`

Matura powinna być trudniejsza? "Czy się stoi, czy się leży, 30 proc. się należy. Nie może tak być"

7 min. czytania
23.05.2024 06:30
Obserwuj nas na Google

- Mamy dziwaczny fetysz matury. Każdy ją musi zdać i w dodatku każdy musi ją dobrze zdać. A egzamin ma moc różnicującą. Nie możemy tworzyć fikcji, że wszyscy uczniowie są jednakowo dobrzy np. z języka polskiego. To jest niemożliwe - o poziomie egzaminów maturalnych w rozmowie z RadioZET.pl opowiada Bartłomiej Rosiak, polonista zajmujący się m.in. pomiarem dydaktycznym.

Matura
fot. Polska Press/East News

Aleksandra Pucułek: - Tuż po pierwszych egzaminach jeden z maturzystów przyznał mi, że nie jest zadowolony z tego, że arkusze były proste. Twierdził, że to wypłaszcza wyniki, przez co ci lepsi uczniowie jak on zrównywani są z pozostałymi. Matura powinna być trudniejsza?

Bartłomiej Rosiak, polonista, naukowo zajmujący się językoznawstwem i pomiarem dydaktycznym, specjalizuje się w egzaminowaniu polonistycznym: - Egzamin ma kilka funkcji. Jedną z nich jest formułowanie rzetelnej informacji o poziomie umiejętności i wiedzy zdającego. Rzetelnej, czyli m.in. różnicującej zdających. Egzamin to jest takie sitko, w którym mamy różne oczka. Na początku mamy duże oczka, potem średnie i na końcu bardzo małe. To są odpowiedniki zadań: łatwych, średnich, trudnych. Przez duże oczka powinna przechodzić większość.

Którychś oczek nam brakuje?

- Rzeczywiście czasem tych najdrobniejszych, czyli tych trudnych zadań, które wychwytywałby najlepszych zdających. Nie chodzi o to, żebyśmy odpytywali maturzystów ze szczegółów lektur, bo to jest nieprzydatne. Nie tędy droga. Egzamin nie może stać się faktograficzny. Chodzi o zweryfikowanie umiejętności analitycznych, syntezowania, analizowania informacji, dojrzałej, mądrej interpretacji w odniesieniu do wielu kontekstów.

Czyli mówiąc wprost, matura powinna być trudniejsza?

- W pewnych względach tak.

W jakich?

- Na przykład w teście historyczno-literackim. Formułujmy zadania tak, by wymagały wyspecjalizowanych umiejętności analizowania informacji, nie zaś wyuczonych motywów. Oczywiście tych trudniejszych zadań nie może być za dużo, bo pójdziemy w drugą stronę.

Rok temu pytałam nauczycielkę wiedzy o społeczeństwie, czemu coraz mniej uczniów wybiera WOS na rozszerzeniu i czemu średnie wyniki są jednymi z najgorszych. Nie miała wątpliwości, że to przez bardzo trudny egzamin. Jeśli podstawy byłby trudniejsze, to osoby po technikum, które zazwyczaj gorzej wypadają na maturze, nie przestaną do niej podchodzić?

- Egzamin musi być przede wszystkim obiektywny. Technikum i liceum realizują tę samą podstawę programową, zdają więc ten sam egzamin z przedmiotów ogólnych.

Redakcja poleca

Młodzież w technikum ma też egzaminy zawodowe, uczy się przede wszystkim zawodu, stąd przygotowania do matury schodzą na dalszy plan.

- To będzie chyba najbardziej kontrowersyjne zdanie, jakie tu powiem, ale po pierwsze egzamin maturalny nie jest obowiązkowy. Jeśli dla kogoś nauka nie jest ważna – bez względu na to, do jakiego typu szkoły chodzi – nie musi do niego podchodzić. Wiem, że to zdanie, nie wiedzieć czemu, wywołuje dzisiaj ogromne emocje, ale tak jest. Nie wszyscy muszą mieć maturę, bo i bez tego można żyć. Zawsze można podejść do niej później.

Po drugie mamy dziwaczny fetysz matury. Każdy ją musi zdać i w dodatku każdy musi ją dobrze zdać. A egzamin – powtarzam - ma moc różnicującą. Nie możemy tworzyć fikcji, że wszyscy uczniowie są jednakowo dobrzy z języka polskiego. To jest niemożliwe. Gdyby rozstaw wyników po jednej stronie był niemal zerowy, a po drugiej stronie wielki, to byłoby to nienaturalne. Te wyniki muszą się rozkładać mniej więcej równomiernie.

To znaczy jak?

- Powinniśmy dążyć do tego, by było jak najmniej wyników poniżej 30 proc., ale nie kosztem ułatwiania i infantylizacji egzaminu. To, że czegoś jest dużo, nie znaczy jeszcze, że jest na wysokim poziomie. Potem wykres powinien rosnąć, osiągać apogeum mniej więcej na wysokości 50-60 proc. i potem spadać. Chodzi o to, żeby było niedużo bardzo słabych wyników i niedużo wybitnych, bo taka jest prawda.

Na lekcji w klasie w zasadzie tak jest. Garstka słabszych uczniów, trochę wybitnych i ci pośrodku.

- Tylko wyniki maturalne często tego nie oddają. Oczywiście grupa, która uzyskuje poniżej 30 proc., nigdy nie powinna być duża, bo to też byłaby negatywna informacja zwrotna o naszym systemie. Natomiast takich osób powinno być mniej niż tej drugiej skrajności, czyli tych wybitnych maturzystów. Wykres na końcu powinien trochę wzrastać.

Przede wszystkim jednak oczekiwałbym tego, podobnie jak inni egzaminatorzy, nauczyciele i zdający, że ten, kto się uczył, bez problemu zda maturę. A ten, kto się nie uczył, nie będzie wchodził na salę z pełnym przekonaniem, że pozytywny wynik ma w kieszeni. To oburzające i krzywdzące przede wszystkim dla pracowitych osób.

Redakcja poleca

Spójrzmy na wykres wyników matury z języka polskiego. Tych 28-29 procentowych nie ma, potem przy 30 proc. wykres nagle odbija. Wiadomo, że jeśli maturzysta uzbierał te dwadzieścia parę procent, to egzaminator szuka na siłę punktów, żeby go przepuścić. I nie mówię, że to jest złe, bo za każdą pracą kryje się człowiek. Trzeba spojrzeć na te prace holistycznie, szerzej. Natomiast nie może być tak, że uczeń, który nie ma żadnej wiedzy, może zdać bez problemu egzamin maturalny. Nie możemy dopuścić do takiej sytuacji, że czy się stoi, czy się leży, to 30 proc. się należy.

W tym roku młodzież bardzo narzekała na trudną maturę rozszerzoną z chemii. Niektórzy wręcz płakali, inni mówili, że potracili nadzieję na medycynę.

- Ale pamiętajmy, że trudność to jest pewna wartość statystyczna, która wynika z analizy egzaminu. Wykres wyników zależy od grupy zdających, ale też od arkusza. Przecież wszyscy rozwiązywali ten sam arkusz. Nie wolno porównywać egzaminów z różnych lat do siebie. Na zaświadczeniu jest podany stanin, który pokazuje naszą pozycję względem reszty zdających w danym roku. Czyli od ilu jesteśmy lepsi, a od ilu gorsi. Na to trzeba patrzeć. Nawet jeśli średnie wyniki z chemii będą niższe niż rok temu, to przecież wśród tych wyników będą te najlepsze i najsłabsze grupy. Ta najlepsza dostanie się na medycynę, bo wyższych wyników po prostu nie będzie.

Jak oceniasz w ogóle nową formułę matury?

- Uważam, że to jest całkiem dobry system, chociaż oczywiście ma wiele wad.

Jakich?

- Metodycznych. Nie powinniśmy liczyć błędów. Raczej skłaniam się do analizy jakości języka, dbałości o poprawność, a także rangi ewentualnych błędów i ich procentowej relacji wobec całości pracy. Wiadomo, że w dłuższej pracy jest więcej błędów. A to także wypowiedzi tzw. pierwszej redakcji.

Nie wiem, czy potrzebne jest też na egzaminie czytanie ze zrozumieniem, bo obecnie jest to bardziej test z analizowania tekstu publicystycznego pod kątem metatekstowym. Czyli pytamy nie o to, co jest napisane, tylko o to, co jest wyrażone aluzją, porównaniem itd. To jest przydatne w życiu, ale formuła egzaminu nie sprawdza praktycznych umiejętności.

Co w zamian tego?

- Test odnoszący się do literatury, podanego fragmentu tekstu, obrazu i wypracowanie. Przede wszystkim zadania: uzasadnij, pokaż, czy naprawdę to rozumiesz, porównaj, odnajdź inny przykład w literaturze – coś jak na egzaminie ósmoklasisty.

Mówiłeś o wadach. A zalety tej formuły matury?

- Sprawdza logiczne myślenie, umiejętność analizowania tekstu ad hoc, nie pozwala wyuczyć się wszystkiego na pamięć. Ta formuła – w odróżnieniu od poprzedniej – skłania do nauki, ale jest tego z kolei za dużo. Jak mówiłem, nie ilość tekstów się liczy.

Nie pozwala wyuczyć się na pamięć? Przecież zadania rozwiązuje się schematycznie.

- Nie uważam tak, dlatego że egzamin np. z języka polskiego dopuszcza wiele różnych odpowiedzi. Dla przykładu mamy ocenić postawę Koheleta i możemy opisać ją jako optymistyczną, pesymistyczną lub realistyczną. Z maturą jest trochę tak jak z ocenianiem. Przepisy mamy dobre, wręcz nowoczesne. Tylko trzeba je wcielać w życie. Tak samo formuły maturalnej też nie mamy ze wszech miar złej. Tylko nieco inaczej ułóżmy zadania.

Niedawno wiceminister Katarzyna Lubnauer mówiła, że nie ma planów, by maturę w jakiś sposób zmieniać, nadmiernie ułatwiać ani utrudniać.

- Nie zapominajmy, że Centralna Komisja Egzaminacyjna jest jednostką autonomiczną wobec Ministerstwa Edukacji Narodowej. CKE nie uzgadnia z ministerstwem arkusza. Szefostwo MEN nie wie, co tam jest, co się znajdzie w egzaminach. A przynajmniej nie powinno.

Arkusze układa się zawsze z wyprzedzeniem. Nigdy na ostatnią chwilę. Wielu ludzi formułuje zadania, inni zaś układają je w wiązki zadań. Jest długa droga między sformułowaniem polecenia a jego zamieszczeniem w arkuszach. Gdy CKE ułoży zadania, poddane są one recenzjom, a także standaryzacji. Daje się je do rozwiązania różnym grupom uczniów, żeby sprawdzić poziom trudności, dobór poleceń itd. Potem nanosi się korekty, zmiany.

Ujawnianie informacji o arkuszu egzaminacyjnym przed rozpoczęciem egzaminu jest przestępstwem. Sam arkusz i cała jego integralność są materiałami prawnie chronionymi do momentu rozpoczęcia egzaminu. Każdy, kto ma kontakt z materiałami egzaminacyjnymi, jest objęty ścisłą tajemnicą. I nikt nie może wcześniej dowiedzieć się, co kryje się w zafoliowanych, zaplombowanych arkuszach.

To co z tymi przeciekami?

- Na etapie organizacyjnym ich nie ma. One są dopiero w momencie przyjazdu arkuszy do szkoły, czyli między godziną 5 a 7 rano. Ale to naprawdę jest rzadkość. CKE robi wszystko, żeby to zminimalizować. Spójrzmy na nadajniki w pudełkach przewozowych, duże liczby obserwatorów, dystrybucję materiałów wcześnie rano dopiero w dniu egzaminu, specjalne procedury przechowywania tych arkuszy.

Za to w trakcie egzaminu zdjęcia zadań lądują w sieci.

- To już jest kwestia nieodpowiedzialnych maturzystów. Brakuje może uczulania ich na to, jakie grożą konsekwencje za wniesienie telefonu na salę. A to oznacza unieważniony egzamin. Kary za to powinny być zawsze jak najsurowsze, to kwestia sprawiedliwości. Wszyscy potem z tymi wynikami konkurują w wyścigu do szkół średnich czy na studia. Pilnowanie procedur to kwestia odpowiedzialności za los młodych ludzi.

Jak rozmawiasz ze znajomymi nauczycielami, egzaminatorami to jaką mają opinię na temat poziomu trudności matury. Powinien być wyższy czy niższy?

- Zdania są bardzo podzielone. Są osoby, które w ogóle postulują zniesienie egzaminu i tu stanowczo mówię nie. To jest system może nie najlepszy, ale najbardziej obiektywny z możliwych. Oceny na pewno nie oddają wiedzy uczniów.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET