego dnia ojciec Tomasza zgłosił jego tajemnicze zniknięcie na policję, która zbagatelizowała sprawę. Uznano, że młody mężczyzna zapewne gdzieś imprezuje, wybawi się i za jakiś czas na pewno wróci do domu.
Rysopis Tomasza Zarzyckiego
Mężczyzna ma 180 cm wzrostu i jest szczupły. Ma krótkie ciemne włosy
i oczy koloru zielonego. Posiada znak szczególny w postaci blizny po oparzeniu pod klatką piersiową. W dniu zaginięcia ubrany w spodnie dresowe, ciemną kurtkę z kapturem marki puma, sportowe buty oraz czarną czapkę. W chwili zaginięcia miał 29 lat.
Ostatnie spotkanie z bratem
Renata, siostra Tomka:“Tomka widziałam po raz ostatni dzień przed zaginięciem. Przyszedł do mnie do pracy. Miał odebrać klucze od mieszkania mamy, które niechcący wziął mój syn. Miał je odebrać, ponieważ wybierał się do mamy na urlop. Nasza rozmowa wyglądała na zwyczajną, jednak z perspektywy czasu po moich przemyśleniach, uważam, że Tomek nie był do końca sobą. Nawet do ostatniego momentu zastanawiał się, czy aby na pewno pojedzie do mamy. Ogólnie rzecz ujmując, był mniej rozmowny niż zwykle. Zapytał tylko, jak spędziłam czas u naszej mamy”.
Dalsze poszukiwania
Przez kolejne dni i tygodnie trwały intensywne poszukiwania zaginionego w tajemniczych okolicznościach 29-latka. Przed świętami Bożego Narodzenia członkowie rodziny wynajęli do sprawy pierwszego detektywa. Ponadto sami na własną rękę robili wszystko, co w ich mocy, aby odnaleźć Tomasza - przeczesywali parki, opuszczone budynki i pola w Bielsku Podlaskim. Oprócz tego przeglądali monitoringi, które nie zdążyły się nadpisać. Część z nich nie została im udostępniona, ponieważ urzędy chciały przekazać materiały wyłącznie funkcjonariuszom policji. Wizerunek zaginionego był publikowany w internecie i telewizji. Do działań dołączyły fundacje zajmujące się poszukiwaniem zaginionych osób. Jednak mijały miesiące, a sprawa Tomasza Zarzyckiego nie ruszyła do przodu. Mimo ogromnego zaangażowania najbliższych, do dnia dzisiejszego, czyli ponad cztery lata od zniknięcia, wciąż nie wiemy czy mężczyzna żyje, a jeśli tak, to gdzie przebywa.
Obecnie śledztwo w sprawie Tomka jest prowadzone dwutorowo. Jest podejrzenie o popełnieniu przestępstwa, czyli ewentualnego zabójstwa Tomka, a druga opcja jest taka, że sam dobrowolnie urwał kontakt z rodziną. Rok po zaginięciu, rodzina Tomasza Zarzyckiego otrzymała informacje od różnych świadków, którzy twierdzili, że widzieli Tomka w miejscowościach takich jak Ładzyń oraz Łochów. Nie udało się tego ostatecznie potwierdzić.
Niecałe pół roku przed zaginięciem, w lipcu 2019 roku, Tomasz i jego bliscy pojawili się na weselu członka rodziny. W pewnym momencie 29-latek wstał od stołu i nieoczekiwanie wypowiedział do swojej ciotki poniższe słowa “Jeszcze będzie o mnie głośno. Wszyscy o mnie usłyszycie”. Wówczas nikt ze zgromadzonych na uroczystości nie brał tej informacji na poważnie. Dopiero w momencie tajemniczego zaginięcia mężczyzny tamte słowa nabrały znaczenia. Rodzina do tej pory zastanawia się czy tamta sytuacja miała jakiekolwiek powiązanie z jego nagłym zniknięciem, czy była to wyłącznie forma niewinnego żartu.
Co stało się z Tomkiem Zarzyckim?
“My jako rodzina zakładamy, że Tomek mógł po prostu urwać z nami kontakty, ponieważ tacie przed zniknięciem wielokrotnie wspominał, że ten będzie go kiedyś szukać. Na dodatek przytoczony wcześniej incydent z lipcowego wesela. W pracy również zachowywał się inaczej niż zwykle, od jakiegoś czasu podejrzewał, że koledzy za jego plecami go obgadują. Z drugiej strony myślimy też racjonalnie i bierzemy pod uwagę, że być może Tomek w dniu, w którym zaginął, wrócił do kolegów, z którymi spędzał wcześniej czas i tam wydarzyło się coś nieoczekiwanego, być może nieszczęśliwy wypadek. Obawiamy się, że panuje zmowa milczenia i jeszcze długo nie dowiemy się wyczekiwanej prawdy. Jeśli chodzi o wykluczenie samobójstwa, to osobiście nie wykluczam nic w tej sprawie, bo już zbyt wiele czasu upłynęło, a Tomek nie daje znaku życia. Mówią, że czas goi ból, a ja uważam że jedynie nas do niego przyzwyczaja. Tomka zaginięcie to wciąż rozdrapywana rana. Nie ma dnia by wstając z łóżka rano nie myśleć co się stało i dlaczego. Przez cały ten czas tli się we mnie mała nadzieja na szczęśliwe rozwiązanie sprawy po latach. Tym bardziej, że około pół roku po zaginięciu, na aplikacji Snapchat zostały odczytane niektóre moje wiadomości do Tomka, na co mam dowód w postaci screena, a jak wiadomo Tomek zaginął z dokumentami i swoim telefonem” - opowiadała nam pani Renata.
Poniżej publikujemy wyjątkowy apel Renaty Zarzyckiej-Fiedoruk przekazany w imieniu całej rodziny Tomasza:
Tomek, jeśli czytasz ten artykuł, to chcę, żebyś wiedział, że mimo upływu lat, my wszyscy nadal na Ciebie czekamy. Wierzymy, że wrócisz, odezwiesz się do nas albo chociaż dasz jakikolwiek znak, że żyjesz i wszystko u Ciebie w porządku. Nawet nie wiesz, ile się pozmieniało podczas Twojej nieobecności. Nie ma już naszych babć, które tak bardzo chciały móc Cię jeszcze zobaczyć. Czekamy na Ciebie wszyscy - Twoje rodzeństwo, rodzice, dziadek, Nasz najlepszy wujaszek Marcin oraz wielu, wielu pozostałych znajomych i przyjaciół. Jeśli z jakiegoś powodu nie chcesz wracać do domu, proszę, daj znać, że żyjesz. Uszanujemy każdą Twoją decyzję, tylko błagam - nie pozwól Nam więcej żyć w stanie zawieszenia. Nie ma dnia byśmy nie myśleli, co się z Tobą stało…
Wszystkie osoby, które posiadają informacje mogące pomóc w odnalezieniu Tomasza Zarzyckiego, proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Bielsku Podlaskim pod numerem 47 712 52 12, numerem alarmowym bądź fundacją ITAKA zajmującą się poszukiwaniem osób zaginionych.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET