Matura 2023. „To ani kij, ani marchewka. To bat, a my jesteśmy rocznikiem królików doświadczalnych"

4 min. czytania
20.12.2022 13:04
Obserwuj nas na Google

- Na początku liceum nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądała nowa matura, więc uczono nas po staremu. Chwilę potem przyszła nauka zdalna – wspomina Miłosz Kozikowski, który w maju zmierzy się z nową formułą matury. - Dopiero w trzeciej klasie dowiedzieliśmy się, jakie mamy braki i czego możemy spodziewać się na maturze. Teraz łapiemy za repetytoria i zakreślamy strony wymagające powtórzenia. Okazuje się, że to jedna czwarta - opowiada.

Matura
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Pod koniec września maturzyści zmierzyli się z próbną maturą z przedmiotów podstawowych, czyli z polskiego, matematyki i języka obcego. Teraz w grudniu piszą próbne rozszerzenia. To ważne egzaminy, bo tak naprawdę po raz pierwszy uczniowie widzą, jak będzie wyglądała nowa formuła matury w maju. Tę trzeba wprowadzić ze względu na reformę edukacji, likwidację gimnazjów, wydłużenie czasu nauki w szkołach ponadpodstawowych, a co za tym idzie zmianę podstaw programowych.

- Z próbnych podstaw z angielskiego, matematyki miałem blisko 90 proc. Z polskiego gorzej – opowiada w podcaście „Szkoła marzeń” Miłosz Kozikowski, tegoroczny maturzysta z warszawskiego liceum. - Z polskiego byliśmy zszokowani częścią historyczno-literacką. Wiedzieliśmy tylko, że coś takiego będzie, ale praktycznie nie mieliśmy żadnych próbnych arkuszy. Na wypracowaniu były problemy z tym, jak wprowadzić konteksty. Trzeba napisać też dłuższy tekst, więc łatwiej odejść od tematu – przyznaje.

Matura 2023. Brutalna weryfikacja wiedzy czy schemat?

O nowej formule matury 2023 jedni mówią: polowanie na ucznia, brutalna weryfikacja wiedzy. Inni, że jest prosta, tylko trzeba nauczyć się schematu. - Podpisałbym się pod dwoma tymi określeniami. Z jednej strony jest to brutalna próba przywrócenia prestiżu maturze. Z drugiej strony trzeba trafić w schemat. Musimy wybrać, czy uczymy się robić zadania, czy pisać zadania jak na maturze, bo to dwie różne rzeczy – ocenia Miłosz.

Redakcja poleca

A nauka tych zadań od początku była raczej chaotyczna. Miłosz wspomina, że już w pierwszej klasie usłyszeli: „wy jako rocznik królików doświadczalnych będziecie pisać nową maturę.” Nikt nie wiedział, jak będzie wyglądała, z czego będzie się składała, więc uczono jak wcześniej. Przez pół roku. Bo w drugim semestrze zaczęła się nauka zdalna. Potem uczniowie raz uczyli się ze szkoły, za chwilę lądowali na zdalnym i tak było aż do połowy drugiej klasy.

- W semestrze letnim wróciliśmy i zaczęliśmy się orientować, jakie mamy braki – opowiada w podcaście edukacyjnym Miłosz. Jak mają wyglądać egzaminy, maturzyści na dobrą sprawę dowiedzieli się w trzeciej klasie. - Teraz łapiemy za repetytoria i zakreślamy strony, które wymagają powtórzenia. Okazuje się, że to jedna czwarta – mówi w „Szkole marzeń” licealista.

To nie jedyny absurd matury 2023. W trakcie nauki zmieniały się uczniom wersje podręczników, bo wychodziły błędy w podstawie programowej. Repetytoria w ocenie maturzystów przygotowane są po łebkach, bo nie było z czego ich przygotować. - Pani od matematyki daje nam co tydzień arkusz, żebyśmy ćwiczyli, ale są to arkusze z zeszłych lat, w starej formule, bo nowych nie ma – dodaje w podcaście Miłosz.

Matura 2023 ustna z polskiego? "Kosmos"

Już wie, że z polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie nie wyrobi się z materiałem i część tematów będzie musiał pominąć. - Na wosie dowiedzieliśmy się ostatnio, że istnieje coś takiego jak prywatny akt oskarżenia. Na maturze trzeba znać jego strukturę. Nauczycielka nie wiedziała, jak to napisać, więc zaprosiliśmy studenta prawa, który stwierdził, że takich rzeczy w ogóle się nie pisze, więc ta wiedza jest po nic – mówi licealista. Największym absurdem na egzaminie z polskiego jego zdaniem jest z kolei potężna liczba lektur.

Maturzyści pisali nawet petycję, by maturę ustną z polskiego odwołać tak jak w poprzednich rocznikach, ale Ministerstwo Edukacji i Nauki nie zareagowało. - Czy my nie mieliśmy lockdownu? - pyta retorycznie Miłosz, który również podpisał się pod petycją. Przyznaje, że do ustnego egzaminu z polskiego, który zmienił się diametralnie, maturzyści zupełnie nie są przygotowani. - Oglądaliśmy przykładowe filmiki i dla nas to był kosmos, odlot, że takie coś ma być. Odległa galaktyka. Żeby napisać dobrze konspekt, poruszyć wszystkie konteksty, potrzeba paru miesięcy – ocenia.

Redakcja poleca

Dlatego jego zdaniem na maturze 2023 najbardziej potrzebną umiejętnością będzie selekcja: czego się nauczyć, a co odrzucić, bo nie starczy na wszystko czasu. - Nawet najlepszy nauczyciel nie powie nam, czego dokładnie możemy się spodziewać i co będzie – mówi w podcaście. Przyznaje, że kiedyś korepetycje to był wstyd, dziś to konieczność. Wymusiła to m.in. nowa formuła matury. - Przykro mi, że to idzie w takim kierunku. Jeśli się to nie zmieni, to za 30 lat będziemy siedzieć przed komputerem i się uczyć, a do szkoły nie będzie po co chodzić. Boję się o te szkołę przyszłości – nie ukrywa Miłosz.

W klasie, jak opowiada, gdy pada hasło matura, wszyscy przewracają oczami. Na spotkaniu z psychologiem szkolnym na pytanie o majowe egzaminy większość mówiła o strachu i niepewności. Napięcie potęgują też nauczyciele. - Jak słyszę, że to będzie straszne, to się tego boję. Jakbym usłyszał, że mają to pod kontrolą, to podszedłbym do tego ze spokojem i wtedy lepiej by mi poszło. Uwierzyłbym w swoje możliwości – mówi licealista w „Szkole marzeń”. -  Ta matura nie jest to ani kij ani marchewka, to bat, który zderza nas z rzeczywistością. Marzenia z maturą poza pierwszymi literami nie mają nic wspólnego – dodaje.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET