`

Pirat drogowy zabił studenta na pasach. Szokujące słowa. "Du*ą wgniótł maskę"

4 min. czytania
18.07.2023 18:32
Obserwuj nas na Google

Wypadek w Krakowie, gdzie zginęło czterech młodych mężczyzn, wstrząsnął opinią publiczną. Samochód jechał bardzo szybko, co widać na nagraniu z monitoringu. - Żaden z moich rozmówców nie przyznał szczerze: "To była moja wina" - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską o piratach drogowych, którzy zabili na drodze, Bartosz Józefiak, autor książki "Wszyscy tak jeżdżą". Dziennikarz wyjaśnia, skąd się bierze ten kult prędkości.

wypadek
fot. FOT. PIOTR KRZYZANOWSKI/POLSKA PRESS GRUPA/Polska Press/East News (zdj. ilustracyjne)

Nie milkną echa koszmarnego wypadku w Krakowie. W weekend straż pożarna wyciągnęła z wraku renault ciała czterech młodych mężczyzn. Z nagrania, jakie pojawiło się na monitoringu, wynika, że auto jechało z ogromną prędkością. Pojazd wypadł z jezdni, uderzył w słup sygnalizacji i rozbił się o murek przy moście Dębnickim.

Dziennikarz Bartosz Józefiak, autor książki "Wszyscy tak jeżdżą", przyznaje, że "w tym wypadku skumulowało się wiele znanych mu dobrze czynników". M.in. młody wiek kierowcy. - Bywały w Polsce lata, kiedy za 25 proc. wypadków odpowiadali mężczyźni w wieku 18-24 lat - mówi w wywiadzie z Wirtualną Polską.

Młodzi za kółkiem. "Ścigamy się, póki «pały» nie przyjadą"

- Badali to psychologowie. Z ich analiz wyszło, że w gronie młodych znajomych szybka jazda po prostu imponuje. Jak masz brykę na 400 koni, to nie jesteś w stanie jeździć wolno. Szybka jazda to zastrzyk adrenaliny. Wyścig starą beemką czy podrasowanym autem jest po prostu tańszy niż ekstremalne sporty - ocenia.

Redakcja poleca

Według dziennikarza łatwiej jest urządzić darmowe zawody w mieście niż jechać na tor wyścigowy. - A do tego dochodzi ten dreszczyk, poczucie, że robisz coś nielegalnego, łamiesz przepisy, uciekasz przed policją. Cała zabawa w wyścigach "na ćwiartkę", czyli na ćwierć mili, polega na tym, że ścigamy się, póki "pały" nie przyjadą - wylicza.

Młody kierowca przyjeżdża na tzw. spoty, czyli miejsca spotkań. Tam chwali się kolegom, jak "podrasował silnik", "jakie dodał niższe zawieszenie", "kto niedawno uciekł policji" i "ile grzał po mieście". Potem przychodzi czas na "nielegalne wyścigi" albo "spontaniczne »ganianki«". - Ścigają się po Warszawie, Gdańsku, Jeleniej Górze. Przy okazji zabijają ludzi na pasach albo siebie - tłumaczy Bartosz Józefiak.

Autor książki "Wszyscy tak jeżdżą" tak wyjaśnia to zjawisko. - Ci młodzi, niedowartościowani mężczyźni podnoszą sobie samoocenę, jeśli za własne pieniądze kupią i tuningują sobie auto. Budują na tym poczucie własnej wartości. Ci, z którymi rozmawiałem, opisywali, że mogą siedzieć całymi dniami w garażach. Pasja jest fajna i nie ma w tym nic złego, ale pod warunkiem, że nie robisz tego wyłącznie po to, by później wcisnąć gaz do dechy i stwarzać zagrożenie na drodze - mówi.

"Mam driftówę, na szperze"

Dziennikarz tłumaczy WP, że miejsca spotów pojawiają się na Facebooku. Dopiero po sczytaniu kodu QR, który odsyła do kanału na Telegramie, pojawiają się współrzędne, gdzie kierowcy będą się ścigać: - Mówią na przykład tak: "Mam driftówę, na szperze, też do daily, liźniętą na kompie, żeby się lepiej odpychała".

Redakcja poleca

Jak wyjaśnia, chodzi o "bmw do jazdy bokiem, z zamontowanym mechanizmem ułatwiającym kontrolowany poślizg". - Wykorzystuje je nie tylko do wyścigów, ale również do codziennej jazdy. Majstrował przy samochodowym komputerze, zmienił ustawienia fabryczne, dzięki czemu samochód jeździ szybciej. To oczywiście najczęściej nielegalne, ale na spotach pełno jest samochodów przerabianych w garażach, bez odpowiednich badań technicznych - dodaje.

Pytany o reakcję policji Bartosz Józefiak odpowiada, że "radiowozy faktycznie stoją, ale mundurowi nawet nie wysiadają z wozów". - Jednego razu policjanci potrzebowali trzech godzin, by dotrzeć za nami na miejsce. A i tak gdy już dojechali, wystawili może dwa mandaty. [...] Mnie mundurowi z Łodzi zapewniali, że prowadzą "czynności operacyjne", ale ich skutków za bardzo nie widać - relacjonuje.

"Obwiniali pieszych, bo im weszli pod koła"

Dziennikarz rozmawiał z piratami drogowymi, którzy ścigając się, zabili człowieka. Jak mówi, "nie zauważył u nich wyrzutów sumienia". - Wręcz przeciwnie. Sprawcy śmiertelnych wypadków obwiniali wszystkich wokół, tylko nie siebie.

Obwiniali pieszych, bo im na pasach weszli pod koła. Albo innych kierowców. Obwiniali prokuraturę i sądy, że się na nich uwzięły. Obwiniali rodziny ofiar, bo ich piętnują. Obwiniają ofiary w drugim aucie, z którym się zderzyli, bo jechały starą "trumną na kółkach". Żaden z moich rozmówców nie przyznał szczerze: "To była moja wina".  - Bartosz Józefiak, autor książki "Wszyscy tak jeżdżą"

Dziennikarz mówi o "niepojętym wprost" mechanizmie wyparcia. - Dziewczyna jednego z chłopaków, który ścigał się po Jeleniej Górze z prędkością 120 km/h i śmiertelnie potrącił dwie osoby, tłumaczyła w internecie, że "to zwykły wypadek, który przecież każdemu mógł się przytrafić". 19-latek z Białegostoku, który jadąc 90 km/h przez miasto, śmiertelnie potrącił starszą kobietę, opowiadał mi, że widocznie "jej świeczka w niebie zgasła". Czyli – widać – Bóg tak chciał. Rencista z Poznania, który wyprzedzając na pasach, doprowadził do śmierci studenta, przekonywał, że to wina chłopaka, bo nie patrzył na boki. I jeszcze "du*ą wgniótł mu maskę!" - podsumowuje.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Wirtualna Polska

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET