Nowe zasady w ortografii to zmiany w szkołach i na maturze. "Ale ta zmiana ułatwi życie"
- Ostatnie zmiany w takim szerokim zakresie wprowadzono w 1936 roku, czyli kalendarzowo 88 lat temu. Kulturowo to jednak jakieś 500 lat w komunikacji. W związku z tym te zmiany i tak uważam za oszczędne - o nowych zasadach w ortografii i pracy nad nimi w rozmowie z portalem RadioZET.pl opowiada prof. Paweł Nowak, członek Rady Języka Polskiego.
Aleksandra Pucułek: - Rada Języka Polskiego ogłosiła niedawno 11 zmian w ortografii. Komentarze na ten temat nie milkną. Nie spodziewałam się, że język wywoła aż taką dyskusję. Nawet wśród osób, które nie są polonistami.
Prof. Paweł Nowak, komunikolog i językoznawca, członek Rady Języka Polskiego, dyrektor Centrum Badań Komunikacji Publicznej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie: - Mam wrażenie, że przede wszystkim osoby, które nie są po polonistyce, biorą udział w tej dyskusji.
To chyba typowe u nas. Jest mundial, wszyscy znają się na piłce nożnej, jest reforma edukacji, każdy wie, jak szkoła powinna wyglądać.
- I chyba właśnie to „typowe” jest kluczem do zrozumienia tej dyskusji. Na pewno język stał się ważny dla Polaków przez to, że był ograniczany w czasie zaborów. Trzeba było o niego walczyć. To spowodowało, że myślimy o nim w kategoriach dobra narodowego. Mamy poczucie, że język jest znakiem tożsamości i własnością każdego obywatela. Jakiekolwiek jego zmiany i transformacje są niemożliwe, ponieważ to jest coś, co jest polskie. A zmiana języka jest możliwa, tylko powinna być racjonalna. Powinna ułatwiać życie i te zmiany takie są.
Z jednej strony walczymy o język, z drugiej strony mam wrażenie, że na co dzień o niego nie dbamy.
- To są paradoksy współczesności. Język jest w nas, a nie gdzieś na zewnątrz. To powoduje, że na co dzień za dużo o nim nie myślimy, ale kiedy ktoś próbuje nam coś narzucać, albo określać, co wolno, a czego nie wolno, to mamy z tym kłopot. Nie dbamy o język, jak zresztą większość ludzi na świecie o swoje języki narodowe. Może poza krajami, gdzie rozwój technologiczny nie jest tak duży. Jest to związane z tym, że język przestaje być najważniejszym kodem komunikacyjnym. Zostaje zastąpiony przez obraz i ludzie nie przywiązują już tak wielkiej wagi do słów.
Wagę zyskują za to np. powszechne emotikony.
- Tak, zachodzi reforma, a może nawet bardziej rewolucja komunikacyjna. Wcześniej to obraz komentował dłuższą wypowiedź językową, a dzisiaj to język opisuje obraz.
Od jakiegoś czasu obserwuję, jak młodzi ludzie piszą celowo błędnie, czyli np. królik przez „u”. Zaczęło się od memów, potem przeniosło się to do mediów społecznościowych, a teraz, co mnie przeraża, przechodzi do zwykłych konwersacji.
- I to jest bardzo niebezpieczne, bo jeśli będziemy pisali z błędami przez dłuższy czas, nawet uważając to za żart, bo traktuję to jako formę żartu, to nasz umysł uzna, że to są dopuszczalne formy. Albo jeśli będziemy często oglądali takie formy, to trudno nam będzie odtworzyć tę poprawną. Możemy uznać to za kreatywne użycie języka, ale trudno podejrzewać, że 80 proc. społeczeństwa jest kreatywna językowo.
W języku polskim jest ok. 200 tys. słów. Na co dzień Polacy używają 200-300 słów, z czego te najpopularniejsze są nie do przytoczenia w naszej rozmowie. Tych słów, wobec których zmienią się zasady, zdecydowana większość Polaków używała więc rzadko. Jednocześnie teraz żywo o nich dyskutuje.
Czyli te nowe zasady to wielka reforma ortografii, rewolucja, czy raczej ewolucja, zmiany, których prawie nie dostrzeżemy?
- Bardziej to ostatnie. To nie jest efekt tego, że członkowie rady usiedli i pomyśleli: pozmieniajmy coś w ortografii, bo już dawno nie było zmiany. Nowe zasady są efektem analizy języka używanego przez Polaków, obserwacji zwyczajów językowych. Nawet w oficjalnych, urzędowych czy prawnych pismach i dokumentach, elementy, które zostały zatwierdzone przez radę, są od dawna widoczne.
Wprowadzi nas pan profesor w kulisy podejmowania takich decyzji, wprowadzania takich zmian? Jak to wygląda? Siadają językoznawcy i analizują np. pisma, jakie wpływają do ZUS-u?
- Akurat ZUS jako jedna z pierwszych instytucji państwowych doszedł do wniosku, że język, którym się komunikuje, nie trafia do klientów i od ponad 10 lat gruntownie zmienia sposób komunikacji.
W jaki sposób?
- Na przykład wybiera słowa do komunikatów czy pism, które nie budzą wątpliwości ortograficznych i które z łatwością rozumie każdy ich klient.
Wracając do sposobu ustalania zmian, rada w większości składa się z naukowców, którzy badają język i komunikację pod różnymi względami. Na podstawie tych badań co jakiś czas dyskutujemy w zespołach o tym, co widać w języku, co się w nim dzieje. Obserwacje specjalistów z zespołu ortograficznego pokazały, że niektóre rzeczy są niestosowane przez Polaków albo bardzo popularne stały się inne formy. Jeśli coś jest nierobione przez 90 proc. osób, to trzeba się zastanowić, czy jednak tego nie zmodyfikować.
Ostatnie zmiany w takim szerokim zakresie wprowadzono w 1936 roku, czyli kalendarzowo 88 lat temu. Kulturowo to jednak jakieś 500 lat w komunikacji. W związku z tym te zmiany i tak uważam za oszczędne, ale akurat w tym wypadku nie chcieliśmy i nie potrzebowaliśmy rewolucji.
Chyba najwięcej dyskusji wywołała zmiana dotycząca dużej i małej litery. Trend nadużywania dużych liter przy każdej okazji obserwujemy od dobrych kilku lat. RJP wpisała się w niego? Nie jest trochę tak jak z tym „królikiem”? Powszechny błąd przestaje być błędem?
- Nie, zmiana na zapis dużą literą wynika z tego, że nie jest to jednoznaczne do rozstrzygnięcia przez człowieka, który nie zajmuje się daną dziedziną. Mało kto jest w stanie stwierdzić, czy nazwa „morze Marmara” to nazwa zbiornika wodnego, który jest morzem, więc piszemy małą, czy jest to nazwa czegoś, co przypomina morze albo morzem nie jest, więc wtedy trzeba by użyć dużej litery. Mnie szczególnie przekonuje też zmiana zapisów nazw mieszkańców miast i miejscowości na dużą literę.
Dlaczego?
- Bo nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, dlaczego mamy pisać „lublinianin”, kiedy piszemy „Ślązak”. Te wyrazy, jeśli chodzi o status odróżniania osób, funkcjonują w tym samym obszarze. To że zapisujemy je małą i dużą literą, jest tylko zasadą zwyczajową. Bardzo podoba mi się też rozwiązanie „nienajlepszy”. Jeśli piszemy „nie” z przymiotnikami łącznie, to dlaczego w stopniu najwyższym mamy pisać rozdzielnie?
Bo taka jest zasada.
- Tylko nie możemy patrzeć wyłącznie na historię języka. Zresztą osoby, które nie zajmują się dydaktyką, albo nie uczą się języka w tym momencie, nie mają obowiązku na siłę zmieniania swoich zwyczajów językowych. Niektóre z nich będą postrzegali używanie nowych form jako błąd, bo uznają, że ich język w dalszym ciągu jest właściwy. I będą miały rację.
Natomiast nie można odbierać prawa i możliwości ludziom, którzy uczą się języka, żeby uczyli się go na nowo. Ta zmiana uwspółcześnia język. Jestem gorącym zwolennikiem tego, żeby język nadążał za zmianami kulturowymi, cywilizacyjnymi. Tego bez odgórnych, ale opartych na obserwacjach zmian, nie da się zrobić.
Zmiany zasad ortografii zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku. Jak oceniać wtedy maturę i egzamin ósmoklasisty? Będą funkcjonowały dwa obiegi?
- Na logikę narzucanie maturzystom w 2026 roku nowych reguł ortograficznych byłoby błędem, bo oni przez całą edukację uczyli się pisać inaczej. Myślę, że dzieci, które w 2026 roku będą w pierwszej klasie szkoły podstawowej lub na początku swojej edukacji, będą uczyły się nowych reguł i dopiero one napiszą egzaminy według nowych kryteriów. Do tego momentu będą równolegle te zasady obowiązywały. Już nieraz koło siebie funkcjonowały różne wzorce ortograficzne. Tak było na przykład w wypadku imiesłowów pisanych z „nie”. W 1997 roku wprowadzono inne reguły, ale zapisy poprzednie też były poprawne.
Zmieni się też pisownia „aleja”, „osiedle”, „plac”. Czy to oznacza wymianę wszystkich tabliczek z nazwami? Kosztowna ta zmiana w ortografii.
- Wewnętrzne przepisy samorządów pewnie będą regulowały te kwestie. Zgadzam się, że takie społeczno-ekonomiczne koszty na pewno będą, ale byłyby one również wtedy, gdybyśmy tej zmiany nie wprowadzili.
Jak to?
- Bo utrwalalibyśmy przekonanie, że język jest wystarczający i nowoczesny, a język musi się zmienić i to znacznie bardziej niż tylko w ortografii. Musi nadążyć, a bez zmian takich jak chociażby reforma ortografii nie nadąża.
RJP wyjaśniła, że te zmiany umożliwiają piszącym skupienie się na innych niż ortograficzne aspektach poprawności tekstu, czyli na jakich?
- Chodzi o logiczność i spójność tekstu. Teraz coraz częściej nie czytamy tekstu, ale go skanujemy. A skanowanie tekstu powoduje, że widzimy przede wszystkim rzeczy nietypowe, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Gdy ortografia będzie jednolita i zgodna z tym, jak większość osób jej używa, to stanie się przezroczysta, transparentna i nie będzie nas odrywała od sensu tekstu.
Proponowano jeszcze inne zmiany, które jednak nie wejdą w życie?
- Nie pamiętam takich dyskusji. Dyskutowaliśmy tylko o tym, czy zaproponowane przez specjalistów od ortografii zmiany są na pewno zasadne. Były to wielomiesięczne rozmowy w czasie posiedzeń rady. Głosowanie było jednomyślne, wszyscy zmiany poparli. Możemy być też pewni, że kolejnej tak szerokiej zmiany w następnych kilkudziesięciu latach nie będzie.
Źródło: Radio ZET
- Polonista o kanonie lektur: Może być obszerny, gdyby uczeń z niego wybierał jak z pudełka czekoladek
- Dobry nauczyciel zainteresuje ucznia lekcją i przekona, by zmienił zachowanie? Nie zawsze
- Poloniści chcą więcej zmian w podstawie programowej. „Nowa lista lektur to potężny krok wstecz”
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET