`

2 tys. bezzwrotnego wpisowego na studia, których może nie być. Pat z kierunkami lekarskimi

6 min. czytania
17.07.2024 07:21
Obserwuj nas na Google

Dwie kolejne uczelnie od października otworzą kierunek lekarski. Dziewięć szkół wyższych wciąż jednak czeka na przyznanie limitu miejsc, co na razie oznacza brak zgody na kształcenie przyszłych lekarzy. Niektóre mimo to rozpoczęły rekrutację i przyjęły opłaty od kandydatów na medycynę.

Lekarz
fot. Jakub Walasek/REPORTER

Rekrutacja na kierunek lekarski z problemami

9 lipca maturzyści poznali wyniki matur. Dla uczelni oznacza to najbardziej intensywny czas w procesie rekrutacji. Kandydaci na studia wiedząc już, jak poszedł im egzamin dojrzałości, wpisują swoje wyniki w systemy rekrutacyjne, dokonują opłat i czekają, gdzie ostatecznie dostaną się na wymarzone studia. Na wyniki naboru na medycynę z niecierpliwością czekają nie tylko oni, ale także same uczelnie. Przynajmniej te, które zaczęły rekrutację na kierunek lekarski, chociaż Ministerstwo Zdrowia ze względu na braki w kadrze i infrastrukturze nie przyznało im limitu miejsc na rok akademicki 2024/2025.

W najnowszym projekcie rozporządzenia z początku lipca, w którym resort podaje takie limity, wciąż nie ma dziewięciu uczelni, które rok temu rozpoczęły kształcenie przyszłych lekarzy. To: Uniwersytet w Siedlcach, Uniwersytet Kaliski, Politechnika Wrocławska, Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu, w Nowym Targu, Akademia WSB w Dąbrowie Górniczej, filia w Bielsku-Białej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, Społeczna Akademia Nauk w Łodzi oraz Poznańska Akademia Medyczna Nauk Stosowanych im. Księcia Mieszka I.

Rekrutacja na medycynę. Kto pierwszy ten lepszy

Najbardziej kuriozalna sytuacja wydaje się w tej ostatniej. Jak usłyszeliśmy w biurze rekrutacji, dokumenty od kandydatów na kierunek lekarski są przyjmowane. Podobnie jak bezzwrotne opłaty wpisowe wysokości 2,2 tys. zł. Bez nich zgłoszenie nie jest brane pod uwagę. Na pytanie, co stanie się z pieniędzmi kandydatów, jeśli uczelnia nie będzie jednak mogła uruchomić medycyny od października, usłyszeliśmy, że ministerstwo na pewno przyzna jej limit, a poza tym kandydaci podpisują dokumenty, że opłata jest bezzwrotna.

Co ważne przy przyjęciu tutaj na medycynę pod uwagę brane są wyniki maturalne, ale też kolejność zgłoszeń. Czyli kto pierwszy złoży dokumenty i zapłaci 2,2 tys., ten lepszy. Kto złoży tylko dokumenty, ale wstrzyma się z opłatą, ma mniejsze szanse na przyjęcie. Nie wiadomo, ile osób zdecydowało się zapłacić i wzięło udział w naborze na studia, które mogą zostać nieuruchomione. Biuro rekrutacji tłumaczy, że nie może udzielać takich informacji, ale jak usłyszeliśmy, pocztą polską bądź w chwili składania dokumentów kandydaci mieli być informowani, że limity miejsc na medycynę nie zostały jeszcze przyznane.

Redakcja poleca

Ofertą rekrutacyjną z medycyną na czele chwali się na swojej stronie również Społeczna Akademia Nauk w Łodzi. Informację o tym, że może to być niemożliwe, przedstawia w sposób dość zawoalowany. Konkretnie na stronie kierunku lekarskiego przy limicie miejsc dodała gwiazdkę z informacją, że „limit przyjęć będzie obowiązywał pod warunkiem, że będzie zgodny z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia w sprawie limitów przyjęć na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny na rok 2024/2025.” Wprost nie informuje więc, że kierunek może nie zostać uruchomiony od października.

Przy przejściu do zapisów od razu pojawia się za to komunikat, że kandydat rejestrując się, zobowiązuje się do „uiszczenia opłaty rejestracyjnej i wpisowej w ciągu 7 dni od daty złożenia niniejszego kwestionariusza. (…) Niewniesienie ww. opłat w terminie może skutkować nierozpatrzeniem wniosku o przyjęcie na studia.” Prosiliśmy uczelnię o kontakt i rozmowę o rekrutacji na medycynę, ale bezskutecznie.

Rekrutacja z gwiazdką

Pod koniec maja ruszyła również rekrutacja na medycynę na Uniwersytet w Siedlcach. Z tym, że po kilku dniach, jak informuje nas rzeczniczka uczelni, nabór został zawieszony. - Gdy pojawił się projekt rozporządzenia i zalecenie ministra, by wstrzymać rekrutację, to zrobiliśmy to. Kandydaci zostali poinformowani o sytuacji – dodaje Beata Gałek, rzeczniczka uniwersytetu. Zaznacza, że część kandydatów zdążyła wnieść już opłaty, ale w razie niekorzystnej decyzji resortu zdrowia zapewnia, że będą one zwracane.

- Oczekujemy na decyzję ministerstwa. Jesteśmy dobrej myśli. W każdej chwili ponownie możemy uruchomić nabór, jesteśmy gotowi – mówi Gałek. Zastrzega, że jeśli rekrutacja na medycynę zostanie wznowiona, będą w niej brani pod uwagę wszyscy chętni, którzy dopełnią formalności. Nie tylko ci, którzy zdążyli się zarejestrować pod koniec maja, gdy nabór był aktywny przez kilka dni.

Redakcja poleca

W nieco lepszej sytuacji jest filia w Bielsku-Białej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak wyjaśnia prorektor ds. studiów i studentów prof. Jerzy Stojko, pierwsze etapy rekrutacji na kierunek lekarski są już za maturzystami, ale na początku lipca uczelnia dostała oficjalny dokument z oceną Polskiej Komisji Akredytacyjnej, od której ministerstwo uzależnia przyznanie miejsc. - Na 10 kryteriów, które uczelnie muszą spełnić, siedem mamy wypełnionych, trzy częściowo, co jest oceną pozytywną – mówi prof. Stojko. Liczy więc, że z prowadzeniem medycyny w filii nie będzie problemów.

Mimo wszystko na stronie rekrutacji uczelnia przy medycynie dodała gwiazdkę. - Jeśli nie byłoby przyznanego limitu dla naszej filii, to kandydaci będą się mieścić w limicie Katowic i Zabrza – informuje prof. Stojko. Śląski Uniwersytet Medyczny w tych dwóch miejscowościach lat kształci przyszłych lekarzy. Zdecydował więc, że na pierwszej liście rankingowej będzie tam mniej osób tak, by w razie czego zmieścić chętnych z filii.

Medycyna na dwóch kolejnych uczelniach

Akademia WSB w Dąbrowie Górniczej i Politechnika Wrocławska zdecydowały się na prostsze rozwiązanie. Do czasu zielonego światła z ministerstwa rekrutacja na medycynę nie jest tu prowadzona. Obie zgodnie jednak przyznają, że nie mają zamiaru rezygnować z uruchomienia medycyny w tym roku akademickim i nawet jeśli dostaną na to zgodę we wrześniu, to nabór rozpoczną. - Maturzyści mogą składać dokumenty do kilku szkół wyższych. Często zmieniają swoje decyzje, więc rekrutacje są prowadzone przez całe wakacje. Rok temu we wrześniu również jeszcze prowadziliśmy nabór – mówi Andrzej Charytoniuk z biura prasowego Politechniki Wrocławskiej. Choć jak dodaje Łukasz Miąsik, rzecznik Akademii WSB, jest to pewne utrudnienie, bo najlepsi maturzyści do tego czasu znajdą już pewnie miejsce w innych uczelniach.

Uniwersytet Kaliski oraz Akademie Nauk Stosowanych w Nowym Sączu i Nowym Targu również nie prowadzą na razie naboru na medycynę. Na swoich stronach umieściły komunikaty informujące o tym, że harmonogram rekrutacji na kierunek lekarski i cały nabór będzie ogłoszony, gdy tylko ministerstwo przyzna im limit miejsc.

Resort zdrowia zdecydował się za to przyznać miejsca dwóm nowym uczelniom. To Politechnika Bydgoska i Akademia Tarnowska. Nie uwzględniono ich w pierwszej wersji rozporządzenia z maja, ale od razu tam zaznaczono, że uruchomienie limitu przyjęć jest w ich wypadku „potencjalnie możliwe”. Konieczna jednak była kontrola Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

Teraz już wiadomo, że zarówno Politechnika Bydgoska, jak i Akademia Tarnowska zgodę dostały i od października będą mogły kształcić po 60 studentów na medycynie. - Niemal natychmiast po tej informacji, dokładnie 9 lipca, uruchomiliśmy rekrutację. Mamy już prawie 350 kandydatów, czyli ok. sześć osób na miejsce – mówi rzecznik prasowy Akademii Tarnowskiej. Uczelnie te w nadchodzącym roku akademickim po raz pierwszy uruchomią kierunek lekarski.

Projekt rozporządzenia już po konsultacjach

W obecnie procedowanym projekcie rozporządzenia, w którym Ministerstwo Zdrowia określa limit miejsc na kierunkach lekarskich na rok akademicki 2024/2025, znajduje się w sumie 30 uczelni, a projektowany limit przyjęć wynosi 9882 miejsca (w tym na studiach stacjonarnych 6348 miejsc, na niestacjonarnych 1695 miejsc oraz na studiach w języku innym niż polski  – 1839 miejsc). Projekt rozporządzenia jest już po konsultacjach publicznych. Dokument ocenia komisja prawnicza.

Przypomnijmy, że powodem całego zamieszania i braku przyznanych miejsc jest negatywna ocena Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA), którą część uczelni dostało, gdy rok temu uruchamiało medycynę. Komisja zarzucała im m.in. brak kadry, czy infrastruktury, w tym prosektoriów niezbędnych do nauki anatomii.

To z kolei efekt decyzji byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka. Za rządów PiS nastąpił prawdziwy wysyp kierunków lekarskich. Po pierwsze za sprawą zmiany przepisów, które umożliwiły kształcenie przyszłych lekarzy uczelniom zawodowym, które dotychczas miały niewiele wspólnego z medycyną. Po drugie minister Czarnek wydawał zgody na uruchamianie kolejnych kierunków pomimo negatywnych ocen PKA (nie jest ona formalnie wiążąca dla ministra).

Obecne władze ministerstw: nauki i zdrowia zdecydowały więc, że dopiero po ponownym skontrolowaniu uczelni i wydaniu nowych ocen przez komisję, szkoły wyższe dostaną limit miejsc na medycynie. PKA od razu jednak zapowiadała, że cała procedura kontroli może potrwać nawet kilka miesięcy, a Naczelna Izba Lekarska przestrzegała przed uruchamianiem rekrutacji bez przyznanego limitu i mówiła wprost, że jest to nieuczciwe wobec kandydatów.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET